Nowości
Początek / Wiara / Zwyczajne, niedoskonałe Święta
Zwyczajne, niedoskonałe Święta

Zwyczajne, niedoskonałe Święta

Gotowanie, pieczenie, sprzątanie, strojenie choinki. Wielu z nas kojarzy je z radosną krzątaniną, z przygotowaniami do cudownych rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. Często jednak skojarzenia zatrzymują się na poziomie kina familijnego czy reklam albo też w sferze marzeń. Może myślimy, że tak to wygląda u innych. Dzieci przez cały Adwent z radością wykonują pobożne, artystyczne, głębokie zadania z kalendarza, wszyscy codziennie wstają na roraty, uczestniczą w głębokich rekolekcjach adwentowych, przy okazji przygotowują dom do Świąt i jest po prostu cudownie… Tylko nie u nas. Bo u nas to zawsze jakiś chaos, dzieci odmawiają współpracy, nikt nie jest skory do sprzątania, postanowienia adwentowe co i rusz pozostają niewypełnione.

Jeśli należysz do pierwszej z opisanych grup – życzę Ci radosnego świętowania i szczerze cieszę się z Tobą, że tak cudownie przygotowaliście się do Bożego Narodzenia. Jeśli do drugiej – przyjmij moją empatię. Ja też jestem z tych, co to marzą i myślą, że pewnie u innych lepiej. Uczę się jednak nie zazdrościć (z trudem!), uczę się przyjmować siebie i moją Rodzinę taką, jaka jest, i mieć nadzieję, że do takiej właśnie przychodzi Wcielony Bóg.

Pocieszam się brakiem miejsca w gospodzie, skalną grotą, zwierzętami, które na pewno same po sobie nie sprzątały. Myślę o tym, że Bóg i tak przyjdzie. Modlę się o to. Co mogę zrobić teraz, w ostatniej chwili?

Sprzątnąć to, co się da? Co nieco na pewno, żeby przynajmniej gości pierwszego dnia Świąt było jak bezpiecznie i miło przyjąć? Prezenty? Na szczęście są, choć znów nie tak wspaniałe, jak chciałam. Brakło umiejętności organizacji, czasu, konsekwencji w pracy z dzieckiem – tak mi się marzy, żeby zrobiło własnoręcznie prezenty dla Bliskich. No ale nie lubi za długo robić żadnych prac plastycznych. Może odegra teatrzyk dla tych, z którymi spotkamy się osobiście? W tym jest dobra i to lubi. To jest myśl! A innym pozostaje złożyć życzenia przez telefon, bo kartki znów niewysłane… Może uda się ich usłyszeć?

Chciałabym nie mieć tyle pracy przed Świętami, chciałabym, by w pracy Męża nie było ostatnio takiego maratonu. Ale były. Tyle rzeczy chciałabym, by było inaczej, łatwiej. Ale moje życie, nasza rodzina jest… niełatwa. Nie mam nad tym władzy. I uczę się to przyjmować w pokorze.

Chwilami niepokoi mnie to, że w naszej, tutejszej rodzinie, z dala od moich rodzinnych stron, zdaje się, że jestem jedyną dorosłą osobą, która przeżywa te święta religijnie. Idziemy na Wigilię do Bliskich, w których domu świętowanie jest po prostu tradycją i to dość nielubianą. Zapraszamy też w te świąteczne dni naszych Przyjaciół – ale znów nikt nie sprawdza im świadectw religijnego zaangażowania. Chwilami czuję więc ogromną odpowiedzialność, która mnie przerasta – jak w tym wszystkim pokazać Córce religijny wymiar Bożego Narodzenia. Jasne, pomodlimy się, pójdziemy do kościoła (nie na Pasterkę, nie oszalałam, żeby iść na Pasterkę z moją czterolatką, u której zmęczenie i obecność w tłoku wywołują nadaktywność albo krzyk). Od dawna opowiadam Jej o Panu Jezusie, dziś i jutro to jakoś podsumujemy, pośpiewamy kolędy. Ale przytłacza mnie ta odpowiedzialność. Pozostaje mi modlitwa i ufność, że Pan Bóg naprawdę przychodzi, nie tylko do wzorowych chrześcijańskich domów.

Jak dobrze, że udało mi się wyspowiadać. Jak dobrze, że choć trochę podążałam za Kościołem w Adwencie i zdarzało mi się odmówić Liturgię Godzin, przeczytałam kilka rozważań adwentowych, kilku wysłuchałam. Jak dobrze, że choć tyle się w tym roku udało… Cieszę się tym, choć wiem, jak to mało w porównaniu ze stachanowskimi planami, jakie wyznaczam sobie co roku…

W te święta Bożego Narodzenia chcę bardziej kochać moich Bliskich. Być bardziej z nimi i dla nich. Bardziej się modlić, także tym, co robię – odpoczynkiem, służbą, przyjmowaniem (również tego, co sama zorganizowałabym inaczej). Proszę Was o modlitwę, by mimo tak niedoskonałego przygotowania, także w moim sercu i w sercach ludzi wokół było Boże Narodzenie. Ja także każdemu z Was, Czytelników Bliskiej Wiary, tę modlitwę obiecuję.

Pięknego radosnego świętowania! Niech naprawdę Jezus będzie Bogiem z nami!

Agnieszka Piskozub-Piwosz

Z wykształcenia teolożka, religioznawczyni i anglistka. Z praktyki wciąż się nawracająca katoliczka, żona, mama, nauczycielka angielskiego, redaktorka i tłumaczka. Chciałaby robić masę rzeczy, uczy się wybierać. Autorka bloga: http://lovespatient.wordpress.com/

3 komentarzy

  1. Jakie to moje i jakie mi bliskie. Nic niegotowe, wszedzie balagan i chaos, wigilia i swieta tylko w trojke, ale… Moze w koncu docenie i ta chwile? Moze sama odczaruje zle wspomnienia nerwowych swiat, choc to nie takie latwe, bo sama przed godzina zero popadam w paranoje i jakich chory szal i nerw… A moze skoro te nie beda tak cydowne to w przyszlym roku juz sie uda?
    Blogoslawianych swiat

  2. Bardzo chciałam w tym roku mieć tego czasu więcej. Dla siebie. Dla swoich myśli. Dla bliskich. Organizacyjnie wyszło wspaniale. Tak myślę. Bez pośpiechu, wszystko zawczasu przygotowane. Ale to wciąż mało. Ciągle czuję ten ciężar Świąt. Jakąś presję. Niechęć. Panikę.

    Czeka nas wieczór w gronie bliskich. A ja? Ja chciałabym być sama ze swoim mężem, ze swoim dzieckiem. Zjeść skromny posiłek i zaśpiewać. Pójść na zimowy spacer. Popatrzeć na góry. Podarować im coś wyjątkowego.

  3. Bardzo bliskie jest mi to, co napisałaś. U nas w tym roku pierwsze święta z synkiem i też chciałabym przekazać mu jak najlepiej potrafię naszą wiarę. I czuję się niepewnie. Nie jest łątwo, bo mąż chociaż nie ‚anty’, to nie praktykuący. Ale modlę się o umiejętności i o wytrwałość i o Tobie też pamiętam w modlitwie.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry