Nowości
Początek / Rodzicielstwo bliskości / Odpowiedzialność za czynienie dobra
Odpowiedzialność za czynienie dobra
fot. Ania Chojowska-Szymańska

Odpowiedzialność za czynienie dobra

APP: Rozmawiałam kiedyś ze znajomymi, którzy przygotowują się do roli rodziców. Dla nich temat tego, kto przynosi prezenty, był jednym z ważnych tematów rodzicielskich – do ustalenia jeszcze zanim urodzi się dziecko. Zrobiła się z tego wielka sprawa, bo trzeba też było ustalić jakąś wersję wspólną z dziadkami…

AS: No właśnie mówię, że robi się z tego wielka sprawa. To zupełnie co innego niż opowiedzenie dziecku o rodzinnych zwyczajach, co mogłoby być naprawdę fajną okazją: „u nas było tak, a u nas tak”… A w tym, co mówisz, słyszę jakieś udawanie…

APP: Spisek mikołajowy? [śmiech]

Zastanawiam się jeszcze nad potrzebą zabawy. Mówiłam o tym, że moim zdaniem wcale nie przeszkadza dzieciom w zabawie w Mikołaja wiedza o tym, że to nie jest postać tak samo obecna w świecie jak mama czy tata.

AS: Oczywiście, że tak jest. To jest też radość włączania dzieci w jakąś tradycję. Podobnie jest z opowiadaniem dzieciom o świętych: co dany święty robił, co jest prawdą, co legendą o nim (bo o niektórych wczesnochrześcijańskich świętych niewiele wiadomo i obrośli w legendy). Pamiętam, jak rodzice mi opowiadali o św. Agnieszce. Myślę, że z Mikołajem może być podobnie i można o nim opowiadać właśnie w ten sposób.

APP: Co radziłabyś w sytuacji, kiedy jakiś rodzic uzna, że niepotrzebnie powiedział dziecku, że Mikołaj przynosi prezenty, a teraz chciałby to odkręcić?

AS: Przychodzą do mnie po radę rodzice dzieci sześcio- czy siedmioletnich, którzy zaczynają czuć potrzebę, by powiedzieć dziecku, jak to faktycznie jest z tym Mikołajem, bo stwierdzają, że jest już na tyle duże, że czas Mikołaja dla niego minął. Przychodzą też rodzice, którzy z przerażeniem mówią, że dziecko zostało „uświadomione” w tej kwestii przez kolegę albo starszego brata. Tak to trochę jest – jak się mówi nieprawdę, to trzeba ponosić konsekwencje tego i radzić sobie ze skutkami…

[Sergiusz podpowiada, że takie dziecko czuje się oszukane i okłamane przez rodzica.]

AS: Zgadzam się, że mamy tu do czynienia z uczuciem zawodu, że się było okłamywanym. Dorośli tego często nie pamiętają, ale gdy pytam rodziców, jak dziecko zareagowało, gdy powiedzieli mu, że to jednak nie Mikołaj przynosi prezenty, to bywa tak, że się dziecko obraziło, że zademonstrowało, jak duży to dla niego zawód.

APP: Ktoś mógłby powiedzieć, że rozczarowanie jest też ważnym elementem dzieciństwa.

AS: Pewnie, że jest ważnym. Myślę, że rozczarowań nie da się uniknąć. Na pewno nie chciałabym, by moje dziecko uniknęło wszelkich rozczarowań. Ale czemu miałoby być rozczarowane akurat tym, że ja je okłamałam? To trochę taki strzał we własne kolano.

Myślę, że im wcześniej powiemy dziecku prawdę, tym lepiej. Z wieloma rzeczami tak jest.

[Sergiusz ma jednak bardziej jednoznaczne stanowisko:

Lepiej jest od początku powiedzieć dziecku, że nie ma Mikołaja, bo potem będzie mu źle z tym, jak się okaże, że mama albo tata go okłamywali. A na dodatek, jeśli okłamiesz dziecko, to może sobie pomyśleć, że skoro rodzice go okłamywali, to ja mogę innych okłamywać.]

AS: Dzieci są bardzo radykalne moralnie i może być tak, że jedna nieprawda może mieć dla nich znaczenie. Mają też dużo ostrzejsze kryteria tego, co jest kłamstwem, a co nie.

APP: Masz propozycję, jak powiedzieć dziecku o tym, że to jednak nie Mikołaj?

AS: Myślę, że można by przedstawić sposób na świętowanie Mikołaja podobny do tego, o którym mówiłam na początku – jak jest u nas w domu. Czyli pokazać, że to my – kochający się wzajemnie ludzie – robimy prezenty. Pokazać, że jeśli my tego nie zrobimy, to podarków nie będzie. Dla mnie to także kwestia włączania dziecka we współodpowiedzialność za rodzinę. Doświadczenie tego, że prezenty nie pojawiają się w magiczny sposób, tylko ja myślę nad tym, co zrobić, żeby sprawić komuś radość, żeby dostał prezent i żeby było mu miło.

fot. Ania Chojowska-Szymańska

fot. Ania Chojowska-Szymańska

APP: A co myślisz o tym, żeby w ogóle nie inicjować tematu, tylko pozwolić dzieciom załatwić to samodzielnie? Rozmawiałam z rodzicem kilkorga dzieci, który opowiadał mi, że u nich starsze dzieci z czasem wprowadzały młodsze w to, o co chodzi z Mikołajem i prezentami.

AS: Osobiście wolałabym być tą osobą, która przekazuje dziecku prawdę, nie chciałabym, żeby robiły to za mnie starsze dzieci (podobnie jak to się dzieje z tematami dotyczącymi seksu, gdzie zwykle dzieci dowiadują się dużo od starszego rodzeństwa). Chciałabym mieć w tym udział.

APP: Uważasz, że to, czy Mikołaj przynosi prezenty, to aż taki ważny temat?

AS: Ważne jest dla mnie to, że jeżeli ja dziecku coś opowiedziałam, to ja ponoszę też odpowiedzialność za to, by później to odkręcić – nie oczekuję, że dokona się to samo. Ponoszę odpowiedzialność, by wesprzeć dziecko w sytuacji, gdy się dowie, że jednak jest inaczej, niż wcześniej mówiłam.

APP: Mówisz: „jeżeli ja powiedziałam”. A co w sytuacji, kiedy rodzic w ogóle nie wprowadza tematu Mikołaja, ale dziecko słyszy o nim w przedszkolu, klubie malucha, jeszcze gdzieś indziej, gdzie ten Mikołaj funkcjonuje. To dziecko może nie ma żadnego problemu z Mikołajem, przyjmuje go po prostu jako oczywistość, o którą na tym etapie nie pyta. Myślisz, że w takiej sytuacji trzeba poruszać w domu temat tego, kto naprawdę przynosi prezenty?

AS: No ale przychodzą w domu święta i co? Wracam do tego, ponieważ jest to dla mnie ważne. Kiedy zbliża się Boże Narodzenie, mówię do syna: „Sergiusz, chodź, zrobimy i kupimy prezenty dla innych”. A ponieważ Sergiusz nie dysponuje pieniędzmi, to gdybyśmy poszli do sklepu i kupili wszystkie podarki, byłyby to prezenty od mamy, a nie od niego, więc Sergiusz wykonuje prezenty własnoręcznie. Jest to dla mnie tak wartościowy „element wychowawczy”, że nie chciałabym go stracić, przekazując opowieść o tym, że prezenty przynosi ktoś inny. W naszej rodzinie bywa też, że ktoś pyta: „Co chciałbyś dostać?” i wtedy dziecko wie, że babcia czy ciocia interesuje się tym, co mu dać, chce wiedzieć, jaki prezent mu zrobić.

APP: To, co mówisz, jest mi bliskie. Kiedy Ania miała dwa lata, powiedzieliśmy jej, że na święta Bożego Narodzenia przygotowujemy prezenty dla naszych bliskich, no i pomagała nam wtedy wybierać prezenty w sklepie. Było dla mnie naprawdę poruszające, kiedy zaczęła przypominać: „A co z Babcią X, Ciocią X, Dziadkiem? Co im kupimy?”. Na początku bywało, że brała pierwszą lepszą rzecz z półki w sklepie, żeby kupić cokolwiek od nas dla wybranej osoby. Ale to też było pouczające, bo rozmawialiśmy o tym, że Babcia lubi kremy, a Dziadek wolałby film, a druga Babcia książki itp. Wzruszyło mnie wtedy i to, iż sama zauważyła, że ja nie kupiłam prezentu dla siebie, więc trzeba go kupić…

AS: No właśnie. Może to nie jest „magia”, ale naprawdę czuję, że to coś ważnego. Że można zaprosić dziecko do udziału w czymś, co jest dla mnie ważniejsze niż magia – w robieniu tej „magii” dla innych. Ona nie bierze się z tego, że prezenty przynosi jakiś „czarodziejski” Mikołaj/Gwiazdor czy ktoś inny, ale z tego, że my się o innych troszczymy. To jest bliższe mojemu widzeniu rzeczywistości.

APP: Intryguje mnie to, co mówisz o „swoim widzeniu rzeczywistości”, o tym, co jest prawdą… Myślę o mojej Córce, obecnie czteroletniej, która świetnie radzi sobie z funkcjonowaniem zarówno w tym świecie realnym, o którym mówisz, jak i w świecie wyobraźni, zabawy. Wie, że nie jest kotkiem, nie ma ogona czy wąsów, ale konsekwentnie przez cały dzień bawi się, że jest kotkiem i pilnuje, by się do niej jako do kotka zwracać itd. Czy to konieczne, by w kwestii prezentów trzymać się tylko tego, co realne?

AS: Myślę, że można wiedzieć o tym, że nie jest tak, że Mikołaj w jakiś tajemniczy sposób te prezenty przynosi, a jednocześnie celebrować, świętować…

APP: Właśnie do tego zmierzam. Myślisz, że to możliwe?

AS: Tak. Także ludzie dorośli mnóstwo takich rzeczy robią!

Agnieszka Stein

Agnieszka Stein
Psycholog. Od 1999 roku pomaga dzieciom i ich rodzicom radzić sobie w różnych trudnych sytuacjach, jakie pojawiają się w wielu rodzinach. Udziela indywidualnych konsultacji w trudnościach wychowawczych. Pomaga rodzicom w rozpoznawaniu trudności rozwojowych i podpowiadam, jak wspierać dzieci. Udziela pomocy rodzicom zagubionym w gąszczu obecnie dostępnych, często wzajemnie sprzecznych porad i zaleceń i pomaga im czerpać radość z rodzicielstwa i osiągać równowagę między potrzebami wszystkich członków rodziny. Prowadzi warsztaty dla rodziców oraz współpracuje z przedszkolami i szkołą Montessori. Specjalizuje się w pracy w nurcie Rodzicielstwa Bliskości. W pracy z różnymi trudnościami dzieci stosuje podejście niedyrektywne, oparte na zaufaniu do kompetencji dziecka i podążaniu za jego potrzebami.

8 komentarzy

  1. No dobrze, a co z kolegami i koleżankami naszego dziecka, które w „magicznego” Mikołaja nie wierzy? Jak w duchu NVC i chrześcijańskiej miłości bliźniego nauczyć dziecko rozmowy z tymi kolegami? Nie możemy chyba powiedzieć, że to nie nasz problem, i pozwolić dziecku „głosić prawdę” kosztem załamania innych kilkulatków. Jak uświadomić dziecku, że w innych domach dzieci wierzą, że to Mikołaj przynosi prezenty pod osłoną nocy, i że nasze dziecko powinno to uszanować? Bo uważam, że powinno. A nawet bardziej my niż ono.
    Nawiasem mówiąc piszę niby w pierwszej osobie, ale na razie nie jestem przekonana (choć gdyby nie teksty na tej stronie, w ogóle bym się nad tą kwestią nie zastanawiała;)), że „magiczny” Mikołaj jest taki zły – zwłaszcza że u mnie w rodzinie Mikołaj był od 6 grudnia, ale prezenty choinkowe robiliśmy już sami. Tak czy siak z tematem zmierzymy się pewnie najwcześniej za rok czy dwa, bo siedmiomiesięczniak Mikołajem w ogóle się nie interesuje ;)

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Hmm, ja uznałam, że to jest sprawa między dziećmi. Nie każę Córce nikogo w sprawie Mikołaja „nawracać”, ale też Jej tego nie zabraniam. Jest cała masa spraw, moim zdaniem często znacznie ważniejszych, którymi się różnią poszczególne domy i rodziny, i dzieci o nich rozmawiają (albo nie). Moim zdaniem to zupełnie normalne i OK. Czemu Cię to niepokoi?

  2. Dziękuję za tę rozmowę. Czekałam na nią od dawna – zebrałyście w niej i potwierdziłyście wszystkie moje intuicje i przeczucia. Będę polecać Wasz dialog znajomym, bo czasem rozmawiam z ludźmi o Mikołaju i nie zawsze spotykam się ze zrozumieniem. Pięknie to wszystko ponazywałyście. Jeszcze raz dziękuję!!!

  3. Hm, moje dylematy są na razie teoretyczne, bo jestem mamą niemowlaka. Masz rację, że kwestia Mikołaja to jedna z wielu, które różnią poszczególne domostwa. Niemniej tym bardziej jestem ciekawa, jak wygląda nie tyle NVC pratykowane przez rodziców wobec dziecka, co uczenie dziecka stosowania NVC wobec rówieśników.

  4. I u nas rozważania o Mikołaju na blogu: http://tomitobi.pl

  5. Żyć pełnią życia i cieszyć się każdą chwilą. Szczęśliwego Nowego Roku.

    http://member.my-addr.com/uploads/images/1489.jpg

  6. Agnieszko jedna i druga bardzo, bardzo dziękuję za tę rozmowę! Po prostu.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry