Nowości
Nie kłamiemy
fot. Ania Chojowska-Szymańska

Nie kłamiemy

Już ładne parę miesięcy temu byliśmy świadkami następującej sceny na korytarzu przychodni. Chłopiec ok. 4 lat czeka z rodzicami na szczepienie. Siedzi spokojnie, ale wyraźnie jest smutny i zaniepokojony. Pyta tatę: „Będzie bolało?”. Ten (niepewnym głosem): „Nie, no co ty, małe ukłucie, nie będzie bolało”. Na co chłopiec, kiwając z rezygnacją głową, tak, jakby ojciec potwierdził jego obawy: „Będzie bolało…”. Scenka była urocza urokiem mądrego chłopca w sumie dzielnie znoszącego swój los. Ale po jakie licho jego rodzice od małego uczyli go, że nie można ufać ich słowom?

W zasobniku standardowych rodzicielskich narzędzi, po które nauczeni jesteśmy sięgać niemal automatycznie, jest oszukiwanie dzieci co do różnych nieprzyjemnych elementów rzeczywistości. W imię… no właśnie, nie jestem pewien czego? Ochrony ich niewinności? Zapewnienia im beztroskiego dzieciństwa? Staramy się przekonać dzieci, że rzeczywistość wygląda inaczej, niż faktycznie wygląda. Tak, jakby nie mogły prędzej czy później (a raczej prędzej), przejrzeć naszego oszustwa. Tak jakby większym zagrożeniem dla ich dziecięcej niewinności nie była właśnie konfrontacja z tym naszym kłamstwem.

Moja Żona zwierzyła mi się kiedyś ze swojego wspomnienia z dzieciństwa – gdy zorientowała się, że nie ma Świętego Mikołaja (o istnieniu którego dotąd przekonywali ją rodzice), pomyślała, że Boga (o którym opowiadali jej ci sami rodzice) też pewnie nie ma…

My stwierdziliśmy zgodnie, że nie będziemy naszego syna oszukiwać. Ostatnio, gdy wieźliśmy go na szczepienie, uprzedziliśmy, że zapewne będzie bolało. Gdy po szczepieniu skarżył się, że boli go ręka, lojalnie ostrzegliśmy, że może jeszcze boleć następnego dnia. Dotąd był jeszcze za mały, byśmy musieli stanąć przed tym problemem, ale po ostatnim Bożym Narodzeniu zgodnie z Żoną stwierdziliśmy, że nigdy nie będziemy wmawiać Frankowi, że prezenty pod choinką pochodzą od Świętego Mikołaja.

Najmłodsi roznoszą prezenty spod choinki. Niech więc wiedzą, skąd się tam wzięły.

fot. Ania Chojowska-Szymańska

fot. Ania Chojowska-Szymańska

Naprawdę nie rozumiem, po co udawać, że świat jest inny, niż jest. Nie widzę powodu, by przekonywać dziecko, że prezenty nie wymagają włożenia wysiłku i troski w wymyślenie i zorganizowanie czegoś, co sprawi drugiemu człowiekowi przyjemność, tylko, że przywozi je prosto z nieba żywa reklama Coca-Coli (albo nawet jakiś biskup). Nie ma też powodu udawać, że ludzie są inni, niż są. Jeśli ktoś nas zdenerwuje, mówimy Franiowi, że ten pan nas zdenerwował, bo np. zupełnie bezmyślnie i brawurowo wyprzedził nas w niedozwolonym miejscu. Podobnie nie udajemy, że mężczyzna, który przebiegł na czerwonym świetle przez przejście dla pieszych, przed którym czekamy, miał do tego jakieś specjalne prawa lub powody. „Tak, Franku, ten pan przeszedł na czerwonym świetle, to niebezpieczne, ale ten pan tak zrobił”.

Wydaje mi się, że efektem takiego oszukiwania dziecka – co do tego, jak trudne będą czekające go doświadczenia (bolesna wizyta u lekarza), jaki jest koszt różnych życiowych przyjemności (np. obdarowywania prezentami) lub co do tego, że ludzie potrafią być czasem źli, głupi lub niesprawiedliwi – może być tylko rozczarowanie. Takie kłamstwa, być może mają zapewnić beztroskie dzieciństwo, ale tak naprawdę fundują pierwsze dziecięce troski – zmartwienie i dezorientację wywołaną tym, że najbliższe osoby nie są wobec dziecka szczere.

Kolejnym uzasadnieniem dla takich drobnych rodzicielskich kłamstw jest stwierdzenie: „on jest jeszcze mały, nie zrozumie”. To również wydaje mi się być bardzo wątpliwe założenie. Tak, jak już kiedyś pisałem, sam zachowałem z dzieciństwa wspomnienie silnej frustracji związanej z faktem, iż wszyscy wokół zakładają, że ja nic nie rozumiem. A rozumiałem dużo, tylko miałem problem z wyrażaniem tego, co rozumiem. To jak z nauką obcego języka – ktoś kiedyś przekonywał mnie, że potrafimy powiedzieć ok. 40% tego, co już rozumiemy.  Myślę sobie, że warto sobie przypominać, że dziecko ma mniej więcej taki sam mózg, jak my – jedyne, czego mu brakuje, to naszego doświadczenia. Nie karmmy więc jego młodego mózgu od początku doświadczeniami drobnych kłamstw i oszustw w dobrej wierze.

Wierzę, że dzieciństwo jest piękne i beztroskie dzięki radości odkrywania świata w całej jego różnorodności i dzięki łatwości nawiązywania pierwszych szczerych i bliskich relacji z innymi ludźmi. Nie utrudniajmy dziecku tych dwóch rzeczy – eksploracji świata i tworzenia dobrych relacji z innymi – a dzieci pozostaną dziećmi nawet, gdy przyjdzie im zetknąć się z nieprzyjemnymi elementami rzeczywistości.

[Od redakcji:Wpis ukazał się pierwotnie na blogu Na ludzi. Dziękujemy Autorowi za zgodę na publikację na naszym portalu.

W ramach dyskusji pojawią się jeszcze teksty Jarka Żylińskiego, Jan Hunt i wywiad z Agnieszką Stein]

 

 

Piotr z Naludzi.pl

Piotr z Naludzi.pl
Autor bloga Naludzi.pl, na którym opisuje to, jak wraz z żoną wychowuje syna, kierując się zasadami rodzicielstwa bliskości i porozumienia bez przemocy podlanymi radykalnym umiłowaniem wolności i niechęcią do instynktów stadnych.

9 komentarzy

  1. W moim rodzinnym domu kwestia prezentów i Mikołaja była (wydaje mi się) dobrze rozwiązana. 6 grudnia dzieci dostawały pod poduszkę niewielkie paczki – głównie słodycze. nie było jakiegoś nacisku na postać Mikołaja. Natomiast pod choinkę każdy przygotowywał prezent dla każdego, na początku z pomocą mamy, potem z siostrami robiłyśmy różne prace ręczne – dla rodziców, rodzeństwa, babci, dziadka, z czasem były to kupowane drobne upominki. Myślę, że uczyło to dawania i myślenia o innych także dzieci.

  2. A ja mam 34 lata i wierze w Świętego Mikołaja, nigdy nie przestałam. Bardzo dobrze się z tym czuję, opowiadam dziecku o Mikołaju tak jakby stał obok, albo zaglądał przez okno. Nie ma dla mnie znaczenia czy to jest prawda, czy nie.
    Pamiętam ze mając 5 lat włożyłam pod choinkę maskotkę kotka jako prezent dla mamy….

  3. Na wstępie powiem, że jestem przeciwny okłamywaniu dziecka. Idąc do dentysty z zamiarem plombowania zęba nie wmawiam synowi, że na pewno nie będzie bolało. Zostawiając go pod opieką innej osoby, żegnam się i mówię, że przez jakiś czas mnie nie będzie zamiast wymykać się ukradkiem. W wielu sytuacjach tutaj opisach zachowuje się, albo przynajmniej staram się zachowywać podobnie do autora.
    Nie jestem fanem Mikołaja z reklam telewizyjnych, bo tam pełni funkcje czysto marketingowe i ma sprzyjać kreowaniu nowych potrzeb małych konsumentów. Jestem również przeciwny manipulowaniu dziećmi za pomocą obietnicy prezentu dla grzecznych i rózgi dla niegrzecznych.

    Ale może coś z postaci Św. Mikołaja warto ocalić?

    Zastanawiam się jak daleko warto posuwać się w demityzacji świata i czy obnażanie kulisów wszystkiego nie pozbawia dziecka czegoś ważnego.
    Wyobraźnię dziecka mogą zasiedlać rozmaite formy, które pozwalają mu oswoić całą gamę emocji od radości po strach, dają wgląd w różne postawy, sprawiają, że świat jawi się jako wielowymiarowy. Wydaje mi się, że jest czas – kilka pierwszych lat życia – kiedy dziecko nie potrzebuje różnicowania przez dorosłego postaci, które funkcjonują w jego głowie na te prawdziwe i wymyślone. Św. Mikołaj, tak jak postaci z baśni, może być obleczonym w określony kształt symbolem pewnych postaw, może też dostarczać po prostu przyjemnego dreszczyku emocji, tajemniczości, który sprawia, że przeżyte chwile są bogatsze, barwniejsze.

    Czy musi to być kłamstwo czy może to być zabawa, w której przecież obowiązują inne reguły niż w tzw. prawdziwym życiu? Dla dziecka w pewnym wieku granica między zabawą a nie-zabawą jest płynna, więc i prawdziwość – nieprawdziwość Św. Mikołaja też może być płynna. Kiedy dziecko będzie chciało samo zajrzy za kulisy. Może poczuje się oszukane, może nie. Nawet jeśli przez chwilę, to jeśli wcześniej zabawa była przednia powiem – warto było. Ja osobiście pamiętam, że odkrycie prawdy o Św. Mikołaju nie było dla mnie bolesne. Przez jakiś czas bawiłem się dalej udając, że wciąż wierzę w prawdziwość Świętego, mimo iż prezent, który dostałem od niego pod choinkę wypatrzyłem kilka dni wcześniej w szafie rodziców.

    • Piotr z Naludzi.pl

      Jak w wielu sprawach dotyczących ludzi, trzeba tu, mam wrażenie, uważnie balansować na granicach różnych subtelności. Widzę, że słabością tego tekstu jest to, że tego nie podkreśliłem, ale ja nie jestem przeciwnikiem baśni, mitów i zabawy wyobraźnią. Tak, jak napisałeś, jest to bardzo dla dzieci ważne i chyba użyteczne. Uważam jednak, że zachodzi poważna różnica między akceptacją a nawet uczestniczeniem w grach wyobraźni dziecka a dążeniem do tego, by zupełnie serio było przekonane o tym, że prezenty przynosi jakaś tajemnicza postać. Wierzę, że dziecko – nawet bardzo małe – bardzo dobrze rozróżnia (choć umie łączyć) świat fantazji od świata realnego. Uważam, że należy mu pomóc się cieszyć tym pierwszym, nie wprowadzając jednak w błąd co do tego drugiego.

  4. Ania

    Bardzo mi blisko do tego, co napisał Marcin. U nas zabawa w Mikołaja funkcjonuje do dziś (chłopcy w wieku wczesnoszkonym) i odbywa się na jakiejś nieokreślonej granicy umowności i prawdy. Chłopaki niby wiedzą, o co chodzi z tym Mikołąjem, ale lubią to i na razie nie potrzebują drążyć dalej. Lubią 6 grudnia znajdywać pod poduszką mały podarek. Prezenty na Gwiazdkę, na Boże Narodzenie, przygotowujemy wspólnie i osobiście wkładamy pod choinke u dziadków :).

  5. Anita

    Bliskie jest mi to, co napisał Marcin. jesli zostawiamy dzieciom wolność w przypadku smoków, krasnoludków czy innych stworów dlaczego Mikołaj ma być traktowany inaczej? Przecież to piękna postać, myślę też ,że dzieciom jakoś bliska i potrzebna. Oczywiscie nie ów z reklam czy supermarketów, ale ten ,który nie patrzy czy dziecko jest „grzeczne” czy „niegrzeczne”, tylko cieszy sie z czynienia dobra :) Ja długo wierzyłam w Niego, bo chyba do 12-13 lat i traumy nie przeżyłam, nie pamietam nawet dokładnie tego momentu, jakoś to było spokojne i naturalne, jak wychodzenie z baśni.

  6. Ja będę oszukiwał i kłamał dziecku.
    Niech wie że świat składa się z wielu warstw i to co ludzie mówią nie zawsze jest prawdą. To jest lekcja życia i to cudowna bo pod ramieniem rodziców. A prawdą jest to, że każdy z Nas jest Św. Mikołajem i ta prawda nas wyzwoli. Mikołaj to nie broda i czerwony kubraczek, to serce i zdolność dziękowania oraz wdzięczność za współistnienie.
    Nie pozbawiajmy dzieci świata marzeń i fantazji. Czym dłuższy czas tej frywolności tym lepiej dla radości.
    Cała zabawa polega na tym co rodzice zrobią jak dziecko zaczyna węszyć spisek. To jest zadanie dla rodzica, a nie ucieczka od trudności przez demaskowanie radości.
    - Kto to przyniósł, kto zna me myśli, kto wie że to chciałem, on gdzieś tu jest o firanka drgnęła. O uciekł przez okno, nic za rok się przyczaję i go zobaczę. List napisze i …. a czy przypadkiem Mikołaj to nie rodzice? coś mi tu nie gra. Zaraz kolegów zapytam.
    Rok cały spory się toczyły zażarte.
    - Ja go widziałem, jest prawdziwy cały.
    - E tam ja ojca widziałem jak prezenty podkładał.
    - To nie możliwe, mam zdjęcie z nim nawet.
    I tak przez rok, a może i dwa nawet. W końcu prawda na wierzch wypływa Mikołaj to Tata, Mama i Ciocia. Cała rodzina się poprzebierała. Ja też w tym roku zrobię za Mikołaja.

  7. Również mówimy prawdę. A jeśli sytuacja wymaga, to lepiej po prostu nic nie mówić, niż kłamać.

Odpowiedz Marta Skasuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry