Nowości
Początek / RB i wiara / Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale… (1)
Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale… (1)
Fot. Paweł Piwosz

Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale… (1)

Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale…

 Jeśli taki tytuł budzi Twoją podejrzliwość i obawy, że zaraz przeczytasz, jakim złym jesteś rodzicem, chrześcijaninem i człowiekiem, to proszę, nie bój się. Moim zamiarem nie jest piętnowanie, ale odpowiedź na to zdanie, które w różnych formach zdarza mi się czytać czy słyszeć. Może znajdziesz tu pomoc, a przynajmniej inspirację. Niniejszy artykuł ma zapoczątkować serię kilku tekstów na temat trudności, jakie rodzice miewają z chrześcijańskim wychowaniem swoich dzieci. Dziś chcę się zająć jedną z nich:

 

Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale… (1)

… sam(a) mam dużo wątpliwości.

Jeśli myślisz podobnie, to znak, że stać cię na uczciwość względem siebie i potrafisz stawić czoła trudności. To czasem bardzo trudne przyznać się do trudności w wierze. Łatwiej powiedzieć: „Kościół jest głupi, księża to pedofile i złodzieje, a mój sąsiad chodzi na mszę, a potem wyzywa żonę”. Ty jednak widzisz swoje trudności. To naprawdę dużo.

 

Być może istnieją ludzie, których ominęło zwątpienie. Ja do takich nie należę. Mam na swoim koncie wiele zwątpień: wielkich i małych, drobnych i wielomiesięcznych kryzysów, zwątpień w Boga, Chrystusa, Kościół…

 

Jestem przekonana, że kryzysy wiary stanowią jej naturalny element i to, że przychodzą, nie jest złe, choć bywa koszmarnie bolesne. Jestem przekonana, że Pan Bóg może wykorzystać nasze kryzysy do tego, by pokazać się nam w nowy sposób, by, kiedy upadają fundamenty naszej wiary, słabe niczym dom budowany na piasku, pomóc nam budować na skale.

Taaak… Piszę to i uświadamiam sobie, że choć to prawda, co do której jestem pewna, to brzmi łatwo, gdy się jest już po drugiej stronie przepaści, gdy (chwilowo?) stoi się po stronie pewności, która przekracza zwątpienie. Jeśli jesteś po stronie zwątpienia, czemu miał(a)byś mi wierzyć?

fot. Paweł Piwosz

fot. Paweł Piwosz

Pamiętam, co pomogło mi przetrwać jeden z największych kryzysów wiary. Nie było to świadectwo kogoś, kto już przez to przeszedł, ale dwa zdania usłyszane od przyjaciela. Oba były cytatami.

Pierwsze to słowa brata Rogera z Taize, których teraz nie potrafię odnaleźć, więc parafrazuję z pamięci: trzeba żyć tą odrobiną Ewangelii, którą zdołało się pojąć.

Drugie to zdanie z mojej ukochanej powieści Fiodora Dostojewskiego „Bracia Karamazow”: „Tu niczego dowieść nie można. Można się tylko przekonać. [...] Doświadczeniem czynnej miłości”.

 

Spróbowałam. Próbuję. Mówię do Boga, w którego próbuję wierzyć także w chwilach kryzysu, słowami ojca chorego chłopca z Ewangelii (Mk 9, 24): „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu”…

 

Nie trzeba być mistrzem świata w pewności wiary, by próbować żyć Ewangelią. Nie trzeba pozbyć się wszelkich zwątpień, by uczyć się kochać bezwarunkowo i w ten sposób stawać się doskonałym jak Ojciec Niebieski (Mt 5,48). Nie trzeba umieć odpowiedzieć na każde pytanie, by towarzyszyć dziecku we wzrastaniu w wierze.

 

Bóg działa w sercu Twojego dziecka. Możesz to działanie wspierać. W taki sposób, jak to w danym momencie Twojego życia możliwe.

Oto kilka propozycji, może choć jedna będzie dla Ciebie dostępna w tej chwili, może od niej zaczniesz. Proszę, nie traktuj ich jako listy zadań, ale jako inspirację.

Możesz spróbować:

 

  • powiedzieć (napisać) Bogu o tym, dlaczego dziś nie za bardzo w Niego wierzysz, czemu tak jest, co by Ci pomogło i poprosić Go, by dał Ci właśnie to, czego Ci brak;

  • modlić się za Twoje dziecko/dzieci, za Waszą Rodzinę o wiarę, nadzieję i miłość;

  • przeczytać fragment Biblii, o którym pamiętasz, że kiedyś był dla Ciebie ważny i pomocny;

  • zrobić naprawdę porządnie coś, na co wcale nie masz ochoty, a co wiesz, że dobrze by było zrobić dla kogoś, kogo kochasz, i ofiarować to w intencji wzrostu wiary w Twojej rodzinie;

  • porozmawiać z wierzącym współmałżonkiem, krewnym, znajomym, przyjacielem albo zaufanym księdzem;

  • jeśli nie wiesz, z kim porozmawiać, zadzwonić do Pogotowia Duchowego);

  • przystąpić do spowiedzi (nawet jeśli nie jesteś pewny/a, czy możesz dostać rozgrzeszenie) – jeśli to spowiedź po długim czasie, to najlepiej z zaufanym księdzem, który będzie miał nieco więcej czasu niż w konfesjonale podczas spowiedzi dzień przed Świętami;

  • pójść na mszę świętą (może bez dziecka, zwłaszcza jeśli rzadko bywacie w kościele, tak by móc zająć się tym razem swoją relacją z Bogiem, a nie ganianiem za maluchem);

  • poprosić kogoś o modlitwę za siebie… (jeśli nie masz kogo poprosić, poproś mnie).

 

To pierwsze pomysły, jakie przychodzą mi do głowy. Może któryś jest dla Ciebie? Jeśli tak, proponuję: zacznij go realizować. Jeśli nie, pomyśl, czemu nie, i poszukaj innych pomysłów.

 

Zauważ, napisałam tak dużo o Tobie i Twojej wierze, a prawie nic o dzieciach. Dlaczego? Doświadczenie (nie tylko moje) mówi, że dzieci żyją tym, czym żyją rodzice, i trudno jest przekazać im cokolwiek, czego się samemu nie ma. Ale też wystarczy mieć choć odrobinę, by bardzo je obdarować. Od tej odrobiny można i warto rozpocząć…

paczek_1024

fot. Paweł Piwosz

 

„Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas” (2 Kor 4,7). Wierzę, że Panu Bogu bardzo zależy na mnie, na Tobie, na naszych bliskich. Wystarczy odrobina współpracy z naszej strony, by zaczęły się dobre zmiany. Nie musisz czekać, aż będziesz wszystkiego pewna/pewien. Pewność może dać tylko Bóg.

 

Więcej o (nie)pewności wiary i zaufaniu Bogu napisałam niedawno dla Magazynu Dywiz, zajrzyj, jeśli chcesz.

Polecam także książkę, która bardzo pomaga mi w duchowych zmaganiach: Tomáš Halík, Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe: labiryntem świata z wiarą i wątpliwościami, przekł. J. Zychowicz; Kraków: WAM, 2004.

Kolejne rozważanie z tego cyklu znajdziesz: Chcę, by moje dziecko wychowywało się w wierze, ale… (2)]

Agnieszka Piskozub-Piwosz

Z wykształcenia teolożka, religioznawczyni i anglistka. Z praktyki wciąż się nawracająca katoliczka, żona, mama, nauczycielka angielskiego, redaktorka i tłumaczka. Chciałaby robić masę rzeczy, uczy się wybierać. Autorka bloga: http://lovespatient.wordpress.com/

9 komentarzy

  1. Bardzo mnie zainteresowało to co piszesz. Ja jestem dokładnie z tych co to po miłoszowemu jednego dnia wierzą, a drugiego dnia nie wierzą. Jest tyle rzeczy, których nie mogę pojąć, ani przyjąć, a kiedy próbuję dyskutować z osobami o niezachwianej wierze, chcę żeby mnie przekonali, wyjaśnili, choć sprzeczam się jak adwokat diabła. Mimo tego chciałabym dać moim dzieciom jakąś bazę wiary, a czuję się kompletnie niekompetentną osobą w tym zakresie. Będę śledzić z ciekawością to, o czym piszesz, może w tej mojej sinusoidzie wiary/niewiary uda mi się coś poukładać…? Zresztą – mniejsza o mnie. Chciałabym tylko, żeby moje dzieci wiedziały, że niebo nie jest puste, a Bóg jest dobry. Pozdrawiam

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Ewo, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Za otwartość i szczerość. Poruszył mnie. Jednocześnie radość sprawiło mi Twoje powołanie się na Miłosza. Bardzo, bardzo rezonuje we mnie to, co piszesz, także i ten cytat. Obecnie mam dość długi dzień, kiedy wierzę. Ale latami modliłam się jak on: „wzbudź więc jednego człowieka…, abym patrząc na niego, podziwiać mógł Ciebie”… I zostałam wysłuchana. Ale ile się wcześniej namartwiłam, że żadna „figura w kościele [nie] podniosła dla mnie rękę, raz jeden jedyny” (wszystko cytuję z pamięci, ufając, że kojarzysz te wiersze), ech…:) Ważne dla mnie to, co piszesz, i myślę, że jeszcze się do tego odniosę. Dzięki!

  2. Książka Halika należy do moich ulubionych, mocno pokazała mi coś co kiedyś tylko przeczuwałam. Moja droga do Boga, wiedzie przez ciągłe dyskusje i spory. Należę do tych „wyszczekanych” dzieci co to ciągle pytają, podważają, wątpią. Pomaga mi też Jan od Krzyża i jego ciemna noc.

    • Agnieszka Piskozub-Piwosz

      Nadio, dziękuję. Widzę, że mamy coś wspólnego:) TH to bardzo ważna dla mnie postać, a raczej osoba. Jana od Krzyża jakoś nie lubię czytać, ale samo pojęcie nocy ciemnej wydaje mi się kluczowe… Dzięki!!!

  3. chwila czasu, dziecko spi udało mi się przeczytać pare notek i zaniedbac swoje podstawowe obowiązki:) fajny pomysł na portal, mam nadzieje, ze będzie też coś dla wielodzietnych:) bo my to dopiero mamy zwątpienia spektakularne i częste każdego dnia juz od 6 rano:) pozdrawiam

  4. Agnieszka Piskozub-Piwosz

    Dziękuję, Moniko! A czego byś oczekiwała?:) Będzie to, co nam się uda zrobić, zachęcam do współpracy – i w podawaniu pomysłów, i w pisaniu:) Ja o wielodzietności niestety niewiele wiem… Są w ekipie rodzice kilkorga i na pewno będą się dzielić, ale napisz, proszę, jakie tematy uważasz za najbardziej warte poruszenia:)

  5. Wiesz dla mnie bardzo ważna jest relacja z Panem Bogiem, bo jednocześnie jest bardzo trudna, więc chyba chciałabym czytać coś, co mnie w niej będzie umacniać, tak sobie myślałam, co to może być, może jakieś fajne wywiady z księżmi? nie wiem jakich lubisz Ty, ale ja bardzo lubię Pulikowskiego i Pelanowskiego; jak jedna połączyć wychowanie w bliskości z religia? czy to w ogóle jest możliwe? jakie doświadczenia maja rodzice wielodzietni z rodzicielstwem bliskości? bo u mnie to kompletnie padło od trójki wzwyż i teraz już wszystko zawierzam Opatrzności; fajne byłby też doświadczenia różnych mam i tatów, z dziećmi i bez dzieci, ostatnio czytałam piękną książkę „Mama jest piękna i chuda” to są super świadectwa bardzo Ci polecam:) Myślę też, że fajnie byłoby pokazywać, jak takie święta jak np Mikołaj moga przybliżyć nas i dzieci do Pana Boga, ile nam mówią o jego miłości, bo ja nie mam takiego dylematu czy mówić czy nie:) ale rozumiem, ze dużo ludzi ma; teraz jest cudowny czas i cudowne święta przede wszystkim dla dzieci i już może coś o tradycjach o współczesności, jak obchodzimy w domach o roratach; tak sobie rzucam na szybko, to co my staramy się robić w parafii; ale Agnieszko, to jest twój portal i nie czuj sie jakoś przez te moje liczne propozycje przytłoczona to tylko takie luźne rzucone przemyślenia, pozdrawiam:) (Czy wiesz, ze moje dwie super ekstra lewicowe znajome poleciły mi Twój portal:))))

  6. Kryzysy, zwątpienia, ciężkie momenty przychodzą. Od nas tylko zależy, którą drogą pójdziemy. Takie chwile często mogą się też okazać dobrą chwilą na zmiany.

  7. Pozdrawusm i ciesze sie, ze ktos pisze o Bogu. Pragnienie poznania Boga tez pochodxi od Niego . „My milujemy Boga bo On pierwszy nas umiłował”1list Jana 4.19 przeczytalam ten fragment przed 10 minutami z książki którą pożyczyła mi kolezanka „Żar miłości do Jezusa” Mikke Bickle. Jestem matką dwóch wspanialych córek 16 i 12 lat i uczę sie kochać Jezusa. I tak jak napisałaś dzieci przejmują tylko to co zobaczą w nas samych sa zbyt szczere by bylo inaczej tylko przykłady je kształtują. Ja czesto modle sie tak : Boze prosze cię o mądrość w wychowywaniu moich dzieci a jesli bym coś zepsula to proszę Ty to napraw.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są zaznaczone. *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przewiń do góry