Nowości
Szacunek
Sprout by BONGURI on flickr

Szacunek

Kiedy rozmawiam z innymi o rodzicielstwie, bardzo często podkreślam wagę szacunku dla dziecka, szacunku dla drugiego człowieka, bo przede wszystkim człowiekiem jest dla mnie moja córka. To właśnie szacunek stał się jednym z głównych fundamentów naszego rodzicielstwa. Oczywiście na pierwszym miejscu jest miłość. Znam jednak rodziców, którzy kochają swoje dzieci nad życie, ale nie zawsze idzie to w parze z okazywaniem im szacunku.

Dziś na przykładzie kilku sytuacji chcę opowiedzieć o tym, czym jest dla mnie wyrażanie szacunku dla mojej córki – w praktyce.

Kiedy mama wychodzi z domu

Za każdym razem, kiedy wychodzę z domu, informuję o tym Śmieszkę. Zazwyczaj bawi się wtedy z tatą, podchodzę więc i mówię: Kochanie, mama teraz wychodzi. Wrócę za 2 godziny, pa, pa. Czasem razem z tatą odprowadzają mnie do drzwi. Gdy ostatnio byliśmy u dziadków i chciałam wyjść, babcia powiedziała: To idź teraz, żeby Cię nie widziała, bo zacznie płakać. Właśnie takie wychodzenie „po cichaczu” jest dla mnie brakiem szacunku dla dziecka. Co więcej, tylko pozornie ułatwia to Śmieszce rozstanie ze mną, bo przecież prędzej czy później zauważy, że mnie nie ma. Wtedy dopiero poczuje się zdezorientowana i oszukana.

Kochanie, poproszę smoczek

Śmieszka w trakcie snu często ssie smoczek. Gdy się budzi, szybko go sobie znajduje i wita mnie stojąca w łóżeczku z ukochanym smoczkiem w buzi. Podchodzę do niej i pytam: Kochanie, dasz mi monia? (tak na niego mówimy). I w 99% daje mi smoczek i razem odkładamy go na półkę, gdzie czeka do kolejnej drzemki. Nie chowam go przed nią, nie mówię: OOO, nie ma monia, schował się. Oczywiście nie zostawiam go w miejscu zbyt widocznym, Śmieszka jest tylko Śmieszką, jeśli będzie w zasięgu jej rączek, będzie go miała w buzi przez cały czas. Czasem jest też tak, że kiedy pytam, czy da mi smoczek, kręci główką, wtedy to szanuję i po kilku minutach proszę ponownie.

Nic się nie stało

Bardzo nie lubię, jak dorośli – kiedy dziecko zaczyna płakać, bo np. przewróciło się – mówią: Oj, już dobrze, nic się nie stało. Choć sama święta nie jestem i też czasem łapię się, że mówię to z automatu. Moim zdaniem prawdą jest, że kiedy dziecko przewraca się, patrzy na mamę lub tatę i często to ich reakcja determinuje dalszy obrót sprawy. Kiedy dziecko widzi, że mama się śmieje, to znaczy, że nie wydarzyło się nic poważnego i można bawić się dalej. Kiedy mama lub tata są wystraszeni, dziecko przejmuje ich emocje i reaguje podobnie. Myślę jednak, że nasze reakcje są automatyczne. Kiedy widzę, że Śmieszka mocno uderzyła o kant stołu, moje ciało od razu pokazuje strach, to jest bezwarunkowe. Dlatego nie próbuję chwilę później zamiatać swoich emocji pod dywan, tuszując je słowami: „Nic się nie stało”. Wiem, że używamy tych słów w dobrej wierze, mają one służyć odwróceniu uwagi dziecka np. od bólu, który w danej chwili odczuwa. Jednak moim zdaniem wywołują efekt zupełnie odwrotny. O ile u rocznej Śmieszki może nie ma to jeszcze tak dużego znaczenia (na poziomie świadomym), o tyle u np. czteroletniego dziecka informacja od dorosłych, że nic się nie stało, tylko się przewróciłeś, jest już jasnym i świadomie rozumianym sygnałem, że dla mamy czy taty jego problemy są nieistotne.

Ja to chcę!

Pamiętam taką sytuację sprzed kilku miesięcy, kiedy znajoma przyniosła dla córki ciastka. Była zdziwiona, że nie chcę Jej ich dać, bo Śmieszka przecież chciała. I w tym miejscu wraca do mnie kwestia mojej miłości i szacunku dla córki. Z miłości dałabym jej wszystko, ale szacunek dla jej małego ciałka, które nie powinno jeść słodyczy, sprawia, że potrafię się powstrzymać.

Tych kilka przykładów z naszego życia rodzinnego nie jest w stanie wyczerpać tematu, nie miałam nawet takiego zamiaru. Myślę, że jest to tak ważna kwestia, iż nawet jeśli to, co napisałam jest dla Ciebie oczywiste, to zachęci Cię do refleksji i ponownego przemyślenia własnych doświadczeń.

[Od redakcji: Tekst pochodzi z bloga Od-planować życie. Dziękujemy Emilii Góźdź za zgodę na przedruk]

Emilia Góźdź

O tym, jak wiele każdy rodzic może się nauczyć od swoich dzieci, pisze Emilia – autorka bloga od-planować życie. Wraz z narodzinami córki na nowo zaczęła swoje życie: bez planu i zbędnych oczekiwań, ale z otwartą głową, a przede wszystkim sercem na to, co przyniesie każdy kolejny dzień. Zawodowo towarzyszy innym kobietom w ich drodze ku świadomemu rodzicielstwu.

2 komentarzy

  1. Bardzo, bardzo się zgadzam. Myślę, że wystarczy widzieć w małym dziecku pełnowartościowego człowieka, żeby czuć, jak bardzo pewne zachowania są nie na miejscu. To wychodzenie z domu „żeby nie widziało” (czy ktoś wyobraża sobie, ze w ten sposób wychodzi z domu nasz mąż albo żona?), to „nic się nie stało” (jak byśmy się czuli, gdyby ktoś na nasze rozżalenie złą decyzją szefa odpowiadał „Nie histeryzuj, to nie jest żaden problem”). Z własnego podwórka dodam jeszcze „uspokajające” słowa dziadków, z którymi moim dzieciom trudno było się rozstać: „Przyjdziemy jutro/przyjdziesz do nas jutro”, podczas gdy wiadomo, że ani jutro, ani pojutrze, ale najszybciej w weekend… jak potem wytłumaczyć dzieciom, że dziadek lub babcia… hm… żartowali? nie wiedzieli? trzeba na nich brać poprawkę? To nie jest łatwe, mi samej trudno jest reagować zawsze tak, jak bym chciała, zwłaszcza, że byłam wychowywana w systemie bezwzględnej karności i ideału dziecka grzecznego „jakby go nie było”…. Ale myślę, że szacunek jest tu kluczem do wielu rozwiązań:)

  2. Wszystko ok, tylko mały zgrzyt w końcówce. Ciekawe, czy żona poczułaby szacunek ze strony męża, gdyby nie pozwolił jej zjeść podarowanej przez kuzynkę bombonierki, mówiąc- dla Twojego dużego ciała to nie jest odpowiednie :) . Ja to odbieram nie jako przejaw szacunku, lecz arogancji- ja jestem duża, ja jestem mądra i ja wiem lepiej niż ty jaki pokarm jest dla ciebie odpowiedni. Szacunek dla innej osoby pozwoliłby jej na popełnienie błędu. A może to nie byłby wcale błąd? Może akurat dziecko potrzebowało składników odżywczych zawartych w tych ciastkach? A może chciało poznać ich smak, ugryzłoby raz czy drugi i przekonało się samo, że to pokarm nie dla niego? W najgorszym razie ból brzucha w zestawie z cenną lekcją. Na marginesie pomysł obdarowywania dzieci żywnością nie uważam za fortunny.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry