Nowości
Początek / Rodzicielstwo bliskości / Odpowiedzialność za czynienie dobra
Odpowiedzialność za czynienie dobra
fot. Ania Chojowska-Szymańska

Odpowiedzialność za czynienie dobra

 Agnieszka Piskozub-Piwosz: Prosto z mostu: kto przynosi prezenty?

Agnieszka Stein: U nas w domu wszyscy robią prezenty dla wszystkich – obdarowujemy się nawzajem. Przygotowujemy też podarki dla innych osób. Im też nie „ktoś przynosi” prezenty, tylko aby je dostały, to my musimy je wymyślić, zrobić i podarować.

APP: Przygotowując się do tej rozmowy, podpytywałam innych rodziców o to, jak sprawy się mają w ich rodzinach, czytałam także trochę anglojęzycznych tekstów na temat „Mikołaj a Rodzicielstwo Bliskości”. Okazuje się, że to, co z taką łatwością przedstawiasz, dla niektórych wcale nie jest takie proste i oczywiste. Rodzice mają dużo obaw, czy nie pozbawią dziecka „magii świąt”, jeżeli nie opowiedzą mu, że to Mikołaj przynosi prezenty. Wielu uważa, że opowieść o Mikołaju, mit Mikołaja jest dzieciom potrzebny.

[Rozmowie przysłuchuje się syn Agnieszki, Sergiusz, który dzieli się swoim doświadczeniem.]

Sergiusz: Jakbyś mi powiedziała, że to Mikołaj przynosi prezenty, to ja bym Ci w ogóle nie pozwalał robić prezentów dla innych, bo przecież Mikołaj przyniesie…

AS: Wracając do „magii”: wydaje mi się, że to jest jakieś nasze, dorosłe, wyobrażenie o tym, czego dzieci potrzebują. Bywa tak, że jeśli człowiek doświadczył czegoś we własnym dzieciństwie, to traktuje owo doświadczenie jako wyznacznik tego, co jest dobre, kryterium tego, jak rzeczy powinny wyglądać. Dlatego każde odejście od własnego doświadczenia może budzić niepokój. W przypadku doświadczeń trudnych, które nie pozostawiły dobrych wspomnień, łatwiej przyjąć możliwość zmiany scenariusza. Natomiast jeżeli jakieś doświadczenie było przynajmniej częściowo pozytywne a domyślam się, że czekanie na Mikołaja jest generalnie pozytywnym doświadczeniem to trudno sobie wyobrazić, że bez takiego doświadczenia także można dobrze funkcjonować i mieć pozytywne przeżycia. Niełatwo z tym polemizować, bo jeżeli człowiek mówi, że dla niego odwiedziny Mikołaja były magicznym przeżyciem – to tak właśnie było. Pytanie jednak: czy to jest jedyny sposób na fajne dzieciństwo? Są dzieci, które od początku wiedzą, że „Mikołaja nie ma” i nie sądzę, by przeżywały to w kategorii straty jako stratę.

fot. Ania Chojowska-Szymańska

fot. Ania Chojowska-Szymańska

APP: Ale czy Mikołaja naprawdę nie ma? Przecież on jest, funkcjonuje w świecie baśni czy mitu…

AS: Nawet nie w świecie baśni i mitu, tylko raczej w świecie tradycji, historii. W przedszkolu, w którym pracuję, rozmawia się z dziećmi o tym, kim był święty Mikołaj. Nie przychodzi on w czapce z filmów Disneya, ale w stroju biskupa – bardzo się o to dba. I rozmawia się o nim z dziećmi w kategoriach prawdy historycznej. Może trochę legendy, bo nie wiadomo dokładnie, jak to było, ale wyjaśnia się dzieciom, że jest taki zwyczaj i skąd się wziął. To nie ta sama kategoria co wróżki, krasnoludki i smoki. Mam jednak poczucie, że dla wielu ludzi, którzy mówią o Mikołaju, to tak właśnie jest. W jednym szeregu z pytaniami o Mikołaja stawiają kolejne: „jak można nie powiedzieć dziecku tego, że wróżka zabiera ząbki?”; „jak można nie mówić dziecku, że istnieją krasnoludki?” itd. Według nich istnieje cały zestaw spraw, o których należy mówić małym dzieciom po to, by im nie odebrać magii dzieciństwa.

APP: A czy dzieci rzeczywiście tego nie potrzebują? Rozmawiałam z mamą, której dziecko uczęszcza do przedszkola waldorfskiego. Opowiadała mi, jak bardzo podkreśla się tam znaczenie świętowania, celebrowania różnych opowieści, których dziecko racjonalnie nie rozumie, ale może przeżywać – takiego właśnie czaru niezwykłości…

AS:Całe podejście steinerowskie jest bardzo ezoteryczne. Wielu chrześcijańskich rodziców ma poczucie, że jest tu coś nie w porządku. Sama mam mieszane uczucia co do tego podejścia. Podobnie jak Mikołaja, w przedszkolach waldorfskich świętuje się różne święta niechrześcijańskie. Ta obrzędowość, sam sposób świętowania, bardzo mi się podoba. Nie rozumiem natomiast, czy do tego, żeby dziecko uczestniczyło w jakiejś wspólnocie, w jakimś przeżyciu, jest mu potrzebne zafałszowanie czegoś. Moim zdaniem, zachodzi ogromna różnica między takim podejściem a przekazywaniem dziecku tego, w co sami wierzymy, i włączaniem go we wspólnotę tego, w co wierzymy. Mam poczucie, że to coś zdecydowanie innego niż opowiadanie dziecku o czymś, o czym wie się, że nie jest takie, jak mówimy.

Poza tym prawda jest prostsza niż kłamstwo. Kiedy się opowiada nieprawdę, to znaczy coś, o czym się wie, że nie jest prawdą, tylko jakąś „wersją dla dzieci”, wówczas wymaga to później bardzo dużo zaangażowania, żeby tę wersję utrzymać. Jak powiem, że w Wigilię prezenty przynosi aniołek, to potem muszę odpowiadać na pytania: „Czemu u Stasia przynosi Mikołaj? To kto naprawdę przynosi?” albo „Dlaczego na tamtej ulicy był Mikołaj, a tu za rogiem jest następny?” itp. Tymczasem prawda upraszcza rzeczywistość.

APP: Jak zatem odpowiadasz na pytanie: „Czemu w sklepie jest Mikołaj, czemu w przedszkolu jest Mikołaj?” i inne, podobne?

AS: Mówię, że ludzie mają taki zwyczaj. Że fajnie jest świętować i świętujemy różne rzeczy, z czym wiążą się różne zwyczaje. Każde święto niesie ze sobą jakiś zwyczaj.

APP: Jak uważasz, czemu wiele osób chce wprowadzać postać świętego Mikołaja jako tego, kto przynosi prezenty, w życie swoich rodzin? Jakie potrzeby za tym stoją?

AS: Na pewno stoi za mówieniem o Mikołaju potrzeba dawania, obdarowywania dziecka. Myślę, że także potrzeba dzielenia się czymś, w czym samemu brało się udział. To może być potrzeba wspólnoty z dzieckiem, dzielenia z nim jakiegoś doświadczenia. Jeżeli mi mówiono o Mikołaju, to ja też bym chciała, żeby moje dziecko przeżyło w dzieciństwie tę samą magię co ja. Historia z Mikołajem to trochę taka tradycja, która scala rodzinę przez podobieństwo doświadczeń z dzieciństwa.

Przy okazji trochę się zastanawiam, jak to jest w rodzinach, w których na przykład u mamy prezenty przynosił Gwiazdor, a u taty Mikołaj.

Agnieszka Stein

Agnieszka Stein
Psycholog. Od 1999 roku pomaga dzieciom i ich rodzicom radzić sobie w różnych trudnych sytuacjach, jakie pojawiają się w wielu rodzinach. Udziela indywidualnych konsultacji w trudnościach wychowawczych. Pomaga rodzicom w rozpoznawaniu trudności rozwojowych i podpowiadam, jak wspierać dzieci. Udziela pomocy rodzicom zagubionym w gąszczu obecnie dostępnych, często wzajemnie sprzecznych porad i zaleceń i pomaga im czerpać radość z rodzicielstwa i osiągać równowagę między potrzebami wszystkich członków rodziny. Prowadzi warsztaty dla rodziców oraz współpracuje z przedszkolami i szkołą Montessori. Specjalizuje się w pracy w nurcie Rodzicielstwa Bliskości. W pracy z różnymi trudnościami dzieci stosuje podejście niedyrektywne, oparte na zaufaniu do kompetencji dziecka i podążaniu za jego potrzebami.

8 komentarzy

  1. No dobrze, a co z kolegami i koleżankami naszego dziecka, które w „magicznego” Mikołaja nie wierzy? Jak w duchu NVC i chrześcijańskiej miłości bliźniego nauczyć dziecko rozmowy z tymi kolegami? Nie możemy chyba powiedzieć, że to nie nasz problem, i pozwolić dziecku „głosić prawdę” kosztem załamania innych kilkulatków. Jak uświadomić dziecku, że w innych domach dzieci wierzą, że to Mikołaj przynosi prezenty pod osłoną nocy, i że nasze dziecko powinno to uszanować? Bo uważam, że powinno. A nawet bardziej my niż ono.
    Nawiasem mówiąc piszę niby w pierwszej osobie, ale na razie nie jestem przekonana (choć gdyby nie teksty na tej stronie, w ogóle bym się nad tą kwestią nie zastanawiała;)), że „magiczny” Mikołaj jest taki zły – zwłaszcza że u mnie w rodzinie Mikołaj był od 6 grudnia, ale prezenty choinkowe robiliśmy już sami. Tak czy siak z tematem zmierzymy się pewnie najwcześniej za rok czy dwa, bo siedmiomiesięczniak Mikołajem w ogóle się nie interesuje ;)

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Hmm, ja uznałam, że to jest sprawa między dziećmi. Nie każę Córce nikogo w sprawie Mikołaja „nawracać”, ale też Jej tego nie zabraniam. Jest cała masa spraw, moim zdaniem często znacznie ważniejszych, którymi się różnią poszczególne domy i rodziny, i dzieci o nich rozmawiają (albo nie). Moim zdaniem to zupełnie normalne i OK. Czemu Cię to niepokoi?

  2. Dziękuję za tę rozmowę. Czekałam na nią od dawna – zebrałyście w niej i potwierdziłyście wszystkie moje intuicje i przeczucia. Będę polecać Wasz dialog znajomym, bo czasem rozmawiam z ludźmi o Mikołaju i nie zawsze spotykam się ze zrozumieniem. Pięknie to wszystko ponazywałyście. Jeszcze raz dziękuję!!!

  3. Hm, moje dylematy są na razie teoretyczne, bo jestem mamą niemowlaka. Masz rację, że kwestia Mikołaja to jedna z wielu, które różnią poszczególne domostwa. Niemniej tym bardziej jestem ciekawa, jak wygląda nie tyle NVC pratykowane przez rodziców wobec dziecka, co uczenie dziecka stosowania NVC wobec rówieśników.

  4. I u nas rozważania o Mikołaju na blogu: http://tomitobi.pl

  5. Żyć pełnią życia i cieszyć się każdą chwilą. Szczęśliwego Nowego Roku.

    http://member.my-addr.com/uploads/images/1489.jpg

  6. Agnieszko jedna i druga bardzo, bardzo dziękuję za tę rozmowę! Po prostu.

Odpowiedz Marta Duszyńska Skasuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry