Nowości
Początek / Blogi / Nalewanie z próżnego / Macierzyństwo – historia transgresji i wdzięczności
Macierzyństwo – historia transgresji i wdzięczności

Macierzyństwo – historia transgresji i wdzięczności

 

Kiedy tylko udało mi się wymyślić tytuł czy też nagłówek tego bloga, to od razu poczułam chęć i radość jego pisania! Bo niespodziewanie znalazłam w tym sloganie formułę, która bardzo dobrze opisuje moje macierzyństwo, mimo że jednocześnie brzmi dla mnie wyjątkowo paradoksalnie albo i nawet niedorzecznie! A to dlatego, że zawsze, zawsze – odkąd zaczęłam być jako tako samoświadoma w relacjach – uważałam, że nie ma bata, z próżnego i Salomon nie naleje, czyli że jak się czegoś nie ma, to nie można tego nikomu dać, nijak się tym podzielić. Jak się nie czuje akceptowanym, to nie można drugiego akceptować. Jak się nie jest kochanym – to kochać. Jak się nie zazna przebaczenia, to samemu przebaczać. I tak dalej. Poniekąd nadal tak sądzę, ale kiedy myślałam chwilę nad tym tytułem, to przyszedł mi on do głowy nagle, ale nie bez kozery.

Uświadomiłam sobie, że moje macierzyństwo jest niejednokrotnie takim właśnie nalewaniem z próżnego. Usiłowaniem dzielenia się czymś, czego sama nie mam albo co mam w stopniu bardzo niedoskonałym. Nie mam wielu dobrych wzorców z własnego dzieciństwa, które bym chciała próbować na własnych dzieciach. Nie mam mocnej, ugruntowanej wiary, takiej, jakiej bym sobie życzyła dla siebie i dla swoich dzieci. Nie mam jakieś wyjątkowej, szlachetnej czy silnej osobowości, o jakiej bym marzyła dla chłopaków. Nasza wspólna historia, moja historia z dziećmi, jest więc, siłą rzeczy, historią nieustannej transgresji. Jakby wychodzenia z siebie, przekraczania własnych ograniczeń, które kiedy się okazuje namacalną rzeczywistością, zaczyna zdumiewać mnie samą. Zdumiewa i zadziwia dlatego, że ewidentnie nie dokonuje się

fot. Anna Chojowska-Szymańska

fot. Anna Chojowska-Szymańska

moimi wyłącznie siłami i nie na bazie moich wyłącznie zasobów. Wręcz przeciwnie – często z ich nikłym udziałem, albo wręcz z ich brakiem wypełnionym jedynie moim chceniem.

Dlatego na chwilę obecną czuję, że cała ta historia, która się tu będzie składać, będzie historią ogromnej wdzięczności za te wszystkie miejsca i te monety naszego rodzinnego bycia razem, w których jakieś minimalne ilości zasobów, jakimi dysponuję, mnożą się nagle w relacjach, rosną do niespodziewanego wymiaru i tworzą całkiem nową jakość. Będzie historią zatrzymania się nad tą rzeczywistością i wielkiego nią zadziwienia, takiego, które niejednokrotnie stawia mnie w niemym osłupieniu przed Tajemnicą.

Ania

Ania
Ania - mama dwójki chłopaków w wieku wczesnoszkolnym.

2 komentarzy

  1. Aniu, cieszę się, że zaczęłaś pisać i na pewno będę regularną Czytelniczką :). Też mam poczucie nalewania z próżnego i dziękuję za Moc, która dała mi na to szansę.

  2. Ania

    Dzięki, Aguś, za odwiedziny i czytanie :). Cenne to dla mnie, że nie leci w próżnię :)
    A swoją drogą – też bym Cię chętnie poczytała!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry