Nowości
Początek / Rodzicielstwo bliskości / Mikołaj a zaufanie
Mikołaj a zaufanie
fot. Ania Chojowska-Szymańska

Mikołaj a zaufanie

Czy święty Mikołaj szkodzi zaufaniu?

 

Odbyłam ostatnio z przyjaciółką ciekawą rozmowę na temat Mikołaja. Zastanawiałyśmy się, czy mówienie dziecku, że święty Mikołaj istnieje, jest w porządku. Czy to tylko nieszkodliwe kłamstwo w dobrej wierze, niewinna i pełna miłości próba podarowania dziecku przyjemności wspólnego udawania oraz zapewnienia go o przynależności do otaczającej je kultury? Czy też przede wszystkim jest to bezwzględne kłamstwo, które może zaszkodzić kluczowej dla dziecka zdolności do ufania?

 

Choć nauczyliśmy naszego syna Jasona wierzyć w świętego Mikołaja, martwiłam się o przyszłe skutki tej decyzji, jako że mnie samej nie opowiadano w dzieciństwie historii świętego. Moje obawy potwierdziły się, kiedy ośmioletni Jason zapytał, czy święty Mikołaj istnieje naprawdę. Do dziś pamiętam wyraz rozczarowania, zmieszania i smutku, jaki pojawił się na jego twarzy, kiedy łagodnie, jak tylko umiałam, przyznałam, że Mikołaj tak naprawdę jest fikcją. I choć opowiedziałam wtedy Jasonowi historię świętego Mikołaja z Patary, nie pocieszyła go ona zbytnio. Od tamtej pory żałuję naszej pierwotnej decyzji.

 

W jaki sposób możemy jako rodzice wyznaczyć granice pomiędzy niewinną fantazją, tak ważną w życiu dziecka, a szkodliwym kłamstwem, które nieuchronnie trzeba będzie później wyjaśnić? Dzieci znakomicie rozwijają się dzięki wyobraźni i udawaniu. Uwielbiają wymyślone historie i fikcyjne postaci, same chętnie nadając imiona i niepowtarzalne osobowości lalkom i pluszakom. Fantazja i zabawa są nieodłącznymi składnikami życia każdego dziecka, ponieważ nie tylko dają radość i dobry humor, ale też rozwijają dziecięca wyobraźnię i umiejętność nieszablonowego myślenia. Wyobraźnia jest kluczowa dla myślenia i rozwiązywania problemów. Jaka jest zatem różnica między zdrowym fantazjowaniem a oszustwem, które naraża na szwank zaufanie pomiędzy rodzicem a dzieckiem? Czy można mieć fantazję bez kłamstwa?

 

Dla mnie ta zagadka była bardzo trudna do rozwiązania, ale po przemyśleniu sprawy uznałam, że być może istnieje złoty środek. Gdyby po prostu opowiadać dzieciom historię świętego Mikołaja o dobrotliwym starszym panu, który zostawia dzieciom prezenty w swoim wymyślonym świecie, nie wychodząc jednak poza fikcyjny świat opowieści, nie byłoby potrzeby wyjaśniania kłamstwa, jakoby Mikołaj zostawiał prezenty dla dzieci w naszym świecie. Rodzice z dziećmi mogliby wspólnie bawić się w świętego Mikołaja, szykując podarunki dla siebie nawzajem, tak jak Mikołaj w opowieści. Takie podejście do sprawy pozwala dzieciom poznać przyjemność obdarowywania rodziców i rodzeństwa, a także pokazuje i pozwala docenić wysiłki, jakie rodzice podejmują na rzecz dzieci. W tradycyjnym modelu nie ma tych możliwości.

 

Dzieci potrzebują zgodnego z prawdą obrazu świata

W kwestii Mikołaja, podobnie jak w przypadku opowieści o takich istotach jak wróżki czy elfy, podstawowe pytanie brzmi: czy postaci te żyją tylko w swoim wymyślonym świecie, czy też w jakiś magiczny sposób mają przedostawać się do naszego? Czy przedstawione są jako fikcyjne postaci, mające dostarczać rozrywki i inspiracji, czy też są w stanie bezpośrednio wpływać na dziecko w prawdziwym świecie – przynosząc prezenty choinkowe i wielkanocne bądź wymieniając zęby na monety? Film Woody’ego Allena Purpurowa róża z Kairu jest tu doskonałą ilustracją – fikcyjna postać w magiczny sposób opuszcza ekran i przedostaje się do rzeczywistego świata bohaterki filmu. Ale w przypadku tej produkcji od początku wiadomo, że mamy do czynienia z intrygującą i zabawną fabułą, a nie materiałem informacyjnym.

 

Pozostawiwszy fikcyjnych bohaterów w ich fikcyjnym świecie, rodzice i dzieci mogą szykować dla siebie nawzajem prezenty pod choinką „jak Mikołaj w opowieści”, co umożliwia dzieciom nie tylko otrzymywanie, ale i dawanie. Przekazujemy w ten sposób dziecku radość i fantazję historii o świętym Mikołaju bez kłamstw, które później będziemy musieli wyjaśniać i których trzeba będzie żałować, zaś dziecko otrzymuje prawdziwe informacje o rzeczywistym świecie. Dzieci potrzebują zgodnego z prawdą obrazu świata, aby potrafiły poruszać się po nim pewnie, świadomie i bezpiecznie. Zapewnienie im tej możliwości jest kolejnym, po pielęgnowaniu dziecięcego zaufania, ważnym powodem, by unikać mitu Mikołaja. Jeśli zachowamy magię i fantazję, ale w granicach świata fikcji i baśni, możemy cieszyć się wyobraźnią i radością dziś, nie martwiąc się o pytania, jakie z pewnością padną jutro.

(tłum. Kalina Iwanek)

[Od redakcji: Tekst ukazał się pierwotnie na stronie The Natural Child Project. Dziękujemy Autorce za zgodę na tłumaczenie i publikację.

W ramach cyklu „Mikołajowe dylematy” opublikowaliśmy już tekst Piotra „Nie kłamiemy” i Jarka Żylińskiego „Co z tym brodatym w czerownym wdzianku?”. Wkrótce także wywiad z Agnieszką Stein.]

 

Jan Hunt

Jan Hunt
Doradza telefonicznie ludziom z całego świata - specjalizuje się w tematach rodzicielskich, edukacji domowej oraz wsparciu w trudnościach osobistych. Prowadzi The Natural Child Project. Autorka książek: "The Natural Child: Parenting from the Heart" oraz "A Gift for Baby".

2 komentarzy

  1. Takie podejście jest chyba mi najbliższe. U nas w domu pezenty pod poduszką były od św.Mikołaja, ale rodzice nigdy nie próbowali opowiadac nam na siłę historii typu ze Mikołaj w magiczy sposób przynosi prezenty przez komin i jeździ saniami po niebie. Dlatego wierzyliśmy w Mikołaja tak na pół gwizdka podejrzewając tym samym rodziców o podkladanie prezentów, co z radością wytropiliśmy któregoś dnia znajdując je wcześniej ukryte w regale. Pamiętam, ze towarzyszył temu raczej triumf odkrywcy niż rozczarowanie :) Znaliśmy tez historię św. Mikołaja biskupa, więc jego postać była dla nas prawdziwa. A prezenty w naszej rodzinie dalej przynosi św.Mikołaj, bo każdy zwyczajnie lubi tą piękną tradycję.

    • Mam dokładnie takie same wspomnienia z dzieciństwa:) i nie demonizowałabym tego kłamstwa o Mikołaju, ja to z perspektywy czasu postrzegam raczej jako taki baśniowy element dzieciństwa – coś tam ten mały człowiek niby przeczuwa, ale jak przyjemnie jest wierzyć…
      Pamiętam natomiast sytuację, kiedy u mojego syna, w zerówce kilka lat temu, pani katechetka powiedziała dzieciom wprost: „Mikołaja nie ma! To rodzice!” Pamiętam rozżalenie i płacz jednej z dziewczynek…. Może i pani chciała dobrze, ale myślę, że dzieciństwo ma swoje prawo bujania w różowych obłokach i trzeba bardzo uważać, żeby nie wyrwać go z tego – fajnego przecież – snu w zbyt brutalny sposób.
      Mój syn ma teraz 13 lat i już wie o co chodzi:), a córcia (lat 7) trochę się pieści, ze niby wierzy, ale ochoczo przegląda internet w poszukiwaniu zabawek, które „kupiłaby takim dziewczynkom, gdyby była Mikołajem” i znacząco spogląda w moją stronę…:)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry