Nowości
Początek / Rodzicielstwo bliskości / Wychowanie bez klapsa
Wychowanie bez klapsa
fot. Victor Bezrukov (on flickr)

Wychowanie bez klapsa

Krótko o więzi

Najważniejsza – w każdym razie zdaniem psychologów – jest więź. To od jakości więzi z rodzicem zależy, jak dziecko będzie postrzegało siebie i innych. Relacja z rodzicem stanie się dla niego matrycą relacji ze światem, związek z mamą i tatą – punktem wyjścia wszystkich kolejnych związków. W ogromnym skrócie: dziecko, które boi się swojego rodzica i utraty jego miłości i bliskości, będzie bało się ludzi, świata, wyzwań. Dziecko, z którym rodzic walczy, które próbuje złamać, wzrasta w nieufności, podejrzliwości i wrogości wobec innych. Dziecko, którego indywidualność i potrzeby są traktowane przez rodzica z szacunkiem (nie mylić z uległością i spełnianiem zachcianek!), uczy się szacunku do ludzi i do siebie samego.

Nasze metody wychowawcze, wszystkie nasze rodzicielskie interwencje, małe i większe wychowawcze krucjaty – ich słuszność i celowość warto oceniać z perspektywy inwestycji w więź. Czy to, co robię jest inwestycją w poczucie bezpieczeństwa mojego dziecka i w jego zaufanie do mnie jako rodzica? Czy to, czego ono doświadcza w relacji ze mną, uczy je, jak być dobrym i mądrym człowiekiem? I czy wierzę, że moje dziecko jest (bo jest!) z natury motywowane do budowania ze mną jak najlepszej relacji?

Uwaga: kary i nagrody

Podstawą pomysłu wychowania bez kar i nagród jest – z pozoru sztuczne, ale mimo wszystko niezbędne – rozróżnienie na kary i konsekwencje. Uważa się, że dzieci powinny ponosić konsekwencje swoich zachowań, nie powinny jednak być dodatkowo karane (poza poniesieniem konsekwencji). Konsekwencja może być przy tym zarówno naturalna (rzuciłeś zabawką, więc się zepsuła i teraz nie możesz się bawić), jak i narzucona przez rodzica (umówiliśmy się, że dobranockę oglądasz w piżamie, więc skoro nie jesteś przebrany, to nie włączamy telewizora). Ważne, żeby w sposób logiczny wynikała z przewinienia i żeby nie była zanadto odroczona w czasie (a najlepiej – natychmiastowa; im młodsze dziecko, tym mniejszy dopuszczalny odstęp czasowy między zachowaniem a jego konsekwencjami).

No i co w tym odkrywczego?! – obruszają się niekiedy rodzice.

Wtedy próbujemy przypomnieć sobie, jakie kary wymierzyliśmy ostatnio dzieciom. I okazuje się, że kary wybieramy często tak, żeby były dotkliwe, a niekoniecznie logiczne: zakaz telewizji za bałagan w pokoju; szlaban na komputer za dwóję z przyrody; zabranie z rąk lizaka za kopnięcie kolegi. Karzemy często automatycznie – mówimy pierwszą rzecz, która przyjdzie nam do głowy, często potem w ogóle tego nie egzekwujemy, przez co sami podważamy swój autorytet. Warto więc uprzedzać fakty: wydając polecenie czy zakazując czegoś, powinniśmy już z góry wiedzieć, co zrobimy, gdy dziecko się nie zastosuje.

Jeśli mamy z nim dobrą, serdeczną relację, opartą na szacunku i bliskości, to wystarczająco dotkliwą „karą” będzie już nasze niezadowolenie, a naprawienie szkody – wystarczającą lekcją. Nie ma potrzeby, by prócz tej lekcji dodatkowo jeszcze „dawać nauczkę” – bo służy to nie tyle wychowaniu, ile naszej satysfakcji, że oto pokazaliśmy coś dziecku. Być może jednak jesteśmy za mało pewni siebie, by ufać, że nasze dziecko i bez tego pokazywania dostrzeże, że zrobiło źle?

Jak silnie tkwi w nas mechanizm „ja ci pokażę”, widać choćby wtedy, gdy przychodzi nam reagować na rękoczyny między rodzeństwem. Bo co zwykle robimy, gdy jedno z naszych dzieci uderzy drugie? Odciągamy winowajcę i apelujemy do jego sumienia:

Co ty wyprawiasz, przecież mogłeś jej zrobić krzywdę! Zobacz, ona płacze przez ciebie! Czy ty nie rozumiesz, że nie wolno bić?! Marsz do swojego pokoju!

Co w tym złego? To, że skupiamy się na niewłaściwym dziecku. Przecież naszej troski i uwagi potrzebuje teraz to z nich, które zostało uderzone. Ale my koniecznie chcemy pokazać małemu winowajcy, że takie zachowanie nie ujdzie mu płazem – i przypadkiem uczymy go, że bicie jest dobrym sposobem na znalezienie się w centrum zainteresowania rodzica.

A bycie w centrum zainteresowania rodzica to nagroda, o którą dzieci są gotowe walczyć zawsze i wszędzie, nawet za cenę bycia upomnianym czy uderzonym. Nie doceniamy zwykle tego, jak potężnym orężem w wychowaniu jest nasza uwaga. Tymczasem, jeśli nauczymy się z niej umiejętnie korzystać, może się okazać, że żadne dodatkowe kary i nagrody nie są już potrzebne.

Przypomnijcie sobie – proszę rodziców – jak biegaliście po klasie, a nauczyciel usiłował nakłonić was do zajęcia miejsc. Jak to robił?

Jeśli działał w sposób typowy, to pewnie prosił biegających, żeby przestali biegać. Nagrodę (zainteresowanie ze strony opiekuna) otrzymywali więc nie ci, którzy wykonali polecenie, lecz ci niesubordynowani. Idę o zakład, że w grupie nieposłusznych byli zawsze ci sami uczniowie.

Tymczasem można zrobić to lepiej: kolejno nagradzać pochwałą tych, którzy wykonają polecenie, a na biegających nie zwracać uwagi. Zmotywować pozytywnie: poczekać, aż i oni będą chcieli zasłużyć na pochwałę.

Ale można sobie wtedy czekać i tydzień! – podnoszą się głosy sceptyków.

Otóż nie. Chęć zasłużenia na uznanie opiekuna jest w dzieciach na tyle silna, że nie mija kilka minut, a cała grupa grzecznie siedzi.

No dobrze, ale efekt jest ten sam. Tu siedzą i tu siedzą, wyszło na jedno.

Niby tak, ale która metoda inwestuje w więź? Która motywuje dziecko do posłuszeństwa w przyszłości?

No dobrze, a jakieś inne nagrody, poza okazaniem zainteresowania? – dopytują się rodzice.

Zwykle są rozczarowani, gdy słyszą, że dobre zachowanie ma być normą, a nie świętem, i dlatego nie zaleca się typowego, zwłaszcza materialnego, nagradzania za wykonywanie poleceń czy wypełnianie obowiązków. Wystarczającą nagrodą ma być dla dziecka to, co jest konsekwencją jego działań. Jeśli posprzątało swój pokój, w zamian dostanie satysfakcję z efektu swoich wysiłków i dumę, że udało mu się przełamać własne lenistwo. Ale to nie wszystko. Kolejną nagradzającą konsekwencją będzie pochwała i uznanie ze strony opiekuna, jakaś podjęta z nim wspólnie aktywność (zrobiłeś porządek na biurku, więc możemy rozłożyć tam grę i w nią zagrać).

W życiu nie uwierzę, że coś takiego by przeszło u nas w domu. Pokój dziecięcy szybko zarósłby brudem! – podnoszą się głosy nieprzekonanych.

Nie doceniamy siły więzi. Nie wierzymy, że dziecku może zależeć po prostu na tym, byśmy je docenili, zauważyli, poświęcili mu czas. Może zbyt nisko cenimy siebie jako rodziców, by móc uwierzyć, że dziecko zrobiłoby coś przez wzgląd na nas, a nie na nagrodę? A może nie wierzymy, że może samo z siebie chcieć być odpowiedzialne? Przez tę nieufność wpędzamy je niekiedy w pułapkę „nie opłaca mi się”, „a co za to dostanę?”, bo obniżamy jego wewnętrzną motywację do konstruktywnych działań i zachowań – na rzecz motywacji zewnętrznej.

Miesięcznik "W drodze"

Miesięcznik

4 komentarzy

  1. Świetny artykuł. To rzeczywiście działa, też prowadzę w tym nurcie zajęcia dla rodziców. Korzystam m.in. z: „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby, dzieci do nas mówiły” Faber Adele, Mazlish Elaine (klasyka). Przesłanie jest takie samo. Działa tutaj także efekt im głębiej wchodzimy w te metody, stosujemy – tym mniej trudnych sytuacji się generuje, a te które powstają często „same” się rozwiązują. Wzrasta też wiara rodzica we własne umiejętności rodzicielskie, pewność – często nie do przecenienia, daje spokój, (większą) pewność co do działania.
    Pozdrawiam!

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Przepraszam, że dopiero dziś zatwierdziłam ten komentarz – jakoś mi umknął. Dziękuję za niego.

  2. Często też rodzice, którzy podchodzą do dziecka z szacunkiem, poważnie traktują jego potrzeby, zwracają uwagę na uczucia, stosują rodzicielstwo bliskości, słyszą, że mają grzeczne dzieci. A te dzieci po prostu są spokojne, współpracują, bo wiedzą, że inni je widzą i traktują poważnie. Ot cała tajemnica.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry