Nowości
Początek / Recenzje / Dla rodziców / Niepozorna książka, która leczy z lęku
Niepozorna książka, która leczy z lęku
fot. Paweł Piwosz

Niepozorna książka, która leczy z lęku

scan bez lękuRecenzja:

Monika Staszewska, Krystyna Turowska, Bez lęku, Mamania 2012.

Książka, która ściągnęła mnie z łóżka o 4 nad ranem, bym zdążyła ją dokończyć, nim wstaną domownicy. Książka niepozorna, w skromnej okładce, mało znana. Książka, która – przynajmniej dla mnie – nie zawiera wielu nowości, a którą jednocześnie uważam za jedną z najważniejszych lektur w moim macierzyńskim życiu. Uwielbiam pisać krytyczne recenzje. A tu, jakbym się nie siliła na krytykę, nie wiem, czego się doczepić… Może zamiast tego opowiem Wam, czemu warto po nią sięgnąć?

 

To książka o lęku. A raczej o tym, że można bez niego żyć. I o miłości, która – jak mówi Pismo (1 J 4,18) – usuwa lęk. A zapowiadała się na ot taką zwykłą książkę o macierzyństwie, a może tylko o karmieniu piersią?

 

Kupiłam ją ze względu na osobę, która w niej występuje. Monice Staszewskiej, która jest autorką – bohaterką wywiadu-rzeki przeprowadzonego przez Krystynę Turowską, w dużej mierze zawdzięczam to, jaką jestem matką. Zetknęłam się z nią na forum internetowym o karmieniu piersią, gdzie przez kilka lat udzielała porad laktacyjnych (i nie tylko). Udzielała także porad telefonicznych, ale nigdy nie starczyło mi odwagi, by do niej zadzwonić. Na tym forum pierwszy raz czytałam o tym, że można karmić na leżąco, spać z dzieckiem i nie spinać się totalnie… Ogromnie wiele temu miejscu zawdzięczam i jestem pewna, że nie byłoby takie bez Pani Moniki.

 

Sięgnęłam po książkę, sądząc, że będzie głównie o początkach macierzyństwa, karmieniu piersią itp. To (chwilowo?) za mną, ale i tak chciałam poczytać. Rzecz jasna ta tematyka jest w niej obecna. Ale to zdecydowanie nie wszystko. To, jak się okazało, książka o byciu mamą, o byciu kobietą, o byciu człowiekiem. O sprawach bardzo trudnych i najzwyklejszych. Szczera i uczciwa rozmowa z osobą, która naprawdę wiele sama przeżyła, wiele ludzkich historii poznała, i mimo wielu trudności nie przestaje ufać. Ufać sobie, dziecku, innym ludziom, a przede wszystkim Bogu.

 

Temat wiary i Boga pojawia się w książce wielokrotnie. Na początku jakby nieśmiało, potem bardziej wprost. Trudno mi powiedzieć, jak może odebrać tę książkę osoba niewierząca. Możliwe, że będzie ją czasem irytować. Mnie zachwycała, ale czasem niepokoiła… Jak ktoś nie ma pokoju w sobie, to moim zdaniem łatwo go wytrąci ć z równowagi (pozornej równowagi, bo opartej na kontroli i niepokoju). Było kilka momentów, które przy pierwszym czytaniu mnie nieco… zdenerwowały albo zaniepokoiły, zdawało mi się, że zachęca do zbyt wielkiego zaufania, co ja sama odbierałam to jako zbyt wielkie wyzwanie… Czytając powtórnie rok później rozumiałam ją lepiej, może to też jakaś miara mojej dojrzałości?

 

W wywiadzie wielokrotnie mowa o tym, jak bardzo lęk utrudnia życie wielu z nas. I o tym, jak miłość może z niego leczyć. Jednakże nie daje ona prostych przepisów ani gotowych rozwiązań. Mówi także o sprawach trudnych i wymagających. Gdyby ktoś szukał drogi na skróty, tu jej nie znajdzie. Znajdzie natomiast dobre towarzystwo i podejście, które może nieco ciężarów usunąć z jego barków.

Podczas owej powtórnej lektury, myśląc o recenzji, chciałam powybierać najważniejsze miejsca, cytaty… Okazało się to niemożliwe. Musiałabym przepisać całą książkę.

 

Wspomnę tylko jeden fragment. Pisząc o relacji z dzieckiem w sytuacjach, gdy niekoniecznie postępuje ono tak, jak chciałby rodzic, Monika Staszewska odwołuje się do ewangelicznej przypowieści o dwóch synach. Jeden z nich zapewniał, że spełni wolę ojca, po czym tego nie zrobił. Drugi odmówił, ale potem zmienił zdanie i wykonał pracę, o którą prosił ojciec. Jak myślicie, który z wzorców jest łatwiejszy do osiągnięcia w relacji opartej na więzi, a który tam, gdzie zachowanie dziecka jest poddane ocenie i systemowi nagród i kar? Bardzo ciekawie mówi o tym autorka…

 

Zamiast streszczać dalej i cytować – polecam. Polecam z całego serca każdej kobiecie, zwłaszcza mamie (niekoniecznie mamie maluszka, książka mówi wiele także o relacjach z dorastającymi i dorosłymi dziećmi), z ostrzeżeniem, że dla osób dalekich od chrześcijaństwa może być trudniejsza do przyjęcia. Warto wiedzieć, że to lektura prosta – mądra, czasem bardzo anagażująca emocjonalnie, ale zredagowana tak dobrze, że czyta się ją jednym tchem! Nawet niewyspana mama maluszka powinna dać radę znaleźć w niej coś dla siebie (ja jako mama niemowlaka nie miałam siły prawie nic czytać).

Na koniec dodam: o ile się nie mylę, w tej książce nie pada ani razu termin Rodzicielstwo Bliskości. A jednocześnie cała, caluteńka jest dokładnie o nim. Może dzięki temu będzie także dobrym punktem wyjścia do rozmów o wychowaniu także z osobami, które (z różnych przyczyn) dystansują się od samego terminu Rodzicielstwo Bliskości. Jeszcze raz najserdeczniej zachęcam: czytajcie i dawajcie do czytania innym, zwłaszcza mamom… A może i niejeden ojciec skorzystał by z tej książki? Bardzo jestem ciekawa!

Agnieszka Piskozub-Piwosz

Z wykształcenia teolożka, religioznawczyni i anglistka. Z praktyki wciąż się nawracająca katoliczka, żona, mama, nauczycielka angielskiego, redaktorka i tłumaczka. Chciałaby robić masę rzeczy, uczy się wybierać. Autorka bloga: http://lovespatient.wordpress.com/

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry