Nowości
Początek / Warto... / Święta po stracie dziecka – jak przetrwać?
Święta po stracie dziecka – jak przetrwać?

Święta po stracie dziecka – jak przetrwać?

Nie mówcie tym, którzy stracili ukochanych, że „Czas zagoi rany”.

Nie mówcie, że „Oni już nie cierpią”.

Najlepiej nie mówcie nic. Czas tych ran nie leczy.

Pozostają, bo śmierć ukochanych jest też trochę śmiercią nas samych: coś w nas umiera.

Żyjemy, ale nie jest tak, jak było przedtem, już nie jesteśmy tacy sami (ks. Adam Boniecki).

Święta po stracie

Powyższe słowa ks. Bonieckiego widnieją na okładce mojego kalendarza na 2009 rok. Znalazłam je kiedyś i zapisałam, bo większą część tego właśnie roku poświęciłam na żałobę po moim Synku Jaśku. Straciliśmy go we wrześniu 2008 roku w 36. tygodniu ciąży. Myślę, że ważne, abym się tym podzieliła, ponieważ inaczej prawdopodobnie nigdy nie sięgnęłabym po temat straty i nigdy bym się nim nie zajmowała.

Postanowiłam napisać o tym, jak można przeżyć Święta Bożego Narodzenia (zwłaszcza pierwsze) po doświadczeniu straty. Początkowo miałam zamiar kierować swoje słowa głównie do samych rodziców po stracie, ale okazało się, że przychodzi mi do głowy tylko jeden akapit oraz garść wskazówek praktycznych, które można znaleźć TUTAJ.

Podstawowa myśl, jaką chcę Wam przekazać, brzmi: „Dajcie sobie prawo do żałoby, zadbajcie o swoje potrzeby! Nikt nie jest w stanie tego zrobić za was! Nie musicie trzymać się konwenansów, nie musicie się uśmiechać i udawać, że nic się nie stało, nie musicie na czas Świąt zapominać o Waszym bólu. Macie prawo do płaczu, złości i smutku.”

Po namyśle postanowiłam jednak napisać głównie do osób otaczających rodzinę po stracie dziecka: rodziców, teściów, rodzeństwa, przyjaciół, znajomych z pracy, lekarzy czy sąsiadów.

Właściwie dlaczego Święta miałyby być trudne?

Po stracie Jaśka jednym z niezwykle mocnych doświadczeń było to, kiedy zrozumiałam, że świat nie zatrzymał się, a czas nie stanął w miejscu. Wręcz przeciwnie – świat nadal jest, czas biegnie, ludzie mają swoje sprawy. Tylko ja nie wiem, jak mam się odnaleźć w tej otaczającej mnie rzeczywistości.

Święta Bożego Narodzenia to szczęśliwe chwile, pełne miłości, radości i rodzinnej atmosfery. Przynajmniej tak przedstawiany jest ten czas w świątecznych reklamach, artykułach prasowych czy filmach familijnych. Wydaje się, że Święta naprawdę mogą być pełne uśmiechu, przy założeniu, że nie jest się w jakimś kryzysowym momencie, nie ma się kłopotów ze zdrowiem, pracą, nie straciło się w kończącym się roku nikogo bliskiego. I na tym ostatnim się zatrzymajmy.

Każda strata jest bardzo bolesna, zaś strata dziecka boli szczególnie mocno. Tylko co, jeśli to dziecko odeszło, zanim w ogóle się urodziło? Co, jeśli nie do końca zaistniało w sensie społecznym –bliscy nie mogli go zobaczyć, pogłaskać, sąsiedzi nie widzieli go w wózeczku? Jak wytłumaczyć sobie wtedy te trudne emocje, które u jednych są wszechogarniające, u innych po chwili spokoju wracają ze zdwojoną siłą, jak nagły atak migreny, u jeszcze innych są nasilone przez jakiś czas, a potem się uspokajają? W kontekście tych wszystkich trudnych przeżyć Święta Bożego Narodzenia okazują się szczególnie bolesne, nie tylko ze względu na porównanie tego, co ja czuję, z tym, co widać naokoło (np. w galerii handlowej) i do czego zachęca każda reklama. Równie trudne jest zmierzenie się z wyzwaniem, jakim bywa stanięcie przed całą rodziną, rozmowy przy stole, składanie sobie życzeń podczas dzielenia się opłatkiem czy znoszenie spojrzeń, którym przypisuje się (często pewnie mylnie) przeróżne znaczenia. Atmosfera, która panuje w te dni w kościele, a zwłaszcza jego dekoracja i dodatkowy niezwykle istotny element, czyli szopka, bynajmniej nie ułatwiają zadania pod tytułem: „Spróbujemy jakoś przeżyć te Święta!”

Na pewno jest tak, że inaczej Święta przeżywać będzie mama, która straciła swoje dziecko w październiku, a zupełnie inaczej ta, która doświadczyła tego w marcu. Co niekoniecznie znaczy (jak zaznacza ksiądz Boniecki), że ból jednej będzie większy, niż ból drugiej. Mówi się, że proces żałoby trwa zazwyczaj około roku – wydaje się, że specyficzny czas Świąt Bożego Narodzenia to mimo wszystko dla większości rodzin newralgiczny moment w ciągu tych dwunastu miesięcy.

Rodzinna atmosfera

Święta Bożego Narodzenia kojarzone są przede wszystkim ze spotkaniami w rodzinnym gronie. Członkowie rodziny, którzy widzą się wspólnie nierzadko tylko ten jeden raz do roku, zasiadają do stołu i rozmawiają. Pytają się nawzajem, co słychać, dopytują o plany na przyszłość, opowiadają o tym, co się wydarzyło od zeszłego roku. Babcia pytana jest o zdrowie, synek siostry o to, jak mu idzie w pierwszej klasie, a młode małżeństwa o to, kiedy planują dziecko albo kiedy postarają się o rodzeństwo dla tego pierwszego. Wszystko w dobrej wierze i w poczuciu, że warto interesować się losem członków rodziny, szczególnie tych młodych, u których tak wiele się zazwyczaj zmienia.

Delikatność

Niestety nigdy nie wiadomo, czy tego typu pytania nie uderzają właśnie w najczulszy punkt. Bo może oni starają się i od 8 cykli nic się nie dzieje? A może było dziecko, tylko odeszło w 6. tygodniu ciąży, pozostawiając po sobie tylko test z dwoma kreskami, ewentualnie zdjęcie USG i wspomnienie odgłosu bijącego serca. Może dodatkowo w szafie schowane za stertą letnich sukienek leżą maleńkie skarpeteczki kupione w dniu, w którym okazało się, że ma się pojawić na świecie nowy człowiek? Inny możliwy scenariusz jest taki, że wszyscy wiedzą o stracie (np. kiedy doszło do niej pod koniec ciąży) i wtedy często pojawia się krępująca cisza, w której bliscy zazwyczaj nie wiedzą, co powiedzieć i jak zareagować. Czego mają życzyć podczas dzielenia się opłatkiem, jak mają pocieszyć? Zdarza się, że nie porusza się tego tematu w ogóle, z obawy, żeby nie urazić, nie dołożyć bólu.

Reakcja

Kłopot polega na tym, że nie ma jednej jedynej optymalnej reakcji. Wydaje się, że najlepszej wskazówki co do pożądanego zachowania mogą dostarczyć sami osieroceni rodzice. Dla jednych rozmowa dotycząca straty będzie zbyt trudna i wówczas często okazuje się, że wystarczy powiedzieć: „Przykro mi!”. Dla innych lepsze od słów będzie przytulenie właśnie w tym momencie, kiedy łzy napływają do oczu. Jeszcze inni będą potrzebowali dokładnie opowiedzieć, co się stało i jak się czują w tej trudnej sytuacji. Co ważne, bardzo rzadko (choć oczywiście się zdarza) pomocne jest udawanie, że nic się nie stało i zupełne pomijanie tego tematu. Każda, nawet najmniejsza reakcja otoczenia świadczy o pamięci, o tym, że coś ważnego się wydarzyło. Nabiera to szczególnego znaczenia w sytuacji, kiedy nie ma żadnego widocznego znaku, że dziecko się pojawiło (często nie ma grobu, czasem nawet zdjęcia USG). Warto wyczuć, co byłoby odpowiednie dla tej konkretnej kobiety i tego mężczyzny. Jeśli jednak nadal nie ma się pojęcia, to często sprawdza się najprostsza strategia. Można po prostu zapytać, czego Ci rodzice potrzebują i podzielić się swoją bezradnością i obawą przed zranieniem.

Uważność

To na co naprawdę warto uważać szczególnie w kontekście kobiet po stracie, to kontakty z dziećmi i kobietami w ciąży. Bardzo trudno im o tym mówić, ale dla wielu z niedoszłych mam sam widok kobiety w zaawansowanej ciąży albo matki pochylającej się nad wózkiem z niemowlęciem jest bardzo bolesny. Może jest jakiś sposób, aby nie narażać się na tego typu trudne chwile w trakcie Świąt Bożego Narodzenia albo zmniejszyć je do minimum? Może da się tak zorganizować spotkania rodzinne, żeby osieroceni rodzice mogli w swoim tempie i na swoich warunkach przyzwyczaić się do widoku kuzynki z dwumiesięcznym niemowlakiem? To nie znaczy bynajmniej, że mamy przestać cieszyć się tymi dziećmi, które szczęśliwie się urodziły w naszej rodzinie, zwłaszcza, że sprzyjają temu świąteczne dni. Chodzi po prostu o to, żeby zrozumieć trudność, jaką mogą mieć rodzice po stracie z tego typu kontaktem. Jeśli siedzimy w salonie przy rozświetlonej choince, to nie kładźmy maleńkiego dziecka na kolanach Matki, która kilka miesięcy wcześniej straciła swoje dziecko. Jeśli będzie gotowa na tego typu kontakt, będzie tego potrzebować, to sama poprosi o możliwość wzięcia w ramiona tego malucha.

Kościół i księża

W kościele w okresie świątecznym jest pięknie: ubrane świecące choinki, przytulna atmosfera zapalonych w mroku świec i szopka, a w niej niemowlę leżące w żłobie i pochylająca się nad nim Matka. Ona ma przy sobie to maleństwo i w grudniu mało kto pamięta o tym, że za kilka miesięcy wspominać będziemy dzień, w którym ta sama Matka straciła w tragicznych okolicznościach tego samego dorosłego już syna. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Matka, która niedawno straciła swoje dziecko, może odczuwać głęboki smutek widząc szopkę i słuchając kolędy „Lulajże Jezuniu”.

Może nie trzeba iść na uroczystą pasterkę, tylko wybrać spokojną Mszę z mniejszą ilością ludzi? Może nie trzeba podchodzić do szopki? Może znajdzie się wrażliwy kapłan, z którym uda się porozmawiać o stracie i bólu z tym związanym?

Przyjaciele i ich moc

Usłyszałam kiedyś w jednym z filmów, że „przyjaciele to rodzina, którą sobie sami wybieramy”. To zdanie staje się szczególnie prawdziwe w trudnych i kryzysowych sytuacjach. Okazuje się, że niekiedy o wiele łatwiej jest powiedzieć o jakiejś trudnej sprawie przyjacielowi/przyjaciółce, niż siostrze, bratu albo mamie. Ilość spędzonych razem chwil, wymienionych uwag i rozmów sprawia, że przyjaciele niejednokrotnie znają nas o wiele lepiej, niż najbliższa rodzina. W sytuacji straty dziecka telefon do przyjaciela niejednokrotnie okazuje się wybawieniem. I nawet jeśli w tej dwudziestominutowej rozmowie połowę stanowiła cisza, to zazwyczaj właśnie ta cisza jest najbardziej potrzebna w tym momencie, a tylko ta jedna osoba (czasem dwie, trzy) jest w stanie tak długo milczeć i nie odkładać słuchawki.

Może jest szansa na to, aby grono dobrych przyjaciół spędziło z młodym małżeństwem po stracie część świątecznego czasu? Cudownym pomysłem byłoby wstać od stołu i wybrać się na świąteczny spacer po lesie albo do pobliskiej doliny. A może zorganizować wyjście do kina na dobry film albo wyprawę po grzane wino, przy którym można by porozmawiać, pomilczeć albo wspólnie popłakać?

Życzenia?

Może czasami zamiast uniwersalnego zdania „Wesołych Świąt Bożego Narodzenia” bardziej potrzebne byłoby powiedzenie „Prawdziwych, pełnych rodzinnego ciepła i zrozumienia Świąt Wam życzę!” Bo może jest tak, że Święta nie zawsze muszą być radosne, a ważniejsze jest, aby były prawdziwie nasze w tym, co przeżywamy i w jakim momencie życia się znajdujemy?

Maria Hornowska-Stoch

Maria Hornowska-Stoch
Jestem żoną, mamą dwóch córek oraz synka w Niebie oraz psychologiem. Ukształtowały mnie rodzina, oaza, harcerstwo i wielu mądrych ludzi, których spotkałam na swojej drodze. Wciąż się uczę, bo niedawno odkryłam, że po prostu bardzo to lubię. Najważniejsze lekcje dostawałam i dostaję od swojego męża i dzieci. Zawodowo wciąż się dookreślam i odkrywam miejsce dla siebie.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry