Nowości
Początek / Blogi / Nalewanie z próżnego / Wiem, że nie wiem
Wiem, że nie wiem

Wiem, że nie wiem

„…i trzymam się tego jak zbawiennej poręczy”.

Boję się ideologii pod każdą postacią. Mam dużo nieufności względem łatwo przyznawanych etykiet, zbiorczych nazw opisujących złożone procesy. Do każdej teorii, systemu próbującego uchwycić zjawiska z obrębu relacji społecznych, międzyludzkich lubię podchodzić ostrożnie, jako do wycinkowych interpretacji, nie absolutnych opisów i diagnoz rzeczywistości.

Boję się zbytnich uogólnień – mimo że sama mam bardzo uogólniający, globalny sposób myślenia! Więc może to nieufność względem własnej interpretacji świata? Chęć jej ciągłego weryfikowania? – bo wiem, że mogą się w nich gubić subtelne odcienie prawdy tego, co jednostkowe.

Na tej samej zasadzie mam ograniczone zaufanie do nazwanych, sklasyfikowanych, opisanych systemów/metod wychowawczych, kuszących naukowym czy paranaukowym gładkim szlifem, roszczących sobie pretensje do bycia Prawdą, a więc czymś mającym moc ostecznego wyjaśnienia i poznania tego, co wokół.

Po czasie odkryłam, że mam tę nieufność dlatego, bo wierzę, że kwestia poznania Prawdy leży w perspektywie eschatologicznej i póki co nie jest mi nijak dostępna. W myśl tej wiary zdaję sobie sprawę, że nawet sama siebie nie znam w pełni ani na wylot. Że wielu swoich uwarunkowań zwyczajnie nie rozumiem, nie pojmuję motywacji, czasem nawet własnych zachowań.

Z tego powodu „rodzicielstwo bliskości” to hasło, które również nie wywołało u mnie natychmiastowego entuzjazmu.
W tej chwili czuję się z nim związana dlatego, że dostrzegłam jego chronologiczną wtórność wobec czegoś, do czego wcześniej, nim samo hasło poznałam, intuicyjnie zawsze próbowałam dążyć, metodą prób i błędów, osobistych poszukiwań, raz bardziej, raz mniej udanej współpracy z dziećmi, z mężem, metodą szukania kompromisów z nimi, ze sobą samą, dojrzewania, żmudnej wędrówki ku Prawdzie.
Jestem na tym portalu, czytam go i piszę tutaj, bo wierzę, że rodzicielstwo bliskości to nie kolejny unaukowiony i elegancko opakowany system ani poradnikowa metoda wychowawcza. To tylko umowna nazwa, wtórna wobec żywej praktyki, próbująca ogarnąć swoisty nurt naszego zbiorowego, społecznego dojrzewania. Dojrzewania do rozumienia, że to, co najważniejsze rozgrywa się w relacjach, bo… – no cóż, zabrzmi górnolotnie, ale niech tam – Miłość to ta siła, co słońce i gwiazdy porusza.
A na tak widzianą rzeczywistość nie ma żadnej prostej repcety, poradnika ani instrukcji obsługi, bo ona nieskończenie nas przerasta. To ciągłe, nieustanne ćwiczenie się w tej miłości, startowanie ciągle z poziomu dyletanta, który nie wie, nie umie. Ale to znów całe szczęście, że nie wie, bo dzięki temu w relacje wchodzi bardziej ludzki, bliższy, otwarty, bezbronny… Bo godzi się na perspektywę wspólnego – ramię w ramię z własnymi dziećmi! – wędrowania ku Prawdzie, której nie posiadł jeszcze nikt z nas tutaj.

Ania

Ania
Ania - mama dwójki chłopaków w wieku wczesnoszkolnym.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry