Nowości
Początek / RB i wiara / Rodzinny Adwent (cz. 1)
Rodzinny Adwent (cz. 1)
fot. Ewa Jarmużek

Rodzinny Adwent (cz. 1)

Rodzinny Adwent

Adwent to czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana – a z czym Wam się kojarzy?

Ze stresem oraz przedświąteczną bieganiną i krzątaniną? Z dziećmi pytającymi co dzień: „kiedy wreszcie przyjdzie Mikołaj”? Może z rekolekcjami adwentowymi czy roratami? Czy jest w tym wszystkim radosne oczekiwanie?

Chyba szczególnie brak go dzieciom, bo one przecież żyją chwilą. Brak go też i dorosłym, właśnie dlatego że myślami wybiegają za bardzo w przyszłość i nie trwają „tu i teraz”. Nie tak łatwo przeżyć ten czas tak, by rzeczywiście dobrze przygotować się do narodzin Zbawiciela i jednocześnie doświadczyć tego oczekiwania wspólnie – jako rodzina.

Wiele chrześcijańskich rodzin przygotowuje na ten czas wieniec adwentowy z czterema świecami, które zapala się w kolejne niedziele Adwentu (najpierw jedną, potem dwie itd.). Jeśli macie czas i zdolności, można się postarać o coś kreatywnego i pięknego. A można też, jak my, na szklanym talerzu ułożyć cztery nieduże świeczki, a dookoła nich drobne gałązki świerku i małe szyszki. Zapalone świece towarzyszą nam podczas rodzinnej niedzielnej modlitwy i przy posiłkach tego dnia – czyli zawsze wtedy, gdy razem siadamy do stołu.

Jeszcze bardziej w tym przygotowaniu pomaga nam kalendarz adwentowy. Nie, nie – nie chodzi o ten sklepowy z czekoladką czy małą zabawką na każdy dzień. Mam na myśli kalendarz, który przygotujemy sami (Internet jest pełen pomysłów na to, jak to zrobić), lecz my nie włożymy do niego prezencików, a karteczki z zadaniami. Niech to będą zaplanowane wspólne chwile dla całej rodziny. Dalej już wszystko zależy od wieku dzieci, temperamentu, stylu życia i zainteresowań Waszej rodziny.

U nas wygląda to tak:

Każdego dnia Adwentu zaglądamy wspólnie do kalendarza. Nasz jest z filcu, ma kształt bałwanka i 24 kieszonki, w które wkładam małe karteczki złożone na pół. Na wierzchu każdej znajduje się inicjał dziecka (mamy ich czworo, więc wyjmują karteczki po kolei), a w środku instrukcja na dany dzień: w formie pisanej dla tych, którzy czytają, bądź rysunku/zdjęcia dla niepiśmiennych.

Pierwsza połowa Adwentu to w Liturgii Kościoła czas przygotowania do powtórnego przyjścia Pana na końcu świata – jako taki nie ma więc jeszcze bezpośredniego związku ze Świętami Bożego Narodzenia. Dlatego to, co będziemy robić na początku Adwentu, niekoniecznie musi mieć z nimi bezpośredni związek.

Mieszkamy w Finlandii i tutaj grudzień jest najciemniejszym miesiącem roku – krótkie, pochmurne dni, słońce nisko nad horyzontem, ciemno, zimno, a bywa, że bezśnieżnie, czyli słowem, naprawdę ponuro. W poniedziałek po pierwszej niedzieli Adwentu montujemy więc na wszystkich oknach

ozdobne światełka (takie „choinkowe”), a przy posiłkach zapalamy odtąd świeczki. Świat od razu robi się bardziej bajkowy i tchnie atmosferą radosnego oczekiwania.

W tym czasie robimy też papierowe śnieżynki na okna – na przykład takie, jak w tej instrukcji. Zima w domu i „białe święta” na zawołanie.

fot. Kasia Kasierska-Szura

fot. Kasia Kasierska-Szura

Dzieci lubią kolorowanki i wyklejanki – u nas przebojem są wydrukowane z Internetu wizerunki aniołów. By powstały arcydzieła, potrzeba do tego jeszcze kredek, kleju z brokatem i białych piórek na skrzydła. Można te anioły powiesić na ścianie, by razem z nami czekały na Święta.

Zadania z kalendarza niekoniecznie muszą dotyczyć prac ręcznych – może to być wspólny spacer, wycieczka, czytanie na głos książki, rodzinne oglądanie filmu, wyprawa na świąteczny jarmark, lepienie bałwana czy sanki, jeśli dopisze śnieg. Nie trzeba kalendarza zapełniać kartkami od razu – byleby co rano czekało gotowe zadanie.

Kilka podpowiedzi zawiera w sobie kalendarz liturgiczny.

6 grudnia koniecznie poczytajmy o św. Mikołaju Biskupie (który być może przyniesie nam też tego dnia prezenty?). Można wydrukować kolorowanki z postacią świętego, albo zachęcić dzieci, by same narysowały, jak go sobie wyobrażają.

8 grudnia w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi możemy porozmawiać o tym, jak wyobrażamy sobie jej dzieciństwo, jej rodziców i to narysować.

Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe 12 grudnia jest świetnym pretekstem, by opowiedzieć historię objawienia czy świętego Indianina – Juana Diego (jego wspomnienie przypada 9 grudnia, więc można to połączyć, bądź w różnych latach wykorzystywać różne pomysły zależnie od wieku dzieci).

13 grudnia to dzień św. Łucji, która w Skandynawii jest bardzo popularną świętą. Jeśli mieszkacie niedaleko IKEI, to warto tego dnia się tam wybrać, by zobaczyć „świętą Łucję” z wieńcem świec na głowie, posłuchać szwedzkich kolęd i zjeść ichniejszego pierniczka. Jeśli nie macie takiej możliwości – zerknijcie wspólnie ten filmik.

Pierwsza połowa Adwentu to także czas przygotowywania i wysyłania świątecznych kartek, na co jeden dzień z kalendarza może nie wystarczyć.

Natomiast pieczenie pierniczków to dla nas prawdziwy adwentowy rytuał. Jeśli pieczecie tradycyjne, polskie pierniki, to trzeba się za to zabrać wcześniej, żeby zdążyły zmięknąć. Bez problemu można zdobyć przepis pierniczków-express, dla tych, którzy nie zdążyli pomyśleć o tym wcześniej.

[A oto przepis Kasi na fińskie pierniczki: http://bliskawiara.pl/2013/12/02/finskie-pierniczki/]

fot. Małgorzata Faściszewska

fot. Małgorzata Faściszewska

Z pierniczków można wyczarować ozdoby choinkowe (wystarczy przed upieczeniem zrobić wykałaczką dziurki, by można je było później powiesić). Z ciasta da się też budować i większe konstrukcje (kościółek z piernika, szopkę) – upieczone elementy łączymy karmelem według projektu i dekorujemy lukrem. Tutaj  znajdziecie pomysł na piękną piernikową ozdobę na świąteczny stół albo prezencik. Od paru lat też takie robimy – śliczny widok i jeszcze piękniejszy zapach!

Co roku zapraszamy znajome dzieci na wspólne pieczenie i ozdabianie pierniczków – to wielka frajda dla wszystkich, jeśli tylko macie do dyspozycji odpowiednio duży stół, więcej niż jeden wałek do ciasta i dużo foremek.

[Rodzinny Adwent (cz.2) można przeczytać TUTAJ]

Kasia Kasierska-Szura

Kasia Kasierska-Szura
Poznanianka od blisko dziesięciu lat mieszkająca w Helsinkach. Z wykształcenia filolog fiński, a z zamiłowania matka czworga i mól książkowy. Katoliczka, od jedenastu lat we wspólnocie neokatechumenalnej. Pasjonują mnie różnice kulturowe i szeroko pojęty dialog międzyludzki. Za najlepszą szkołę życia uważam małżeństwo i rodzicielstwo - to szansa na to, by dojrzewać, a jednocześnie pozostawać dzieckiem.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry