Nowości
Początek / RB i wiara / Boże wychowanie, czyli dwa grosze w sporze o karcenie
Boże wychowanie, czyli dwa grosze w sporze o karcenie
Beth Jusino "Coaching" via flickr

Boże wychowanie, czyli dwa grosze w sporze o karcenie

Boże wychowanie – wychowanie człowieka przez Boga i wzór dla relacji rodziców i dzieci. Dla wielu z nas jest to temat absolutnie fundamentalny, zaprzątający naszą codzieną uwagę, często spędzający sen z powiek. Doświadczeniem zarówno moim, jak i wielu znajomych mi rodziców, jest odkrycie potęgi miłości Boga do człowieka poprzez rodzicielstwo. W obliczu powierzonego nam skarbu bycia mamą albo tatą, zastygamy często w zachwycie i zdumieniu, jak możliwa jest tak wielka miłość, na ile nas stać, jak to możliwe, że człowiek może kochać drugiego człowieka aż tak bardzo, i jak wiele uczy nas to o Bogu. Ja osobiście, po wielu latach trudności ze zrozumieniem, jak ktokolwiek może kochać bezinteresownie i bez zasług i czy na pewno nie trzeba jednak Pana Boga jakoś do siebie przekonywać, doznałam olśnienia: nie, naprawdę nie jest to nic niemożliwego – skoro ja potrafię, to o ileż bardziej Ojciec Niebieski może tak kochać mnie. I każdego człowieka. Otworzyło to we mnie wielkie pokłady wyrozumiałości i miłosierdzia względem innych, nie tylko własnego dziecka, a także względem siebie samej, co jest chyba najtrudniejsze.

Jednocześnie, obok kształtującej mnie przez całe życie (dziękuję Rodzicom) tradycji chrześcijańskiej, w macierzyństwie kieruję się także odkrytym już w dorosłości nurtem Rodzicielstwa Bliskości – choć to odkrycie trafiło na podatny grunt, gdyż moi Rodzice byli jak na swoje czasy bardzo bliskościowi i wyprzedzili swoim działaniem nawet powstanie nazwy Attachment Parenting;) W ramach rozmów z innymi rodzicami inspirującymi się pracami Searsów, Kohna, Stein, Juula, odkrywaliśmy dużo wspólnych wątków, a jednocześnie jeden niepokój i zgrzyt: czy to się da pogodzić z nauką Kościoła katolickiego? Odpowiedzi były bardzo różne, a jedną z kości niezgody były obecne w tradycji teksty o karaniu. Chciałabym im poświęcić trochę uwagi.

Niniejszy tekst narastał we mnie od lat, a ostateczny implus, by wreszcie przelać myśli na klawiaturę płynie z toczącej się od kilku dni dyskusji internetowej na temat  fragmentu Listu do Hebrajczyków.

Jako uczestniczka różnorakich forów dla rodziców wychowujących dzieci w wierze chrześcijańskiej i/lub w Rodzicielstwie Bliskości wiem, że to żywy temat. Mam nadzieję i zależy mi na tym, by niniejszy tekst przeczytały zarówno osoby, które interesuje wychowanie chrześcijańskie i nauka Kościoła o Bogu, jak i te, dla których punktem wyjścia jest wychowanie bezwarunkowe w rozumieniu Alfiego Kohna. Jednych i drugich proszę więc o cierpliwość, jeśli będą czytać oczywistości, i otwarte oczy serca, gdy dojdą do miejsc mniej im znanych i zrozumiałych. Byłabym przeszczęśliwa podprowadzając jednych i drugich do lepszego wzajemnego zrozumienia, nawet jeśli nie będzie to zgoda:)

Próbując wychowywać dzieci w miłości bezwarunkowej, bez nagród i kar, rodzice chrześcijańscy mają często trudność z dwoma kwestiami. Jedną z nich jest jedna z „głównych prawd wiary”, którą chyba wszyscy wychowani w Polsce znają jako: „Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”. Dzięki studiom teologicznym nauczyłam się co nieco o hierarchii prawd wiary i o różnej randze różnorodnych wypowiedzi Kościoła. Gdzie plasuje się w tym owa formuła? Od dawna próbowałam tłumaczyć różnym osobom przywołującym owe „główne prawdy wiary”, że to tekst dość wybiórczy  i słabo umocowany w nauczaniu Kościoła, nie wiadomo za bardzo, kto jest jego autorem, jaką ma rangę (mimo szumnej nazwy „główne prawdy”)… Nie za bardzo mi wierzono. Niedawno Jarema Piekutowski napisał na ten temat obszerniejszy tekst, za który jestem mu bardzo wdzięczna, i który polecam powszechnej uwadze: „Prawdy znikąd”.

Jednakże, nawet jeśli wiemy już, że „Sześć głównych prawd wiary” nie jest najważniejszym wiary wyrazem ani pełnym kompendium chrześcijaństwa, problem Bożej kary (i nagrody) pozostaje. Podkreślam problem z nagrodą, to sprawa jasna dla osób zaangażowanych w Rodzicielstwo Bliskości, ale zwykle nieznana lub kiepsko rozumiana poza tym środowiskiem. Nim powrócę do tematu karzącego i nagradzającego Boga, chcę poświęcić chwilę niekarzącemu rodzicowi. Pojawia się bowiem dość częste, a błędne przekonanie, że osoby, które decydują się nie karać dzieci, posługują się wyłącznie nagrodami. Być może istnieją takie osoby, nie należy ich jednak utożsamiać z praktykantami Rodzicielstwa Bliskości. W rozumieniu tych ostatnich, do których i ja próbuję się zaliczać, nagroda nie jest bowiem niczym innym niż karą z przeciwnym znakiem. Skoro nagroda zależy od tego, jak rodzic oceni zachowanie dziecka, jej nieprzyznanie jest niczym innym jak… karą. Nie można zatem konsekwentnie wychowywać bez kar, a z nagrodami. Na czym zatem polega takie wychowanie? – spytają niektórzy, być może z przekąsem, podejrzewając, że w takiej sytuacji żadnego wychowania być nie może, dziecko żyje w chaosie bez żadnych zasad, a rodzice robią wiecznie dobrą minę do złej gry i pozwalają dziecku być wrednym dla wszystkich naokoło (tzw. wychowanie bezstresowe? – dość mityczny twór, nie mający za wiele wspólnego z realnie istniejącym Rodzicielstwem Bliskości). Stoi za tym najpewniej przedzałożenie, że jedynym, z czego człowiek może się czegoś nauczyć, są odgórnie narzucone przez wychowawcę konsekwencje jego działań, podczas gdy większości życiowych umiejętności uczymy się poprzez samo działanie, w ramach prób i błędów i poznawania tego, jak działa świat. W ten sposób uczymy się mówić, chodzić, nawiązujemy relacje. Owszem, później system edukacji deprawuje nas cyferkami za osiągnięcia, ale przecież większość nauki następuje w pierwszych miesiącach i latach życia, kiedy jeszcze nic o ocenach nie wiemy. Rodzice wychowujący bez nagród i kar nie trzymają dziecka w próbówce, do której nie dochodzą sygnały ze świata. Dzieci tak wychowywane uczą się, jak działa świat i jak działają ludzie, jeśli pozwala się im widzieć skutki ich czynów, także te emocjonalne (rodzic jest autentyczny w wyrażaniu radości, smutku, złości…), grawitacja działa, zepsute rzeczy same się nie psują itd. Natomiast nie dokłada się dodatkowych, nienaturalnych konsekwencji czynów. Nie trzeba dodatkowo ganić ani chwalić, kupować prezentów za dzielność, odbierać dostępu do telewizora za dręczenie kotka;) Tyle w skrócie o rodzicielstwie bezwarunkowym;) Obaliwszy nieporozumienia na ten temat, powracam do tematu Bożej pedagogii.

Co zrobić z obecnymi w nauczaniu Kościoła tematami kar i nagród? Jak odnieść je do własnego rodzicielstwa? Na początek warto się znów upewnić, co do ich umocowania (jako teolożka fundamentalna pewnie trochę tym zanudzam, ale co poradzę, że wydaje mi się ogromnie ważne, wiedzieć, skąd i dlaczego jakiś wątek wiary jest ważny). Podstawowym źródłem jest niewątpliwie Pismo Święte. I tu warto odnieść się do obecnej dyskusji medialnej o karceniu.

W ostatnią niedzielę, gdy w Kościele rzymsko-katolickim czytano perykopę Hbr 12,5-7.11-13, pojawił się w internecie komentarz Ks. Wojciecha Żmudzińskiego SJ „Karcąca ręka Boga”. Jeśli go nie czytaliście, zerknijcie, gdyż wydaje mi się bardzo ważny. Podstawą jest odniesienie do tłumaczenia greckiego słowa „paideia” (por. nasza pedagogia) jako „wychowanie” bądź „karcenie”.  Przytoczę tylko krótko fragment: „Człowiek karany jest nie przez Boga, lecz przez konsekwencje swoich niewłaściwych wyborów, przez rezultaty swoich grzesznych postaw. Natomiast Bóg, jak dobry trener, ćwiczy nas, byśmy nie ulegali pokusom i godnie znosili wszelkie przeciwności losu nie tracąc pogody ducha. Jest dobrym wychowawcą, który nie chłoszcze swoich dzieci, lecz wychowuje je do życiowej mądrości przeprowadzając przez kryzysy i próby”.

Wiem, że cytowany tekst wlał wiele otuchy w serca znajomych mi rodziców i wyprostował wiele wątpliwości, podsyconych jeszcze niedzielnymi kazaniami o tym, jak to dzieci należy karać. Z radością udostępniałam go w internecie, gdy natrafiłam na kolejny tekst wokół rozważanej kwestii. Jego autorem jest świetny krakowski biblista i zapalony bloger, ks. Wojciech Węgrzyniak. Tekst nosi tytuł: „Czy Bóg karci człowieka?”. Tu także polecam samodzielną lekturę, nim przeczytacie moje wątpliwości. Tekst ten bowiem skłonił mnie do zastanowienia, jak Autor rozumie w ogóle karę i czy – samemu nawołując do zrozumienia dla kontekstu powstanie tekstu biblijnego – nie jest zbyt przywiązany do rozumienia kary jako nieodzownego elementu procesu wychowawczego. Mam bowiem obawę, że tekst Ks. Węgrzyniaka przekona przekonanych, ale nie wyjaśni zbyt wiele takim jak ja: nieprzekonanym do kar:)

Krakowski biblista pisze po analizie filologicznej: „Dla mnie idea Bożej kary nigdy nie kłóciła się ani miłością ani z dobrocią Bożą. Może bardziej lubię słowo „konsekwencje” albo „wymagania”, ale to tylko kwestia słówek. Idea ciągle pozostaje ta sama. Nie wychowuje ten, który tylko nagradza, który zawsze ucieka od krzyża”. Rozumiem, że zakłada to, z czym próbowałam rozprawić się wyżej: że istnieje tylko alternatywa: kara albo nagroda, a brak kar oznacza ucieczkę od konsekwencji czynów. Trzeba przyznać, że sam wspomina, że zamiast kar można by mówić o konsekwencjach albo wymaganiach – ale sprowadza to do kwestii słówek. Z całym szacunkiem, myślę, że właśnie osoba pracująca ze Słowem wie, jak ważne są te słówka!:) My, rodzice nieunikający konsekwencji i nie wypaczający prawdziwych konsekwencji czynów za pomocą sztucznego systemu nagród i kar, bardzo interesujemy się tym, czy chodzi o kary czy o konsekwencje, o karcenie czy wychowywanie!:)

Podoba mi się, że Ks. Węgrzyniak odnosi się właśnie do czegoś, co w Rodzicielstwie Bliskości nazwano by „naturalną konsekwencją” – tak, niemyte zęby mogą prowadzić do chorób, a choroby do bólu. Jeśli chcemy powiedzieć, że tak właśnie działa Bóg, to jednak chyba mało. Bo to coś całkowicie naturalnego, zwykły bieg rzeczy w życiu. Gdzie w tym działanie Boga? Może w tym, jak urządził świat, ale sami wiemy, że nie zawsze działa identycznie: niektórzy ciągle odwiedzają dentystę, mimo że o zęby dbali, inni wcinają czekoladę, zębów nie myją, a mają całkiem zdrowe. Zdaje się, że na takich właśnie utyskiwali psalmiści;)

Wierzę, podobnie jak Ks. Węgrzyniak, o ile go dobrze rozumiem, że „Bóg reaguje na nasze czyny tak, aby z tej reakcji wyszło nasze dobro, nawet gdyby Boża reakcja miała nas boleć” – chciałabym jednak dobrze to zrozumieć, a samo odwołanie do chorób nie do końca to tłumaczy. Po drugie jeszcze, chciałabym, żebyśmy – o ile już rozumiemy różnicę między karami a konsekwencjami i wiemy, że istnieje wychowanie, które stara się o miłosną relację do dziecka niezależnie od jego zachowania, nie w imię anarchii czy olewania dziecka, ale próbując naśladować Boga, który zbawia nas bez naszych zasług i zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych…, abyśmy przywiązywali wagę do „słówek”. Bo wielu chrześcijańskich rodziców szuka drogi Bożego wychowania i potrzebuje wsparcia duszpasterzy.

Przy okazji pragnę podziękować obu Księżom Wojciechom za udział w dyskusji na ten ważny dla nas temat, a rodziców zachęcam, by szukać, nie poddawać się i nie rezygnować z intuicji, że Bóg kocha nas bezinteresownie i Jego pedagogia jest inna niż pedagogika wielu niań (nawet tych super), przedszkoli i innych kijów i marchewek. To trudna droga. Ale wierzę, że właśnie chrześcijanom powinna jawić się jako łatwiejsza niż innym, nieznającym ogromu Bożego miłosierdzia i przemieniającej miłości do grzesznika.

Chciałabym także, jak pisała na naszych łamach Małgorzata Musiał, i jak na różnych polach wypowiada się Małgorzata Wałejko (zob. np. świadectwo na Zjeździe Gnieźnieńskim od 51 minuty ) – by Ewangelia dla dzieci była także Dobrą Nowiną…

 

Agnieszka Piskozub-Piwosz

Z wykształcenia teolożka, religioznawczyni i anglistka. Z praktyki wciąż się nawracająca katoliczka, żona, mama, nauczycielka angielskiego, redaktorka i tłumaczka. Chciałaby robić masę rzeczy, uczy się wybierać. Autorka bloga: http://lovespatient.wordpress.com/

10 komentarzy

  1. „W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości.” (1 J 4, 18)

  2. Gorąco dziękuję za ten tekst. Trafił mocno do mojego serca i utwierdził w przekonaniu, że próby praktykowania przez nas bezwarunkowego rodzicielstwa nie kłócą się z chrześcijańskim przekazem. Czy istnieje może jakaś internetowa społeczność rodziców, którzy podzielają ten pogląd? Z pozdrowieniami, Ola

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Cześć, Ola! Dziękuję za komentarz:) Tak, na facebooku jest taka grupa (ale niewidoczna dla przeglądarek), chętnie Cię dodam, jeśli zechcesz – czy mogę się z Tobą skontaktować na email, z którego wysłałaś komentarz? Wiem, że są jeszcze ze dwie podobne, ale myślę o tej, którą administruję:)

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Tak, mamy grupę na facebooku, jeśli chcesz dołączyć, daj znać.

  3. Bardzo mądrze ujęty temat z perspektywy osoby zaangażowanej w oba „nurty”. Sama próbowałam jakoś to pogodzić, zwłaszcza słuchając argumentów mojego ojca, który jest nie tylko za karaniem jako takim, lecz również cielesnym. i właśnie taką ideę tłumaczy nauką KK. Nie podzielam jego idei, natomiast nigdy nie miałam argumentów w dyskusji, był nie do „pokonania”.
    Mnie natomiast nurtuję sprawa RB w aspekcie edukacji szkolnej czy przedszkolnej. Czy i jak udaje się przeforsować taki model wychowania u nauczycieli? Czy trzeba wybrać taką placówkę, która takimi samymi zasadami się kieruje?

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Dziękuję za komentarz! Różnie bywa z tymi placówkami, ale raczej „forsować” się nie da… Ja wybrałam takie placówki, ale wiem, że w wielu całkiem zwykłych, publicznych także są nauczyciele, którym podobny styl jest bliski… Tylko pytanie, czy uda się na takich trafić?

  4. Agnieszko dziekuje za ten tekst…. Czuje podskornie, ze nie przypadkiem na niego trafilam w tym momencie…. Rb i Wiara sa mi bardzo bliskie i od dawna myslalam o takiej grupie, gdzie moglabym skonfrontowac swoje przemyslenia i watpliwosci z innymi…. Czy dodalabys mnie do tej grupy? :)

Odpowiedz Anna Mizerska Skasuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry