Nowości
Początek / Rodzicielstwo bliskości / Wychowanie bez klapsa
Wychowanie bez klapsa
fot. Victor Bezrukov (on flickr)

Wychowanie bez klapsa

Czasem warto ignorować

Wracając do uwagi – jest ona tyleż skutecznym, co trudnym środkiem wychowawczym. Jesteśmy przyzwyczajeni, że na złe zachowania trzeba reagować, bo brak reakcji oznacza przyzwolenie. I często faktycznie tak bywa, ale jeśli spojrzeć na uwagę w kategoriach nagrody, to okazuje się, że zachowanie, które chcemy wyeliminować, czasem najlepiej jest… zignorować. Dotyczy to zwłaszcza małych dzieci, poniżej trzeciego roku życia – w tym wieku są one szczególnie silnie motywowane do zabiegania o naszą uwagę (pewnie ma tu znaczenie ewolucja – tak małe dziecko nie przeżyje przecież pozbawione zainteresowania rodzica). Jeśli więc niechcący nauczyliśmy naszego trzylatka mówić „cholera”, to szybciej tego oduczymy, ignorując, niż zwracając mu za każdym razem uwagę, że nieładnie tak mówić.

To skąd on będzie wiedział, że źle robi, że tak nie wolno? – nie dają się przekonać niektórzy rodzice.

Słuszna uwaga. Pewnie nie będzie wiedział. Ale pomyślmy, na czym nam w tej chwili zależy: żeby przestał tak mówić czy żeby zrozumiał nasze tłumaczenie, że to nieładnie (ale dalej mówił)?

Bo, wbrew pozorom, tłumaczenie nie jest specjalnie skutecznym środkiem wychowawczym, a przynajmniej nie tak skutecznym, jak byśmy tego chcieli. Dziecko kieruje się w pierwszej kolejności tym, co czuje i widzi, i najwięcej się uczy, biorąc przykład z rodziców. Bicia uczymy, bijąc, krzyku, krzycząc, mówić „cholera” – mówiąc „cholera”. Tłumaczenie nic nie da, jeśli nie pójdzie za tym nasz przykład.

I jeszcze dwie ważne kwestie, których nie mogę pominąć.

Po pierwsze, zwłaszcza w przypadku niemowlaka i małego dziecka fizyczna bliskość opiekuna nie może być reglamentowana. Ono potrzebuje tej bliskości nie tylko emocjonalnie, ale i biologicznie; bez niej po prostu nie będzie się odpowiednio rozwijało. Trzeba je tulić tak często, jak możemy, histerie uspokajać kołysaniem i bliskością, nawet gdy najchętniej odwrócilibyśmy się na pięcie. Nieważne, że „nie zasługuje” – to jest kwestia nie tylko więzi, ale i zdrowia.

Po drugie, wspominany już przeze mnie, „karny jeżyk”. Rodzice zawsze o niego pytają, więc jestem zmuszona zająć stanowisko, choć wolałabym wyeliminować tę metodę drogą ignorowania jej. W dobrej relacji rodzic-dziecko nie powinno być bowiem miejsca na metody z pogranicza tresury. Czasem, w przypadku szczególnych trudności (po stronie rodzica lub dziecka) nie ma innego wyjścia, ale jest to metoda obwarowana taką ilością zastrzeżeń i warunków, że należałoby opatrzyć ją banderolą z napisem „stosować tylko pod kontrolą specjalisty”.

***

Podobno nie ma idealnych rodziców, są tylko wystarczająco dobrzy – to ci, którzy umieją uczyć się na swoich błędach. Gdy podsumowujemy zajęcia o karach i nagrodach, pojawiają się nowe pytania: jak dotrzeć do dziecka, by robiło to, czego oczekujemy? Jak mu mówić o swojej złości i niezadowoleniu z jego zachowania, by zmotywować je do poprawy? Jak w ogóle pamiętać o tych wszystkich teoriach, o więzi, o motywowaniu – gdy dziecko zachowuje się tak, że wszystko się w nas gotuje? I skąd mieć pewność, że to, co robimy, jest słuszne? Nie jest łatwo być wystarczająco dobrym rodzicem…

Do zobaczenia za tydzień!

1 Zajęcia, o których mowa w tekście, prowadzę, opierając się na programie „Bez klapsa. Jak z miłością i szacunkiem wyznaczać dziecku granice”, opracowanym przez Marlenę Trąbińską-Haduch i Anetę Kwaśny z Fundacji „Dzieci Niczyje”. Część też powtarzam za Agnieszką Stein i Małgorzatą Strzelecką, autorkami strony www.dzikiedzieci.pl, której lekturę polecam.

Anna Dembińska – ur. 1983, psycholog, pracuje w Terenowym Komitecie Ochrony Praw Dziecka w Poznaniu, jest mężatką, ma syna i córkę.

W drodze logo miesiecznik

[Tekst ukazał się w numerze 6 (466) 2012. Dziękujemy redakcji Miesięcznika „W drodze” za zgodę na publikację na naszym portalu. Cały numer można kupić TUTAJ]

Miesięcznik "W drodze"

Miesięcznik

4 komentarzy

  1. Świetny artykuł. To rzeczywiście działa, też prowadzę w tym nurcie zajęcia dla rodziców. Korzystam m.in. z: „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby, dzieci do nas mówiły” Faber Adele, Mazlish Elaine (klasyka). Przesłanie jest takie samo. Działa tutaj także efekt im głębiej wchodzimy w te metody, stosujemy – tym mniej trudnych sytuacji się generuje, a te które powstają często „same” się rozwiązują. Wzrasta też wiara rodzica we własne umiejętności rodzicielskie, pewność – często nie do przecenienia, daje spokój, (większą) pewność co do działania.
    Pozdrawiam!

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Przepraszam, że dopiero dziś zatwierdziłam ten komentarz – jakoś mi umknął. Dziękuję za niego.

  2. Często też rodzice, którzy podchodzą do dziecka z szacunkiem, poważnie traktują jego potrzeby, zwracają uwagę na uczucia, stosują rodzicielstwo bliskości, słyszą, że mają grzeczne dzieci. A te dzieci po prostu są spokojne, współpracują, bo wiedzą, że inni je widzą i traktują poważnie. Ot cała tajemnica.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry