Nowości
Początek / Blogi / Macierzanka / Chrzest
Chrzest

Chrzest

Strzeż mnie, dobry Boże.

Morze jest bezkresne, a moja łódka taka mała…

Modlitwa Bretończyków (za: Jakub Kołacz SJ, Brewiarz Żeglarza, Wydawnictwo WAM, Kraków 2005).

Zaczynam notkę cytatem z brewiarza, który wraz z mężem podarowaliśmy synowi z okazji jego chrztu. Jak wiele dziecięcych prezentów, także i ten jest – póki co – prezentem głównie dla nas, żeglarzy, odkrywających swoje miejsce w Kościele. Żeby jednak zachować pozory i nie żerować całkowicie na dziecku, to dzisiaj, w ramach przeddrzemkowej lektury, czytałam synowi kilka porannych modlitw. Ja miałam chwilę dla Ducha, a on – dla ucha.

Zacytowane wersy dobrze streszczają moje przemyślenia związane z chrztem synka. Mam poczucie, że oto jesteśmy u progu jego – daj Boże – długiego i szczęśliwego życia. Dzisiaj wydaje się nam ono bezkresne jak morze, on sam zaś jest maleńki i bezbronny, jak żeglarz w łupince. Wiem, trochę ckliwy obrazek, ale ostatnio zwracam się ku macierzyństwu rzewnemu i rozczulonemu, więc Czytelnicy muszą wybaczyć.

Chrzest, mimo pewnych początkowych zawirowań związanych z osobą celebransa i drobnym opóźnieniem, odbył się w kameralnej atmosferze. Kilkanaście osób najbliższej rodziny zgromadzonych nad chrzcielnicą, poza tym – bazylika pusta po sobotniej, południowej mszy. Było prosto, intymnie i serdecznie. Szczególne wrażenie zrobił na mnie obraz męża, trzymającego śpiącego syna na rękach i kołyszącego go powtórnie do snu, gdy polanie główki przerwało mu odpoczynek. Zapewne znów balansuję na granicy banału, ale bezpieczeństwo i sen w ramionach ojca dobrze komponują mi się z łupinką na morzu. Poczułam, że teraz my, rodzice, mamy konkretne wsparcie w otaczaniu Tadka opieką, wychowywaniu go i wspieraniu w rozwoju, a czasem pewnie także w dzieleniu się obawami i stawianiu czoła wyzwaniom. Pierwszą linią wsparcia będą dla nas zapewne rodzice chrzestni, ale świadomość powierzenia dziecka Bogu naprawdę mnie uskrzydliła i sprawiła, że ciężar odpowiedzialności staje się do udźwignięcia.

Ciekawym uzupełnieniem tych rozważań było dla mnie kazanie usłyszane dzień później, w Niedzielę Świętej Rodziny. Oprócz tego, że więź małżeńska i miłość między rodzicami jest fundamentalna dla pozostałych relacji w rodzinie i powinna być jej centralną osią, usłyszeliśmy także o tym, że dzieci są nam niejako ofiarowane. Nasze rodzicielskie zabiegi powinny dążyć do tego, żeby dzieci stały się tym, kim naprawdę być mają, żeby mogła się w nich spełnić nadzieja ich powołania. W żadnym zaś wypadku nie są naszą własnością i już od pierwszych chwil swojego życia są powołane do tego, żeby wyjść w świat i dla świata żyć. Muszę sobie to dobrze zapamiętać, bo miewam tendencje do chowu wsobnego, a pewnie wraz ze wzrostem samodzielności dziecka będą się one nasilać. Chcę o tym pamiętać, żeby tym lepiej wykorzystać czas na wyposażenie go do tego dorosłego, starszego życia, które przecież zaczyna się po trochu każdego dnia. Chciałabym zrobić tak, żeby nie odbierać mu wolności, ale nauczyć z niej mądrze korzystać, dać poczucie, że do domu zawsze może wrócić, że to jego miejsce na ziemi. Niewiarygodnie brzmią te słowa w odniesieniu do dziecka, które jeszcze nie potrafi beze mnie zasnąć, a tydzień temu nauczyło się siadać. To chyba jednak dobra perspektywa, oby jej tylko nie stracić z oczu!

W podobnym tonie napisany jest artykuł z miesięcznika “W drodze”, na który trafiłam, jeszcze zanim zostałam mamą.

Zuzanna Zielińska

Zuzanna Zielińska
Zuzanna Zielińska, w latach 2003-2009 opiekun i wychowawca w drużynach harcerskich, do roku 2013 - instruktor pierwszej pomocy. Politolog, pracuje jako analityk danych w korporacji informatycznej. Prywatnie: rzymska katoliczka, żona, mama Tadeusza, aktualnie na urlopie rodzicielskim.

2 komentarzy

  1. Bardzo dobry tekst. Zwłaszcza fragment o tym, że dziecko jest rodzicom ofiarowane, nie jest ich własnością! Tu cytuję:

    „W żadnym zaś wypadku /dzieci – przypis mój/ nie są naszą własnością i już od pierwszych chwil swojego życia są powołane do tego, żeby wyjść w świat i dla świata żyć.” /…/ Chciałabym zrobić tak, żeby nie odbierać mu wolności, ale nauczyć z niej mądrze korzystać, dać poczucie, że do domu zawsze może wrócić, że to jego miejsce na ziemi.”

    Pozdrawiam.

  2. Zuzanna Zielińska
    Zuzanna Zielińska

    Dziękuję za życzliwy komentarz! Mam jeszcze taką refleksję, że codziennie muszę uczyć się pozwalać synowi na tę wolność i to się w wielu aspektach naszego dnia przejawia. Zaufać mu, że wie, ile i kiedy powinien zjeść, pozwolić chwiejnie stawać przy meblach i zaliczać upadki na grubą od pieluchy pupę, żeby natychmiast otrzeć łzy jak grochy. Odnoszę wrażenie, że wprawdzie zakres tej wolności będzie się zwiększał w miarę zdobywania przez niego kolejnych umiejętności i wzrastania, to jednak moja dyspozycja do stawania z boku będzie pewnie podobna, niezależnie czy będą to jego pierwsze, samodzielne kroki i upadki, czy wyjście po zakupy do sklepu obok czy może pierwszy biwak w gromadzie zuchowej.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry