Nowości
Początek / RB i wiara / Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale… (2)
Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale… (2)
fot. Paweł Piwosz

Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale… (2)

Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale… (2)

 

… nie wiem, od czego zacząć.

 

A przecież już zacząłeś/zaczęłaś. Przecież ono odkąd jesteście razem poznaje: Twój stosunek do siebie samego, do niego, do innych, do Boga. Ono cały czas uczy się o Tobie i od Ciebie.

Jeśli żyjesz w relacji do Boga, to Twoje dziecko już wychowuje się w wierze. Jeśli nie, to także uczy się czegoś o Bogu i relacji do Niego.

Oczywiście każdy etap życia przynosi inne wyzwania, możliwości, zadania dla rodzica. Ale wychowanie w wierze to nie to samo co przekaz treści religijnych, który można odbyć raz na jakiś czas.

 

Natrafiłam niedawno na wspaniały tekst Tomasza Dekerta („Palec ojca” [w:] W drodze 5/2011) o tym, jak ojciec wychowuje swoje dzieci w wierze. Oto fragment:

 

dość powszechne jest myślenie o wprowadzaniu dzieci w wiarę w kategoriach czegoś, co trzeba im jakoś dać, ale czego związek z tzw. realnym życiem jest luźny, a w każdym razie niepewny czy niejasny. Tymczasem sama natura wiary czy religii (…) jest taka, że chce obejmować i przenikać każdy obszar naszego życia, myślenia i działania. [...]

Na długo przed tym, nim werbalnie zaczniemy przekazywać naszym dzieciom jakiekolwiek sądy i kierować ich zachowaniem, świat ich wartości i wzorców kształtuje się w oparciu o przykład, o to, co bacznie obserwują każdego dnia. I nie kończy się to z chwilą, gdy zaczynają rozumieć nasze prośby, polecenia czy też uzasadnienia.

 

Jestem mamą. Ale jestem też córką Boga. O ile czasem słyszę wątpliwości, jak uczyć dziecko bycia dzieckiem, a nie kopią dorosłego (no bo czy od nas, dorosłych, może uczyć się relacji z równieśnikami itp.? Chyba tylko w drobnej mierze), to w odniesieniu do Boga jest to moim zdaniem nie tylko możliwe, ale podstawowe. Choć IV (V, jeśli trzymać się mocniej biblijnego podziału) przykazanie mieści się  jeszcze na pierwszej z tablic, a zatem odnosi się do naszej relacji do Boga, to jednak rodzice są nie tylko tymi, przez których Bóg uczy dzieci o swojej miłości, swoim planie dla nich. Ale także tymi, którzy uczą się cały czas kochać Boga, kochać bliźnich, także siebie samych.

To ważne, by nie tylko uczyć dziecko słów modlitw i gestów, ale aby uczyło się codziennie, że my naprawdę się modlimy. Że pamiętamy o tym, że mamy Ojca w niebie. Że prosimy Go o pomoc, dziękujemy Mu za dobro, przepraszamy za zło i wielbimy, bo po prostu kochamy. Pisząc to, zdałam sobie sprawę, że moje dziecko chyba nigdy nie słyszało, żebym mówiła Bogu: „kocham Cię”. Mam już pomysł na zadanie adwentowe dla siebie samej;)

fot. Paweł Piwosz

fot. Paweł Piwosz

 

Zatem już zaczęłaś/zacząłeś. Teraz możesz poddać to refleksji. Odkryć, czego twoje dziecko uczy się o Bogu, o tym, kim On jest dla nas. Pomyśleć, co z tego chcesz zachować, a co zmienić. Znaleźć mocne strony swojej relacji z Bogiem, choćby jedną rzecz, która naprawdę Cię pociąga w Ewangelii i, żyjąc nią, pokazywać to dziecku.

 

Kiedy piszę o pokazywaniu, mam na myśli dwie sprawy. Jedna to przekaz nieplanowany, często mało świadomy. To po prostu to, jak żyjemy. Druga to działania celowe, to, co dziecku opowiadamy, na co zwracamy jego uwagę. Idealnie, gdyby były w harmonii.

 

Jednym z najważniejszych wspomnień z mojego dzieciństwa (nie pamiętam, ile miałam wówczas lat, ale na pewno chodziłam wtedy do ośmioklasowej podstawówki) jest sytuacja, kiedy moich Rodziców spotkało coś złego. I kiedy siedzieli z Biblią w ręce (dodam, że nie był to codzienny widok w moim domu, ale też nie był to widok dziwny ani niespotykany), szukali fragmentu Listu do Rzymian o tym, by zło dobrem zwyciężać. Przeczytali go głośno i rozmawiali, co zrobić. Ja byłam obok, nie pamiętam, na ile w tej rozmowie uczestniczyłam, ale z pewnością nie kryli się z nią przede mną. Na całe życie został mi obraz rodziców, którzy szukają odpowiedzi u Boga. Rodziców, którzy chcą zło dobrem zwyciężać. Już nie kojarzę, czego dotyczyła sprawa, ani jakie znaleźli rozwiązanie. Ale i tak jest to jeden z najcenniejszych dla mnie skarbów, jakie mi przekazali.

 

Możesz także dzielić się tym, że szukasz, że chcesz znaleźć, ale jeszcze nie wiesz. W ten sposób nauczysz dziecko, że religia to nie tabliczka mnożenia. Moim zdaniem bardzo ważne, by łączyło się to z szukaniem w źródłach (a nie tylko opowiadaniem o tym, że mamy wątpliwości albo nie znamy odpowiedzi): Piśmie, wartościowych książkach oraz, oczywiście, na modlitwie. Byłoby wspaniale, gdyby dziecko znało kogoś, kogo może zapytać, jak on to widzi. Może to być ktoś z rodziców chrzestnych, krewnych, przyjaciół rodziny, katecheta, siostra zakonna, ksiądz – najlepiej ktoś bliski rodzinie. Nie bój się, że dziecko napotka na pytania, na które nie będzie znało odpowiedzi. Gdyby mój Tata nie rozważał ze mną w niedzielne poranki podczas rodzinnego kotłowania się w łóżku różnych fragmentów Pisma, nie pytał, czy Bóg może stworzyć kamień, którego sam nie mógłby udźwignąć, nie dyskutował o potrzebie lub braku potrzeby dowodów na istnienie Boga… zapewne nie byłabym teolożką. A kocham to, że nią jestem!:)

 

Zawsze jest dobry czas, żeby zacząć. Nie czekając na bardziej sprzyjające okoliczności, ale bazując na tym, co jest. Jak zwykle, chcę podać kilka propozycji, które mogą być inspiracją. Nie jest to lista zakupów, nie musisz wziąć z niej wszystkiego. Z pewnością też jest bardzo niepełna.

Rozważ jednak:

  • czy dziecko widuje, jak się modlisz?

  • czy czyta się u Was w domu Pismo Święte, nie tylko to dla dzieci i nie tylko z dziećmi?

  • czy modlitwa kojarzy się twojemu dziecku jedynie ze słowną formułą do wypowiedzenia, czy też wie, że z Bogiem można rozmawiać o własnym życiu?

  • co lepiej sprawdzi się w waszym domu: wybrany odświętny czas na poruszanie spraw wiary (np. w niedzielę po powrocie z kościoła) czy codzienne drobne napomknienia o Bogu i Jego miejscu w naszym życiu? A może da się zrobić jedno i drugie?

  • czy twoje dziecko wie, z kim (poza rodzicami) mogłoby porozmawiać o Bogu?

 

I, jeśli mogę pozwolić sobie na ostatnią radę, to chcę poradzić: przede wszystkim się nie bój!

Nie bój się, że powiesz coś nie do końca mądrego. Jeśli dasz dziecku narzędzia w postaci modlitwy, czytania Pisma, wspólnoty, wskazania innych osób, z którymi może rozmawiać, to ono samo dowie się, że coś mogło być błędem. Ważne, że w ogóle te tematy się dla Ciebie liczą!

Nie bój się tego, że nie jesteś profesorem teologii, że miewasz trudności w wierze, że nie jesteś mistrzem opowiadania, że grzeszysz, że nie jesteś Panem Bogiem. Rozwijaj się, dbaj o swoją relację z Nim, to na pewno będzie z korzyścią także dla dziecka. Ale nie czekaj, aż rozwiążesz wszystkie te problemy, nim zaczniesz opowiadać o Bogu. Módl się o łaskę, która pomoże Ci wspierać dziecko w rozwoju i rób tyle, ile dziś możesz. I tak cały czas uczysz je o Bogu, możesz jednak robić to bardziej świadomie. I razem z nim wzrastać.

 

Część pierwsza cyklu „Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale…” znajduje się TUTAJ.

Agnieszka Piskozub-Piwosz

Z wykształcenia teolożka, religioznawczyni i anglistka. Z praktyki wciąż się nawracająca katoliczka, żona, mama, nauczycielka angielskiego, redaktorka i tłumaczka. Chciałaby robić masę rzeczy, uczy się wybierać. Autorka bloga: http://lovespatient.wordpress.com/

4 komentarzy

  1. Czytałam ten tekst kilka dni temu. Napisałaś o mówieniu Bogu o kochaniu. To jest dla mnie dziwny temat, bo… nie wiem jak to opisać, ale kocham to ja moje dzieci, męża. Czy to kręcenie się wokół Pana Boga, którego nawet boję się nazwać wiarą, to jest miłość…? Hm… tak sobie myślałam. A dzisiaj przytula się do mnie moja córcia Ola i mówi ni stąd ni zowąd (naprawdę, nie rozmawiałam z nią na ten temat w międzyczasie) „Kocham Pana Boga” Ja: a dlaczego tak mówisz? Ola: „bo gdyby nie zrobił ciebie i mnie to byśmy się nie mogły tak kochać.”
    No i już też mam o czym myśleć w tym Adwencie:) Pozdrawiam serdecznie
    P.s. Jest jakieś ciepło ogromne i taka ufna otwartość w tym co piszesz, ze ja, która nie wiem czego szukam tak naprawdę i w którym jestem miejscu tej drogi do Boga, jestem po twoim tekście pełna animuszu, żeby jednak raczej szukać niż sobie odpuszczać…:)

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Ewo, ogromnie dziękuję Ci za ten komentarz. To bardzo ważne dla mnie wiedzieć, że ktoś czyta i że te słowa działają w czyimś sercu:) Tak właśnie staram sie pisać, bo faktycznie ta ufna otwartość we mnie jest – taką łaskę od Pana otrzymałam:) Serdeczności!

    • Lubię takie niespodziewane sytuacje (znaki?). Dają one dużo do myślenia.

  2. dziekuje za to rozwazanie, porzadkuje u mnie wiele rzeczy i odpowaiada na wiele pytan. Dodaje odwagi, ze to za czym tesknie-rodzina Bogiem silna, moze zaistniec mimo mojej niedoskonalosci. Pozdrawiam:)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry