Nowości
Początek / RB i wiara / Błąd za błędem?
Błąd za błędem?
fot. Anne Davis 773 (flickr)

Błąd za błędem?

Przychodzi do mnie młoda dorosła kobieta, nazwijmy ją: Agata, która chce uczyć się angielskiego. Jeszcze zanim się spotkamy, mailowo napisze mi o swoich obawach – że nie ma talentu do języków, że angielski zawsze był dla niej koszmarem, że nikt nie potrafił jej nauczyć, że to czarna magia. Spotykamy się. Słyszę jej śliczną intonację, mało kto nawet spośród zaawansowanych uczniów ma taką… Piękna melodia języka. Słyszę, że zna sporo zwrotów, o które nigdy nie podejrzewałabym kogoś, kto przedstawił mi się tak jak ona. Rozmawiamy, nie wszystko rozumie, nie wszystko potrafi powiedzieć – ale przecież rozmawiamy.

Uczę też trzecioklasistę z podstawówki. Nazwijmy go: Franek. Franek interesuje się bardzo tym co, jak i dlaczego. Zadaje mi pytania o pochodzenie słów, pyta o różne zawiłości, których inni w jego wieku nie dostrzegają. Niestety, ma też – ogromny w swoim przekonaniu – problem: nie wszystko jeszcze umie. Gdy zadaję mu pytanie, a nie jest pewny odpowiedzi, zaczyna się niespokojnie wiercić, przeprasza, że nie wie, pyta, czy wolno mu zgadnąć…

Oboje są przekonani, że są niewystarczająco dobrzy. Oboje mogliby znacznie więcej, gdyby widzieli siebie tak, jak ja ich widzę.

Jest też, nazwijmy go, Jarek. Wygadany jak nie wiem co. Ma zdanie na każdy temat. Robi błąd za błędem, ale jest z siebie tak zadowolony, że tydzień w tydzień z tą samą miną oświadcza mi, że pracy domowej nie zrobił, materiału nie powtórzył i że w ogóle to coś tam. Spoko. Dogada się. Ale nic u mnie nie nauczy. Nie ma przecież po co.

I wreszcie, nazwijmy ją, Magda. Gdy zaczynam ją uczyć…, naprawdę nic nie umie. Uczy się, ale szybko zapomina. Uczy się znowu. Ćwiczymy. Pokazuję jej, z czym sobie nieźle radzi, ale też masę spraw, nad którymi musimy pracować, jeśli ma zdać maturę ustną. Zdaje najlepiej z wszystkich maturzystów, których uczyłam.

Ale życie to nie tylko angielski. Jak to jest u mnie? Miałam ostatnio czas totalnej niekompetencji. Kiedy miałam naprawdę dość macierzyństwa i kiedy ciągle robiłam coś, żeby i moje dziecko miało mnie dość. Mówiłam coś i już mówiąc wiedziałam, że jest to okropne. Wściekałam się i wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. I brnęłam dalej w konflikty z dzieckiem… Widziałam zagubienie mojej Córki, która jednocześnie była na mnie wściekła, przestraszona moją wściekłością i po prostu potrzebowała mnie, żebym zapewniła jej bezpieczeństwo przed moim własnym gderaniem, krzykiem, agresją.

Błąd za błędem. Mogłabym tylko tak widzieć siebie i macierzyństwo w ostatnich tygodniach. Mogłabym też inaczej, popatrzeć tylko na to, że przecież nie daję klapsów, karmiłam długo piersią i ogóle jestem przecież świetna, tylko to dziecko jakoś tak nie współpracuje.

Nie. Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą. Prawdą jest, że radzę sobie znacznie gorzej, niż bym chciała i niż potrzebuje moja rodzina. Nie jestem zła. Ale nie potrafię działać tak, jak chciałabym, w tych okolicznościach, jakie mam.

Przepraszam. Dziecko. Boga. Proszę Go o pomoc (modlitwa, sakrament pokuty i pojednania, eucharystia). Myślę. Szukam – z czego zrezygnować, by okoliczności były bardziej dogodne. Mniej pracy zawodowej – na ile się da. Mniej pośpiechu – na ile się da. Więcej towarzyszenia – gryzienie się w język… Mam swoje małe sukcesy. Mam swoje średnie porażki. Mam ogrom nadziei i wybaczam sobie. Wybaczam – to nie oznacza: usprawiedliwiam się albo przeczę swoim błędom. Jednak nie widzę się przez ich pryzmat. Nie muszę tego robić sama – proszę o pomoc, także psychologa. Nie chcę stać w miejscu, w którym nikt z nas nie czuje się dobrze.

Raz wychodzi, raz nie. Uczę się. Cały czas. Jest milion rzeczy, nad którymi chcę pracować. To jest właśnie rodzicielstwo.

Agnieszka Piskozub-Piwosz

Z wykształcenia teolożka, religioznawczyni i anglistka. Z praktyki wciąż się nawracająca katoliczka, żona, mama, nauczycielka angielskiego, redaktorka i tłumaczka. Chciałaby robić masę rzeczy, uczy się wybierać. Autorka bloga: http://lovespatient.wordpress.com/

Jeden komentarz

  1. Ale czy to są błędy? Życie to wybory i zawsze wybieramy to, co najlepsze, to co w danej chwili umiemy najlepiej przy danej wiedzy i możliwościach. Jeszcze kwestia podejścia do takiego „błędu”. Jeśli wiąże się on z oceną, obwinianiem, to krótka droga do smutku, złości. A może warto popatrzyć na to jako doświadczenie, dzięki któremu możemy zmienić swoje zachowanie, podejście do życia.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry