Nowości
Początek / RB i wiara / Mniej wrzeszczeć i bardziej kochać
Mniej wrzeszczeć i bardziej kochać
Shout by Krista Baltroka on flickr

Mniej wrzeszczeć i bardziej kochać

Właśnie rozpoczęłam podjęte wyzwanie. Miesiąc pracy nad sobą, żeby mniej wrzeszczeć i bardziej kochać.

 

Pomarańczowy Nosorożec

 

Jakiś czas temu trafiłam na stronę The Orange Rhino. Pewna mama czterech małych chłopców doznała dwa lata temu olśnienia i spostrzegła, że wrzeszczy na swoje dzieci więcej, niż by chciała. I od następnego dnia powzięła zamiar przeżycia 365 dni bez krzyczenia. Pomyślałam sobie wtedy, że ja bym nie dała rady. Cały rok! Ilu to już szczytnych postanowień nie udało mi się wypełnić w krótszym terminie… To nie dla mnie. Wrzeszczeć mniej – to byłoby bardziej możliwe do zrealizowania. Niemniej jednak, zainspirowałam się.

 

Pomarańczowy Nosorożec to jej pseudonim owej mamy – symbol, który miał jej przypominać o powziętym postanowieniu. Nosorożec to z natury spokojne zwierzę, jednak sprowokowane działa agresywnie. Pomyślała, że to dobre skojarzenie. A pomarańczowy? Dla niej oznacza determinację, której tak bardzo potrzebowała.

 

Trzydziestodniowe wyzwanie

20 stycznia dowiedziałam się od niej o trzydziestodniowym wyzwaniu „Mniej wrzeszczeć i bardziej kochać” (30 Days to Yelling Less and Loving More). To brzmiało realnie. Wrzeszczeć mniej, a nie wcale, no i tylko przez miesiąc. Potrzebna była szybka decyzja, to chyba najbardziej mnie zmobilizowało. Start 22 stycznia. Dam radę! Z pomocą Bożą.

 

Zapisałam się na listę wysyłkową. Każdego dnia będę dostawać email ze wskazówką do pracy na dany dzień.

 

Dzień pierwszy. Motywacja

 

Tego dnia miałam pomyśleć o chwili (lub chwilach), kiedy to poczułam, że muszę przestać wrzeszczeć. Przypomniałam sobie pewną sytuację podczas odrabiania zadania domowego z Mikołajem: jestem zniecierpliwiona przypominaniem mu po raz kolejny, żeby pisał. Sfrustrowana, bo ciągnie się to drugą godzinę, Ula już ponad godzinę ogląda bajki na zmianę z wiszeniem na mnie, a Zosia też dopomin się mojej uwagi, bo wcześniej nie miałyśmy dla siebie czasu.

Czuję krew napływającą do twarzy i słyszę siebie, jak wrzeszczę: „NO PISZ, DO CH*LERY JASNEJ!” I widzę dziecko kulące się, jakbym je uderzyła.

Ja przecież tak nie chcę! Przecież dla mnie ważna jest dobra relacja z dzieckiem. Przecież je kocham i nie chcę go krzywdzić.

Te refleksje będą mnie motywować do walki ze starymi przyzwyczajeniami, zwłaszcza w momentach zwątpienia.

 

Wsparcie

 

Dobrze jest powiedzieć o tym postanowieniu innym, zwłaszcza tym, którzy dodadzą mi otuchy, energii i wiary, że to może się udać. Kogo jeszcze prosić o wsparcie? Tu mnie oświeciło.

Już od jakiegoś czasu czytam sporo z różnych źródeł o tym, jak być lepszym rodzicem, jak pracować nad relacją z dziećmi, o rodzicielstwie bliskości, pozytywnym rodzicielstwie. I tak mnie to uderzyło, że Pan Bóg jest jakoś ciągle z boku tego wszystkiego. Dlaczego w Biblii nie odnajduję wskazówek, jak wychować dzieci bez nagród, kar, strachu, strachu i poczucia winy?

Postanowiłam zaprosić znów Jezusa do mojego życia, poprosić o wspacie w tym codziennym zmaganiu. Wierzę, że „wszystko mogę w tym, który mnie umacnia” (Flp 4,1).

Proszę i Was o modlitwę w naszej intencji.

Monika Nadolska

Monika Nadolska
Żona Adama, mama trójki dzieci, Mikołaja (ur. 2005), Zosi (ur. 2008) oraz Uli (ur. 2012). Z wykształcenia matematyk, z wyboru mama na pełen etat. Rzymska katoliczka. Bardzo lubi jeździć na rolkach, a zimą wychodzić na biegówki, które to pasje zawdzięcza swojemu mężowi :-)

14 komentarzy

  1. Chyba też powinnam podjąć takie wyzwanie… Jak to jest, że tak bardzo, tak opętańczo kocham moje dzieci i jednocześnie tak często pozwalam sobie na wrzaski…? Że wszystko trzeba szybko? Że ciągle zmęczona? Nie wiem o co chodzi. Ale krzyczę na dzieci, bo na nich najłatwiej odreagować. A potem jak widzę te skulone ramionka, albo trzęsącą się brodę to sama łapie się za głowę.
    A jeśli chodzi o wiarę – czy ktoś może mi powiedzieć, czemu wbrew naprawdę szczerym chęciom (czego świadectwem jest moje rzetelne zagladanie na „Bliską wiarę” pomimo mojej wiary/niewiary i raczej szukania niż pewności) „wychowanie katolickie” nie kojarzy mi się ze zrozumieniem i łagodnością. tylko z jakąś opresją, równaniem pod linijkę i raczej rózeczką niż ciepłym tuleniem…? Przecież widzę, ze jest tu tyle fajnych mamuś (no właśnie, a gdzie tatusiowie??), które są naprawdę mocno zaangażowane religijnie, a o rodzicielstwie myślą tak jak ja…

    Oczywiście, że się pomodlę . I chyba spróbuję też przeżyć bez krzyku. Dzień. Tydzień. Miesiąc. A może dłużej.

  2. Monika Nadolska

    Dziękuję, Ewo, za komentarz i modlitwę. Też postaram się pamiętać o Tobie. Najważniejszy krok już zrobiłaś – refleksja nad tym, co się dzieje. Mnie bardzo pomagają, jak do tej pory, wskazówki Orange Rhino. Żeby zmienić stare nawyki i wyłączyć autopilota potrzeba wiele pracy, ale wiemy, że warto. Powodzenia!
    Jeśli chodzi o wychowanie chrześcijańskie to widmo konieczności kary też mnie jakoś przeraża. Mam takie wrażenie, że to jest jakieś nieporozumienie. Że można to jakoś zamienić na naturalne konsekwencje (tak jak np. pójście do piekła jest konsekwencją naszego odrzucenia przyjęcia daru zbawienia). Taka surowość, totalny dystans między rodzicem a dzieckiem też nie dla mnie. I tutaj, na tym portalu, znalazłam swoje miejsce, gdzie widzę, że rodzicielstwo bliskości da się pogodzić z wiarą.

  3. Ja również chciałabym podjąć takie wyzwanie. Może zorganizujesz polski odpowiednik? Już się zgłaszam!
    Może mogłabyś przekazać kolejne wskazówki do pracy na dany dzień?

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Wspaniały pomysł, co o tym myślisz, Moniko? Można by także poprosić o współpracę Orange Rhino i przetłumaczyć jej teksty. Albo zrobić to całkiem po naszemu, z tekstami przygotowanymi przez polskich autorów:)

  4. Ja też się na taki program 30- dniowy pisze!!!a na razie będę czytała Twoje tłumaczenia na polski,proszę w miarę czasu byś tłumaczyła:)a, że na męża tęz ostanio krzyczęt o teraz go ucałauje w czoło jak śpi:)na dobry początek zmian:)

  5. Z oczami pełnymi łez i kluchą w gardle piszę komentarz!
    Dla mnie tydzień bez krzyku to już by było coś. Nie umiem sobie z tym poradzić. Czytam, zdaję sobie sprawę że pruję puchę na te moje kochane brzdące niczemu niewinne … ! Niestety przychodzi co do czego wpadam w szał nie umiem się opanować ;( ! W takim klimacie zostałam wychowana, moja babcia krzyczała, moja mama krzyczała, tata też a JA CHCĘ BYĆ INNA ALE NIE POTRAFIĘ i mąż mi powtarza że to już w genach jest.
    Będę myśleć o Was bo modlić się przestałam ( a może powinnam zacząć od nowa )
    Walczę z myślami, co dobre co prawdziwe, gdzie prawda jest.
    Pozdrawiam

    • Kaaska!
      to nie w genach jest! moja Mama raczej na mnie nie krzyczała, bardzo rzadko podnosiła głos, Tata w ogóle. ja natomiast jestem mistrzynią w krzyczeniu. Może powodem jest przeciążenie (jestem cały czas z dziećmi, nie pracuję), ale z kolei jak wyjeżdzam to powroty są gorsze, bo się odzwyczajam. może powodem jest późne macierzyństwo, może choroba Haschimoto… tak czy siak dawniej byłam spokojną opanowaną osobą, teraz przerażam sama siebie.
      trzymam za Was Mamy kciuki byscie/byśmy się nawzajem inspirowały do niekrzyczenia. Fakt faktem że najłatwiej krzyczy się na dzieci, bo wiemy że jesteśmy od nich mocniejsze, na dorosłym nie odważyłybyśmy się tak wyżywać.

  6. Monika Nadolska
    Monika Nadolska

    Drogie Kasie! Dziękuję jeszcze raz za osobiste komentarze .
    Na razie mnie też kiepsko idzie chwilami. Jest coś takiego, że jak już napływa krew wściekłości do głowy, to włącza się autopilot i nie umiem się przystopować i wrzask sam wylatuje z moich ust. Postęp mam taki, że się za chwilę sama na tym łapię i próbuję od nowa potraktować sytuację. Sama też w to nie wierzyłam, że się tak da. Kosztuje tyyyle samozaparcia i samokontroli. Nie chcę jednak wpadać w niszczącą samokrytykę, tylko codziennie zaczynać od nowa. Jeśli wracać myślami do tych nieszczęsnych sytuacji, to tylko po to, żeby pomyśleć, co mogłabym zrobić, żeby w kolejnej podobnej lepiej sobie poradzić.
    Kaasiu! Ja wierzę, że i dla Ciebie jest nadzieja. Myślę, że to nie kwestia genów, może bardziej neurologii i wyuczonych zachowań. Jeśli nie masz wsparcia w domu, możesz szukać gdzie indziej.
    Powiem Wam też, że ledwo nadążam czytać codzienne emaile od Orange Rhino, zastanowić się chwilę nad nimi, a co dopiero pracować nad czymś cały dzień. Dlatego też, póki co, nie podjęłam się żadnej szerokiej akcji organizowania polskiej wersji, czy pisania większej ilości artykułów na temat. Może to kwestia kiepskiej organizacji czasu…
    Niemniej, myślę o tym.
    Polecam w modlitwie wszystkich walczących o więcej miłości i mniej wrzeszczenia.

  7. Ćwiczę to niekrzyczenie, ćwiczę… Nie jest łatwo… A dziś moja córcia wrzeszczy cały dzień, rozrabia jak może. Raz, drugi, trzeci proszę o chwilę spokoju. Nic. W końcu mówię pół żartem , ale z nutą desperacji w głosie: Olinko! Próbuję na Ciebie nie krzyczeć, ale nie ułatwiasz mi… Na to Ola w przelocie między pokojami: „ja tez próbuję robić spokój!” I popędziła wrzeszcząc: Alleluja! Boża radość mnie rozpiera!:)
    P.S. Nie śpiewamy na co dzień takich piosenek. Nie wiem skąd jej się to przypomniało akurat w tym momencie:) Pozdrawiam i życzę takiej radości właśnie.

  8. Ewa, tu nie chodzi o religię katolicką, o kościół i księży-kojarzy Ci się tak, bo miałaś złe doświadczenia najwidoczniej. Może nikt nie powiedział Ci o prostocie Ewangelii jaką jest to, że Bóg pragnie naszej miłości, naszej bliskości, osobistej relacji gdzie On ma być na 1 miejscu w naszym sercu (a na drugim dopiero mąż, na trzecim dzieci, itd.). On Ciebie i nas wszystkich tak mocno kocha, że postanowił wyratować nas z naszego zgubnego stanu – bo wszyscy okazaliśmy się niedobrzy,jałowi, nieposłuszni, buntowniczy, obojętni na miłość Boga. Każdy z nas stał się przestępcą według praw istniejących w Bożym świecie duchowym. Konsekwencją tego jest trafienie po śmierci w miejsce wiecznie oddzielone od Boga-tam gdzie nie ma Go, czyli tam, gdzie nie ma miłości,światła,radości, spokoju,odpocznienia,itd. LECZ BÓG ZNAJĄC PRAWO, KTÓRE STWORZYŁ, WIEDZĄC O TYCH KONSEKWENCJACH DLA NAS, UCZYNIŁ COŚ NIEBYWAŁEGO – POSTANOWIŁ WYRATOWAĆ KAŻDEGO CZŁOWIEKA: POSTANOWIŁ NA SIEBIE WZIĄĆ NASZĄ KARĘ-JEZUS CHRYSTUS ODDAŁ SWOJE ŻYCIE ZA NAS STAWSZY SIĘ OFIARĄ DOSKONAŁĄ ZA NASZE WYKROCZENIA. Wystarczy to przyjąć. To, że Ktoś zapłacił za Twoje,moje, nasze wykroczenia. Jesteś wolna.Po prostu wolna. Sąd nie przekaże Cię do aresztu, do więzienia, lecz jesteś wolna, bo Jezus ma dowody zapłaty-rany na rękach i stopach, i klatce piersiowej. On za Ciebie zapłacił. Wystarczy to przyjąć i pojednać się z Bogiem, przyznać Mu, że się zawiniło i podziękować za to, co On dla nas zrobił. I wreszcie zawrzeć z Nim tę najbliższą relację, gdzie On będzie Twoim Bogiem,Zbawicielem,Tatą,Nauczycielem, Przewodnikiem życia, Pasterzem,Królem serca. Cała Biblia pokazuje nam właśnie jak człowiek miał tą głęboką relację z Bogiem,potem odchodził od Boga i pakował się w tarapaty. Bóg nie krzyczał wtedy, nie porażał chorobą, itd. Bóg wtedy posyłał wielokrotnie proroków, przez których tłumaczył, upominał, zachęcał do powrotu,itd.A człowiek odchodził,miał gdzieś. To nie był bunt jaki widzimy u naszych dzieci, ale to był ogromny wpływający destruktywnie na całe społeczności (np.spalanie bożkom dzieci, zbiorowe perwersje).Dlatego podejście wychowawcze mierzymy w skali buntu. Więc co do dzieci pasuje taki fragment z Biblii: „Cierpliwością można przekonać sędziego, a łagodny język łamie kości”. A co do rodziców krzyczących: „Człowiek skłonny do gniewu wszczyna zwadę, a porywczy wiele błędów”. Jest też taki „Kto w swoim domu sieje zamieszanie, dziedziczy wiatr”. A co do Boga to podoba mi się ten z Ks.Hioba 36:5: Oto Bóg jest potężny, lecz nikim nie gardzi; potężny siłą i sercem. Tak jak uczymy dzieci żyć, tak i my musimy zacząć uczyć się jak żyć od Boga – i jak chcemy,aby dzieci nam się poddawały naszemu prowadzeniu (że tak ujmę), tak i my musimy poddać się prowadzeniu Boga w naszym życiu. Jeśli chodzi o to jak to w praktyce wygląda to np.wyobraźmy sobie cudowną sytuację, że o to nasze dziecko przychodzi do nas i mówi „mamo, nie radzę sobie z gniewem na moją siostrę, pomóż mi poradzić sobie, naucz mnie tego”. I tak samo my mówimy w codziennej modlitwie do Tatusia.A On pomoże,jeśli będziemy do Niego przychodzić i słuchać Jego rad zawartych w Piśmie Świętym (np.Księga Koheleta czy dzieła w Nowym Testamencie). Trzeba tu przychodzenia do Boga zawsze,gdy upadnę i jeszcze przed upadkiem oraz czytania Jego rad. I zaufania MU. I Bóg pomoże na pewno! Ale tak jak chcesz,aby Twoje dziecko kochało uczyć się jak być grzecznym i posłusznym :-D tak i Ty kochaj to i zdobywaj tą mądrość! I krok po kroku uda się!

  9. P.S. W czytaniu Starego i Nowego Testamentu trzeba mądrości, ale tę mądrość można nabyć w relacji z Bogiem, ale wtedy gdy mamy do Niego postawę pokorną, z szacunkiem, a nie z buntem – tak to choćby nam powiedział wyraźnie to my i tak nie przyjmiemy. Dziecko w buncie też często nie przyjmuje racjonalnych wyjaśnień..i trzeba poczekać czasem, aż emocje opadną. Miałam kiedyś tak ciężko z synkiem, że tak się buntował, że wszystko kopał itd. i jedyne co mogłam to na siłę zabrać go w bezpieczne miejsce (np.do domu) i tam siedziałam na podłodze czekając aż on wykopie się, rozładuje swoje napięcie. Początkowo niemądrze chciałam go karać, a było to jak oliwa do ognia. Przez modlitwę i rozważanie psychiki mojego syna zrozumiałam, że muszę siedzieć cicho w tym samym pokoju i czekać, czasem coś powiedzieć i czekać.A potem jak się uspokoi (czasem to długo trwało), wtedy przytulić i rozmawiać. Ten trudny czas mu minął na szczęście. Ale podobnie jest z nami i z Bogiem. Dopóki jesteśmy zamknięci na rozmowę z Nim-buntujemy się,nie sluchamy, jesteśmy obojętni na Jego wołanie,to On po prostu czeka,czasem coś aranżuje.Czasem coś do Niego wołamy, ale..tak naprawdę nie jesteśmy skłonni czekać na odpowiedź-my dajemy Mu określony czas i sposób na odpowiedzenie a jak nie będzie słuchał naszych wytycznych to nie słuchamy Go, nie szukamy, nie oczekujemy Jego odpowiedzi i twierdzimy nawet, że skoro nie odpowiedział nam w taki sposób to Go nie ma. Guzik prawda, jest. Ale poczekaj i zapragnij Go naprawdę w swoim życiu. :-) JEDNO JEST WAŻNE W CZYTANIU BIBLII: nawet jeśli czegoś nie rozumiesz albo obawiasz się jakiś słów to pamiętaj, że na pewno Bóg jest dobry i kochający; po jakimś czasie zaczniesz rozumieć to, co było dotąd niezrozumiałe. To tak jak pragniesz, aby Twoje dziecko zawsze rozumiało, że cokolwiek mu mówisz, to zawsze z tego wypływa twoja miłość do niego i to że zawsze masz myśli wobec dziecka dobre, że zawsze masz na celu dobro dziecka. Nawet jeśli ono nie rozumie jakiś twoich poleceń i denerwuje się to jednak ty pragniesz, aby zaufało ci, że kieruje tobą dobro i miłość wobec dziecka. Tak jak pragniesz, aby tak dziecko twoje odczytywało twoje słowa, działania, tak i ty odczytuj to co mówi Bóg, a jak nie rozumiesz, odłóż na potem aż dojrzejesz, a od czasu do czasu pytaj o wyjaśnienie Boga.Bóg mówi w Biblii, że chce naszej miłości, a nie ofiary, obrzędów, naszych rytuałów,itd. On nas stworzył do relacji pełnej miłości z Nim.I zawsze gdy uniezależniamy się od Niego to kończy się to dla nas źle, zaczynamy nawet wierzyć w jakieś brednie o naszym Ojcu. Czy my mamy wogóle właściwy obraz Ojca? A czy wiecie, że mamy odpowiedzialność przed Bogiem jakie jesteśmy wobec dzieci? :-D Czyli jeśli będziemy na dzieci wrzeszczały to czynimy grzech (= nie trafiamy do właściwego celu), to czynimy szkodę. Jeśli poddamy się naszej zapalczywości, niepanowaniem nad językiem i głośnością to spowodować możemy, że dziecko zacznie tak sobie wyobrażać też Boga-jako gniewnego wrzeszczącego i ciągle karzącego. To rodzic sobą maluje obraz Ojca.. Ale na szczęście znów Tatuś mówi: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i umęczeni, Ja was pokrzepię, Ja pomogę. TY WIESZ CO ROBIĆ, ALE NIE MASZ SIŁY? NIE PIĘTNUJ SIĘ, ALE PRZYJDŹ DO ŹRÓDŁA SIŁY – POZWÓL, ŻE TO ON DODA CI SIŁ, PRZEMIENI TO W TOBIE. Ale Ty módl się i próbuj powolutku. Ale nie piętnuj się.Tak to jest, że każdy człowiek jest niedoskonały, a dzieci muszą się tego nauczyć też…Przepraszajmy nasze dzieci i prośmy je, aby od razu pomodliły się o nas, by Bóg w nas przemienił tę wadę.Bóg przemienia alkoholików, przestępców, to dlaczego i nie nas matki? I jeszcze jedna rzecz, zastanówmy się, czy w tygodniu mamy min.1, najlepiej 2 dni dla samej siebie (popołudnia, wieczory,itp.). Może nasza osobowość jest taka, że potrzebujemy wyciszenia i naładowania się kimś lub czymś innym? Ja wychodzę SAMA do koleżanek. A jeśli nie mogę wyjść, widzę wyraźnie u siebie, że łatwiej u mnie o poddenerwowanie się i nawet krzyk! Może to być też kwestia przeciążenia psychicznego, fizycznego. Na ile się da, zadbaj o swoje potrzeby odpoczynku od bycia non-stop z dziećmi. Wtedy okazać się może, że nagle masz w sobie dystans, łaskawość i życzliwość dla buntów,itp. I pamiętaj, Ty zrób to co możliwe, a resztę oddawaj Bogu, bo to On jest od cudów, nie ty. :-)

  10. Uuu, widzę, że musiałaś wykonać dużą pracę nad sobą. Tym bardziej sobie cenię zmianę, chęć i gotowość bycia dobrym rodzicem.

  11. A ja mam do Was takie pytanie, tez jestem zwolenniczką RB i nawet niewiedzac ze taka nazwa istnieje starałam się wcielać zasady, które podpowiadało mi serce przy wychowywaniu mojego 2,5 latka. Jak Wasi mezowie podchodza do tego tematu?moj niestety byl wychowywany w domu gdzie używano argumentów siłowych w stosunku do dzieci,np. klapsy, lanie, krzyk. Z tego powodu dochodzi między nami do spiec. Nie mogę czasem patrzeć na łzy mojego dziecka. Czy możecie polecić mi jakaś stronę, artykuły nr. Tv ale pisane przez mężczyznę?byłabym wdzięczna,gdyż od niedawna dopiero szukam wsparcia i pogłębiał wiedzę na temat RB na takich stronach

Odpowiedz porozumienie bez przemocy Skasuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry