Nowości
Początek / Wiara / Najbardziej wyczekiwany wieczór
Najbardziej wyczekiwany wieczór
Christmas Eve by elen rodriguez on flickr

Najbardziej wyczekiwany wieczór

Przez całe moje dzieciństwo Wigilia była najbardziej wyczekiwanym dniem w roku. Pierwsze, co budzi się we mnie na wspomnienie tych dni, to dziecięca niecierpliwość i świadomość niesamowitej podniosłości owych godzin.

Zacznijmy jednak od początku. Moi rodzice zawsze bardzo dużą wagę przykładali do wychowania nas w wierze świadomej i rozumiejącej. Rozmowy o tym, jak wygląda rok liturgiczny, dlaczego obchodzimy takie czy inne święto, czego symbolem są świece, szaty celebransa podczas świątecznej mszy albo choinka, były na porządku dziennym. Adwent zawsze zaczynaliśmy uroczyście, wystawiając na stół wieniec adwentowy, często świętując ten początek oczekiwania jakimś ciastem (które w naszym domu było raczej rzadkością) i zawsze rozmawiając o tym, jakie postanowienia robimy i na Kogo tak naprawdę czekamy. Pojawiał się też oczywiście kalendarz adwentowy, który przybierał bardzo różne formy. Najbardziej zapamiętałam książkę, z której codziennie wycinało się i sklejało kolejną postać czy element wystroju stajenki.

Atmosfera w domu wraz ze zbliżającym się 24 grudnia robiła się coraz bardziej nerwowa: poszukiwania choinki, kolejka za karpiem, gruntowne porządki, wymyślanie prezentów, które od kiedy tylko pamiętam, robiłyśmy z siostrą własnoręcznie. W końcu nadchodził prawdziwy koniec świata, czyli dzień wigilijny. Do dziś zadaję sobie pytanie, czy są takie domy, w których od rana całą rodzina spokojnie i w zadumaniu krząta się, czyniąc ostatnie przygotowania do wieczerzy. U nas zawsze okazywało się, że wszyscy mają jeszcze wiele do zrobienia: trzeba ulepić uszka, ubrać choinkę, odkurzyć, skończyć niedosuszone prezenty, znaleźć biały obrus i zająć się tysiącem innych drobiazgów, bez których przecież Wigilia nie będzie Wigilią. I choć zazwyczaj odbywało się to wszystko w bardzo nerwowej atmosferze, to wiedziałam, że skończy się już za kilka godzin, kiedy jak co roku, wszyscy pojednani, eleganccy i wzruszeni, usiądziemy przy jednym stole, aby w świetle lampek i świecy Caritasu (która jest znakiem pamięci o najuboższych) podzielić się opłatkiem.

Gdy nie umiałyśmy jeszcze z moją siostrą czytać, Ewangelię czytał tata, później robiłam to ja, aby po jakimś czasie przekazać ten przywilej dopiero uczącej się składać litery młodszej siostrze. Do dziś, gdy czytam lub słyszę: „W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta…”, szklą mi się oczy, a głos załamuje. Oprócz tego, że jest to najbardziej wyczekiwany moment roku, bez wątpienia jest też najbardziej wzruszający. Po przeczytaniu fragmentu z Pisma Świętego tata wypowiadał krótką modlitwę, w której wspominał wszystkich bliskich zmarłych z naszej rodziny i spośród przyjaciół, a także tych, których kochamy, a są daleko i dlatego nie możemy świętować razem z nimi. A potem przychodził czas życzeń i dzielenia się opłatkiem. Każdy z każdym, od serca, szczerze. Zawsze trwało to długo. I w końcu zasiadaliśmy do stołu, na którym panował ogólnopolski festiwal dań. Ponieważ moi rodzice pochodzą z różnych regionów Polski, a mieszkamy w jeszcze innym, na stole znajdowały się najsmaczniejsze z wigilijnych potraw. Oczywiście ja i moja siostra bardzo szybko zjadałyśmy barszcz i rybę po grecku, bo już nie mogłyśmy usiedzieć w oczekiwaniu na Anioła niosącego prezenty.

Anioł wywodzi się jeszcze z dzieciństwa mojego taty, kiedy dorośli w jego dużej wtedy rodzinie po skończonej wieczerzy zwoływali dzieci i kazali im szukać Anioła po całym domu. Podczas gdy one nawoływały niebieskiego Posłańca na klatce schodowej, dorośli otwierali okno, wysypywali trochę pierza na dywan i podkładali prezenty pod choinkę, a potem przywoływali rozczarowane dzieci. W korytarzu słychać było jeszcze szum anielskich skrzydeł (podobno wujek Ziutek robił ten szum po mistrzowsku). Jaka wtedy wybuchała radość!

U nas było podobnie, tyle że bez otwierania okien i bez pierza, ale jak dawniej z kolędami, które miały dać znać Aniołowi, że tu się świętuje narodzenie Pana Jezusa, i z szukaniem go po całym domu. Oczywiście gdy wracaliśmy do stołu, prezenty już były pod choinką, a rodzice zapewniali, że Anioł bardzo się spieszył do innych dzieci. Nawet gdy już byłam na tyle duża, by wiedzieć, jak to naprawdę z tymi prezentami jest, uwielbiałam tę zabawę, nawoływanie Anioła kolędami i wyglądanie go przez okno.

Prezenty gwiazdkowe zawsze stanowiły spełnienie marzeń. Na co dzień żyliśmy dość skromnie i rodzice rzadko spełniali nasze zachcianki, natomiast pod choinką znajdowałyśmy z siostrą to, czego naprawdę pragnęłyśmy. Dlatego radość z otrzymanych podarunków nie miała końca. Do czasu wyjścia na Pasterkę pokazywaliśmy sobie, co kto dostał, śpiewaliśmy kolędy, zajadaliśmy się ciastem, dzwoniliśmy do rodziny i najbliższych przyjaciół z życzeniami. Nastrój tego dnia był i wciąż jest, bo niewiele się u nas w domu zmieniło, niepowtarzalny.

Dni świąteczne upływały pod znakiem słodkiego, wspólnego lenistwa, spacerów w drodze do kościoła, zajadania się pysznościami, wspólnego oglądania familijnych filmów czy grania w planszówki. Celebracje rodzinne, jak to dziś nazywam. Rodzice podkreślali znaczenie oktawy Bożego Narodzenia, dlatego powiedzenie „święta, święta i po świętach” nie miało u nas racji bytu, Święta trwały tak długo, aż zdążyliśmy się nimi do syta nacieszyć.

Teraz wyczekuję dnia, kiedy to moja córka wyduka przy wigilijnym stole: „W owym czasie…”, a ja, jak co roku, znów się wzruszę tym świętem, który Pan nam daje na przypomnienie tego, jak ważna jest rodzina. On nie przyszedł ot tak, prosto z Nieba, lecz urodził się w rodzinie, w tej pierwszej, najważniejszej, niezbędnej do życia wspólnocie, którą powinniśmy celebrować nie tylko w Wigilię, a przez cały rok. Boże Narodzenie o tym właśnie mi przypomina.

Agnieszka Ostapczuk

Agnieszka Ostapczuk
Na co dzień żona i mama oraz animatorka w katolickiej Wspólnocie Uwielbienia i Ewangelizacji. Zawodowo, jako psycholog rodzinny, łączy swoją fascynację Rodzicielstwem Bliskości z wiedzą z zakresu terapii poznawczo-behawioralnej, wspierając rodziców. Jako doula towarzyszy kobietom podczas ciąży, porodu oraz połogu.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry