Nowości
Początek / Wiara / Post – między frustracją a wolnością
Post – między frustracją a wolnością
fot. mtgf93 (flickr)

Post – między frustracją a wolnością

Zawsze ma wyglądać inaczej. Po prostu zawsze. Nie wiem, po co jeszcze planuję, jakoś to uwielbiam, tymczasem… zawsze jest inaczej.

Także w tym Wielkim Poście. Jakże ja go planowałam. I w swoim życiu, i na portalu. Miało być świadomie, mądrze, z wielkim duchowym przytupem.

Ale zaraz zaczęła się choroba i to w najtrudniejszej konfiguracji: jednocześnie moja i dziecka. Spędziłyśmy dwa chorowite tygodnie w domu, Córka pełna energii, ja tejże energii całkiem pozbawiona.

Najpierw było mi trudno. Próbowałam zaprzeczać Jej chorobie, posyłać do przedszkola, bo to tylko katarek, inne dzieci chodzą. Potem jednak obie tak kaszlałyśmy i gorączkowałyśmy, że trzeba było przyjąć nieuchronność siedzenia w domu.

A ja w domu nie znoszę siedzieć, zwłaszcza z dzieckiem. Jeśli możemy gdzieś wyjść, robić coś aktywnego, spotykać ludzi – super. Jeśli mamy siedzieć w czterech ścianach, włącza mi się złość i frustracja.

Ale przyszło. Nie było sił i czasu siąść do komputera i zarządzać świetnym programem wielkopostnym na Bliskiej wierze. Nie było kiedy uczyć się na egzamin, który planowałam w tym czasie zdać.

Jednak było kiedy być razem, okazywać sobie miłość, myśleć… odnaleźć czas, którego na co dzień nam brak, i zobaczyć, jak bardzo go brak. Myśleć i odnosić tę naszą relację do Boga. Modlić się, może nie jakoś ambitnie, ale wytrwalej niż zwykle.

Pozbawienie czegoś, zwłaszcza własnych planów, może prowadzić do frustracji. Ale może też uwalniać, uświadamiać, że ja nie jestem moją pracą, obowiązkami, planami. Że mogę, i to dobrze, funkcjonować poza własnym scenariuszem.

I że czasami dopiero tam znajduję miejsce dla drugiego, dla Boga… i dla prawdy o sobie. A prawda jest taka, że wcale nie muszę ciągle osiągać, spełniać oczekiwań (nawet zacnych), że robię rzeczy wartościowe z pozoru nic nie robiąc na zewnątrz.

Potem przychodzi czas aktywności. I – prócz sił i czasu na pracę i własne sprawy – mam już coś więcej. Poczucie, że mogę zrezygnować. Że to przeżyję.

Tego się uczę – rezygnować i przeżywać. To ciągle wyzwanie.

Agnieszka Piskozub-Piwosz

Z wykształcenia teolożka, religioznawczyni i anglistka. Z praktyki wciąż się nawracająca katoliczka, żona, mama, nauczycielka angielskiego, redaktorka i tłumaczka. Chciałaby robić masę rzeczy, uczy się wybierać. Autorka bloga: http://lovespatient.wordpress.com/

Jeden komentarz

  1. Dużo zdrowia, dużo sił!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry