Nowości
Początek / Wiara / Msza oczekiwania
Msza oczekiwania
fot. Anna Rogalska-Bućko

Msza oczekiwania

Opowiem wam o przedziwnej mszy. Nasyconej symbolami, dzięki czemu można ją czytać jak piękną baśń, kontemplować jak wspaniały obraz malarza mającego nie tylko dobry warsztat, ale też bogate serce.

Żeby na nią pójść, trzeba wyrwać się z porannego snu, co może być szczególnie trudne, jeśli ze względu na dzieci było go mało. W grudniu to środek nocy, za oknem mróz bądź plucha, a na pewno ciemno, tymczasem łóżko tak zachęcająco promieniuje ciepłem, zaś kołdra miękko otula ciało. Jednak to, że naprawdę trzeba mieć motywację, by przełamać siebie i pokonać chęć snu, jest już początkiem odkrywania tej liturgii. Mówi nam o potrzebie czuwania, które stawia przed nami wymagania, ale też kształtuje nasze serce.

Potem jest droga przez jeszcze cichy i mroczny świat do wnętrza kościoła: ciemnawego, a tuż przed mszą już całkiem pozbawionego oświetlenia. W ciszy pełnej szelestów, świadczących o obecności innych, rozbrzmiewa najpierw dźwięk dzwonka a potem tęskna melodia antyfony „Rorate caeli” – „Spuśćcie nam niebiosa”. Z zakrystii wychodzi procesja, którą prowadzi światło dwóch świec. Od nich wszyscy zapalają swoje (warto wziąć z domu własną, a dzieci zaopatrzyć w lampiony – ich wspólne wykonanie może być wspaniałą zabawą!). Rozpoczyna się misterium.

Po przyjściu procesji do ołtarza zapalana jest też najważniejsza świeca – wysoka, współcześnie wykonana z białej parafiny, dawniej woskowa i bielona, przewiązana błękitną wstążką bądź z niebieskim ornamentem, nosząca nazwę roratki. Użyte kolory (biel – niewinność, błękit – wskazanie na przynależność do Nieba, a więc pełnię łaski) wskazują, że jest ona symbolem Maryi, której towarzyszymy w ostatnim miesiącu Jej oczekiwania na rozwiązanie. W czasie Adwentu to jedyna msza, na której ta świeca jest zapalana, gdyż liturgia rorat odprawiana jest ze specjalnego formularza mszalnego, maryjnego właśnie. Pozostałe msze są mszami adwentowymi, a więc postnymi.

Jest to ponadto jedyna msza w czasie Adwentu, na której ksiądz ma na sobie jasny ornat i śpiewane jest „Chwała na wysokości Bogu”. W niektórych kościołach chwila, kiedy ono rozbrzmiewa to jednocześnie moment, kiedy przestrzeń, do tej pory oświetlona jedynie płomykami świec, wypełnia się światłem ze zwykłych lamp. Są też takie kościoły, w których przez całą mszę światło pochodzi jedynie ze świeci i każda z tych form niesie swoje treści.

Roratka często jest umieszczana w tzw. wieńcu adwentowym, czyli wykonanym z gałązek drzewa iglastego wieńcu, w którym umieszczone są jeszcze cztery, mniejsze świece, symbolizujące kolejne niedziele Adwentu (w Kościele czas odmierza się niedzielami, byśmy wciąż pamiętali o zmartwychwstaniu…) i które są zapalane w miarę, jak przybliża się Boże Narodzenie: jedna, dwie, trzy, cztery. Wbrew wydłużającym się nocom i gęstniejącej ciemności, światło narasta, aż do Pasterki, na której w wśród nocnej ciszy usłyszymy głosy aniołów zwołujących nas, wraz z pasterzami, do stajenki, w której leży cenne Zawiniątko – Światłość świata.

Przynoszone przez nas na tę mszę świece, a dokładnie ich płomyki, symbolizują naszą wiarę, która trwa w ciemności, aż rozbłyśnie prawdziwe światło. Dlatego tak ważne jest, aby ta msza miała miejsce rano, przed wschodem słońca. Trwając w kościele z naszymi płomykami, wychodzimy potem w jasny dzień, potwierdzający prawdę, że jak pewny jest wschód słońca, tak pewne jest przyjście Chrystusa. To pierwsze, i to ponowne.

Msza roratnia, odprawiana tak, jak była pierwotnie pomyślana, jest doświadczeniem prawie mistycznym i to bynajmniej nie dlatego, że o tak wczesnej porze wszyscy jesteśmy w lekkim półśnie. Wprowadza nas w postawę czuwania i sprawia, że rodzi się w nas oczekiwanie na Tego, który ma przyjść. Staje się ono przeżywanym przez nas doświadczeniem a nie jedynie pobożną myślą, przekazaną na kazaniu. Już nie tylko nim wiemy – staje się naszym przeżyciem, częścią naszego życia.

 

Elżbieta Wiater

Elżbieta Wiater
ma słabość do Słowa, więc jest biblistką, dziennikarką, czasem pisze książki. Kocha Kraków, nawet ze smogiem, i Tatry, szczególnie przy halnym. Autorka bloga „magdalenka” (http://ewiater.wordpress.com/).

14 komentarzy

  1. Dziękuję :)
    Dziś po raz pierwszy pójdę na roraty, dzięki temu wiem, czego się spodziewać :)

    • Ela Wiater

      I jak wrażenia? :)

      • Byłam sama z moją trójką. 3-latka kłóciła się z bratem o lampion, niepomna miejsca i czasu. Miałam złudną nadzieję, że będzie łatwiej, skoro chodzą regularnie na niedzielną mszę. Ale bez Taty dawali popalić, a ja powtarzałam sobie, że to ostatnie roraty w takim składzie póki co.
        Na koniec moje dzieci dostały figurę Świętej Rodziny, którą jutro musimy oddać…
        Więc jeszcze jutro!
        :)

        • Ela Wiater

          Uuu, to ciężkie zawody, rzeczywiście – dużo sil na jutro! I lepszych doświadczeń :)

          • Podzielę się jeszcze dalszymi informacjami.
            Drugiego dnia byliśmy już z Tatusiem.
            Luźna atmosfera, msza dla dzieci, lampiony – wszystko to jeszcze bardziej rozochociło moją 3-letnią córeczkę do dokazywania.
            Męczące to było bardzo. w końcu Tata z nią opuścił kościół. Ja zostałam z chłopakami.
            Zbuntowana była na maksa, bo chciała sobie dalej biegać między dziećmi, pod ołtarzem etc.
            W środę poszłam już tylko z 6-latkiem. Młoda już zakładała buty, ale roraty to u nas teraz… nagroda!
            Jak na niedzielnej mszy będzie się ładnie zachowywać, to kto wie…. może jeszcze ją zabiorę na roraty :)
            A najstarszemu bardzo się podoba! No i w nagrodę za dobre zachowanie może ze mną iść :)

          • Agnieszka Piskozub-Piwosz

            Ajaj, mam dużą trudność z nagrodami w ogóle, a zwłaszcza z chodzeniem do kościoła w nagrodę. Chcesz, żebym napisała o tym więcej?:)

          • Nagroda – może niezbyt precyzyjnie się wyraziłam ;)
            Pójście na roraty jest naturalną konsekwencją tego, że na poprzedniej mszy zachowanie było na tyle niekonfliktowe, przyzwoite, a nawet owocne, że można pójść znowu.
            Tak, u mnie nagrody działają.
            Kary też. Kary to znów skrót umowny – moje dzieci stawiane są przed wyborem i zgodnie z nim otrzymują konsekwencje, które wcześniej im przedstawiam. Sami wiedzą, co będzie, jeśli wybiorą opcję A, a co jeśli opcję B. Można kombinować i sprawdzać, która jest lepsza. Za dużo tych opcji nie mają, bo trzylatki jednak więcej nie ogarniają. 6-latek może dostać szerszy wachlarz i sam zdecydować ;)
            Nie boję się słowa „kara”, choć nie jest ona oderwana od „winy”. To po prostu naturalna konsekwencja w ścisłym powiązaniu z działaniem. Nie jakieś abstrakcje, które nie mają sensu.
            ________________
            Cieszę się, że msza jest dla niego rodzajem nagrody. To znacznie mi poszerza możliwości.
            Choć w rozmowie wyszło, że to nie o sacrum mu chodzi, ale o te „szkolne” elementy, takie jak zadania ;)

  2. Cudownie to opisałaś i jutro wybieram się na roraty. Więcej takich motywacji nam potrzeba. Dziękuję.

  3. No i udało się , byłam na roratach. Najpierw rozważałam że zimno ,że wieje ,że ślisko a do tego ciemno. U nas do kościółka na piechotę to spore wyzwanie i w takich warunkach? Ale wczoraj obiecałam więc nie mogę zawieść ani Pana , który czeka na mnie, ani samej siebie. Była wolna intencja więc zamówiłam Mszę Św w intencji siostry za wstawiennictwem bł. Jana Pawła II (mój ukochany Św). Wczoraj prosiła mnie o modlitwę bo miała problemy w pracy. Poświęciłam łańcuszek z cudownym medalikiem do codziennego noszenia , wcześniejszy podarowałam żięciowi gdy był bardzo , bardzo chory i wyzdrowiał. No i cudowna Msza Św. Dumna wróciłam do domu . Dostaję SMS-a , u siostry wszystko dobrze no i moja duma wzrosła.Teraz myślę, że nie był to przypadek to Pan czekał na mnie o poranku. Czy nie jest to cudowne? Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za tą motywację.

  4. Przy przedostanim akapicie się wzruszyłam i prawie popłakałam :)

    Z innej beczki – u nas roraty na razie mi się jawią jako wieeelka logistyka. Przymierzymy się, jak zwalczymy zap. oskrzeli.

  5. Bardzo dobrze pamiętam z dzieciństwa lampiony. Bardzo mi się to wtedy podobało.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry